Lurker.land - tag #depresja

Zobacz: https://lurker.land/post/n6g2U-evD
Data dodania: 7/12/2022, 3:51:17 PM
Autor: emrys_vledig

#humorobrazkowy #kawa #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/hrsPgkEwC
Data dodania: 6/14/2022, 4:25:25 PM
Autor: filigranowygucio

Depresja na wesoło_FB
#fb #depresja #heheszki


Zobacz: https://lurker.land/post/V65VLJvYo
Data dodania: 5/2/2022, 2:50:17 PM
Autor: pospiechhemisfery

Nie zamierzam z nikim rozmawiać, choć odczuwam brak przyjaciół. Mam wrażenie, że wszyscy znajomi z Zachodu, czy z Polski siedzą wgapieni w telewizor i boją się jednej choroby - koronawirusa, pomimo że ja chodzę wszędzie i nie udaje mi się go złapać. Ale im tego nie przetłumaczę, zaraz lecą do mnie z pyskiem i wyzywają od skrajnej prawicy i ruskiej onucy. A pomyśleć, że kiedyś ludzie mnie akceptowali, ze względu na moje uwielbienie do wszelkiej muzyki rockowej, teraz się czuję jak odludek.

#depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/sNfSxO6hg
Data dodania: 4/17/2022, 2:56:23 AM
Autor: pospiechhemisfery

Nigdy nie będę mieć zdecydowanych poglądów odnośnie #koronawirus.
Z jednej strony, patrzcie, chodzę wszędzie i nic mi nie jest, z drugiej strony, czuję odebranie podstawowych praw, ze względu na moje niezaszczepienie, do tego boję się, że go kiedyś złapię i zachoruję na atypowe zapalenie płuc. Może stąd mam takie żal do rodziców o to, że nie chcą, abym ja się zaszczepiła, ani oni nie chcą się szczepić.
Potwornie się boję, ech... oglądam sobie Dennisa Pragera na pocieszenie

https://www.youtube.com/watch?v=TfW_Li_Oey8

#rozkminycovidowe #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/N0gsvEaEu
Data dodania: 4/16/2022, 11:46:38 PM
Autor: pospiechhemisfery

Taka smutna refleksja mnie naszła:
To okropne, że się ludzie dali podzielić na lepszych i gorszych ze względu na status szczepienia. Pierwszy raz się spotykam z sytuacją, gdzie dostęp do koncertów, teatrów, kin, muzeów jest jedynie dostępny, gdy się okaże paszport szczepionkowy. Przez wiele lat dane mi było myśleć, że wystarczy zapłacić za daną usługę, aby to dostać, ale nie... tym razem każdy musi być zaszczepiony na chorobę, która nie daje żadnych objawów. "Pandemia" sprawiła, że większość stron internetowych zaczęła na niespotykaną skalę cenzurować dostęp do informacji, co zmusiło mnie do surfowania po dziwnych stronach internetowych jak 4chan, Wykop, Telegram czy wiele obskurnych imageboardów. Niby na Facebooku coś tam jest, czy na Twitterze, ale na Facebooku sami niedoedukowani boomerzy siedzą, a na Twitterze wszystko jest szybko kasowane, co nie jest po ich myśli. Nie mówiąc o tym, że w moim domu częściej zdarzały sie awantury niż kiedyś. A to dlatego, że moi rodzice na sam dźwięk słowa "szczepionka na covida", dostawali nadciśnienia, czy stanów przedzawałowych bądź stanów przedwylewowych. A moi rodzice są wiekowi, oboje 37 lat mieli, gdy mnie wydali na świat. Nie mam gdzie się zwrócić... terapeuta by się przydał, z drugiej strony, niektórzy są cholernie upolitycznieni, zaszkodziliby bardziej mi aniżeli pomogli. No to jedynie mogę prosić o wiadomość na priva bądź bardziej życzliwy komentarz.
Te wcześniejsze trollingi wynikały z próby odreagowania moja ciężkiej sytuacji rodzinnej. Z góry przepraszam.

#psychologia #koronawirus #rodzice #historiazmojegozycia #depresja #pomocy #przeprosiny #niebedetrollowac

Filmik załączam, bo to o moich problemach:
https://www.youtube.com/watch?v=S5SdA64snP4


Zobacz: https://lurker.land/post/t9Fdsmkcr
Data dodania: 4/16/2022, 2:40:07 PM
Autor: pospiechhemisfery

Tak bardzo nienawidzę swojego życia. To uczucie, gdy ze względu na panującą koronawirusozę, zaczęłam się odsuwać od własnej rodziny, nawet myślę o tym żeby zdradzić własną rodzinę na rzecz szczepionki na covida. Zaczęłam też zawiścić innym zaszczepionym ludziom, że mogą bez problemu podróżować, chodzić na koncerty itd. Wiem że dzięki ludziom szczującym na niezaszczepionych doznałam takiego skrzywienia psychicznego, dzięki polaryzacji politycznej której doświadczam. Uwierzcie, miałam znajomości wśród środowiska rockowego, ponieważ rock to jest moja ulubiona muzyka i to się nie zmieni, ale nawet poczułam się od nich stopniowo bardziej wyobcowana, ze względu na to że oni są zaszczepieni a ja nie. W moim domu zaczęło do coraz większych konfliktów dochodzić. Ciągłe awantury, krzyki tylko ze względu na szczepionkę. Wołam o pomoc, ale nikt nie zwraca na to uwagi. Potrzebuję terapeuty, ale nawet moi rodzice to bagatelizują. Nigdy nie wrócę do normalności, nigdy nie stanę się sławnym rockowym muzykiem, ponieważ trzeba być naprawdę lewicowym i zaszczepionym człowiekiem aby dojść do takiej sławy. Nadal mieszkam z rodzicami pomimo że studiuję i coraz mniej się z nimi dogaduję. Nigdy się nie pogodzę ze światem od 2020 roku. Powinnam była już popełnić samobójstwo, ale moi rodzice to jedyny powód dla którego żyję. Nie mam gdzie się zwrócić, bo jak ludzie się dowiadują, że jestem nadal niezaszczepiona, to się odsuwają ode mnie.
#depresja #koronawirus #rock


Zobacz: https://lurker.land/post/GaW3Hf3OM
Data dodania: 4/13/2022, 3:55:48 AM
Autor: pospiechhemisfery

Jak stać się z dnia na dzień najgłupszą osobą świata. To pytanie zadaje sobie od dłuższego czasu. To bardzo proste, trzeba się jak najwięcej zajmować polityką, martyrologią, covidem itd., zastanawiać się, czy będę dyskryminowana z byle powodu. Najlepiej się nie cieszyć się z życia, żyć tak jakbyś miał kiedyś umrzeć. Nienawidzić całego świata, nienawidzić własnego kraju. Tak żyje człowiek od 2020 roku, mniej więcej. Ja odnoszę wrażenie jakbym była ciężarem dla całego świata i dla wszystkich ludzi, odarta z jakiejkolwiek godności, honoru, szczęścia, człowieczeństwa itd. Czuję się taka wewnętrznie rozdarta, otumaniona wszelkimi mediami, czy to w telewizji, czy społecznościowymi itd. Ostatnio stałam się niesamowicie prawicowa, pomimo że kiedyś byłam lewicowa, siliłam się na akceptację innych ludzi, najczęściej z zagranicy, ze względu na to, że jestem wielką fanką rocka progresywnego. Nadal poniekąd lubię zespół Rush, ale od czasów obrzydzenia tym rozpasaniem wszelakich celebrytów, zaczęłam się od nich dystansować i to mocno. Co mnie jeszcze trzyma przy życiu? Mimo wszystko muszę dbać o rodziców, mam psa, kota, papugę, żółwia, ich kocham nad życie.
Ale nic poza tym…

#depresja #przemysleniamlodegomuzyka


Zobacz: https://lurker.land/post/P-7YPMacb
Data dodania: 4/7/2022, 5:34:25 PM
Autor: pospiechhemisfery

I jak ja mam niby funkcjonować w takim świecie?
Dajcie jakieś merytoryczne porady, bo popełniałam wiele błędów.

#wielkireset #nwo #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/fU5lGYDwi
Data dodania: 3/30/2022, 8:03:02 AM
Autor: pospiechhemisfery

Nie mam na nic siły, o niczym innym nie myślę niż o zakończeniu swojego nędznego życia.
22 lata, a o niczym innym nie myślę. Mam wrażenie, że wszyscy mnie nienawidzą i chcą przylepić łatkę polityczną, a to ruskiego trolla, a to antypolaka, a to antysemity, a to lewaka, a to prawaka, a to antyszczepa itd.
Ostatnio mam mgłę mózgową, nie umiem się niczym cieszyć, najchętniej bym grała w gry komputerowe itd…

#depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/OBmr9lNa7
Data dodania: 3/21/2022, 7:43:57 AM
Autor: pospiechhemisfery

Czy to normalne, że jestem NEETem (przynajmniej na razie), ze względu na to, że mam depresję i nie znoszę stanu dzisiejszego świata oraz dzisiejszej Polski? Czy warto uczestniczyć w tym nędznym wyścigu szczurów? Od roku 2020, wszystko zeszło na psy i nic nie jest jasne, po prostu…
Ten świat jest cholernie podzielony i w każdej chwili można zostać wrogiem, jak się coś powie nie po ich myśli.

https://boards.4chan.org/pol/thread/368397035
Mniej więcej podobna tematyka.

#przemyslenia #kiciochpyta #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/Q5j23MF1U
Data dodania: 3/19/2022, 11:07:01 PM
Autor: pospiechhemisfery

Jak mam opowiedzieć o sobie, to zrobię to.
Ale ostrzegam, moje problemy są nietypowe.
Przed pandemią byłam normalną osobą, której największą pasją był #rockprogresywny.
Moim najbardziej uwielbianym zespołem był #rush (i w sumie nadal jest), z powodzeniem się dostosowywałam do wymogów społecznych, nawet miałam lewicowe poglądy.
Zajmowałam się też muzyką, grałam na gitarze, basie, perkusji, klawiszach itd.
Ale coś we mnie pękło. Ogłoszenie pandemii w 2020 r. A co za tym idzie, odwołanie koncertów, eventów itd., kasowanie wszystkich ludzi, którzy mają inne poglądy (cancel culture). No i się zaczęło, depresja, lęki, fobia społeczna, paranoja, to wszystkie problemy psychiczne, które mam. Do tej pory się kłócę z rodziną o szczepionki, bo nie wiem, co mam myśleć o szczepieniach, bo poniekąd są wymagane do podróżowania i emigracji do mojej wymarzonej Kanady.

Pokaż spoilerMam też konto na Wykopie - ProgFan2112, ale rozważam usunięcie, bo za dużo jednomyślnych użytkowników tam jest

#psychologia #depresja #koronawirus i trochę #polityka


Zobacz: https://lurker.land/post/GCih14wjK
Data dodania: 3/18/2022, 12:43:52 AM
Autor: clistwood

#psylocybina #depresja #ptsd #uzależnienia #ciekawostka #odstawienieantydepresantów #fakt
https://www.youtube.com/watch?v=PH8b6RPjXeM&t=76s


Zobacz: https://lurker.land/post/gQU6tQUzJ
Data dodania: 3/10/2022, 3:45:08 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 48

Skutki uboczne.

Strasznie ciężko mi było napisać ten tekst i wcale nie dlatego, że jest on jakiś dla mnie ciężki, albo porusza intymne tematy. Ciężko było mi do niego usiąść, ponieważ zrobiłem się bardziej otumaniony, powolny i mam większy problem z zebraniem myśli. Przez jakiś czas moje wysypisko jest mniej dokuczliwe.

Są wady i zalety tego stanu rzeczy. Przypomniałem sobie, dlaczego zacząłem palić, ale już tego nie robię, ponieważ rzuciłem dwa miesiące temu.

Wybaczcie, ale sam łapię zawiechę podczas pisania.

Gubię się w myślach i zapominam o czym mówiłem, albo o czym myślałem chwilę wcześniej.

Wróciłem do brania leków ssri. Dwuletnia terapia nimi została zakończona przeze mnie w momencie, w którym podjąłem pracę i zacząłem palić. Miałem problemy z koncentracją i problemy z liczeniem co jest strasznie kiepskie przy zawodzie, gdzie milimetr różnicy, może kosztować pół dnia roboty, albo przełożenie terminów liczone w tygodniach. Palenie wtedy było zamiennikiem leków, opanowywało mi nerwy i pozwalało mi na przemyślenie na czysto problemu, z którym akurat się spotkałem. Będąc ciągle otumanionym było ciężko w pracy, a bez leków lądowałem w tragicznym stanie. Czy fajki pomagały mi naprawdę czy nie to nie chcę się spierać. Na pewno wierzyłem w to, że mi pomagają, jednak po dwóch latach zaczęły przynosić więcej szkody niż pożytku, a ja i tak musiałem wrócić na leki.

Ciężko mi w ogóle to pisać. Zrobiłem się powolny i ręce są szybsze od moich myśli, chociaż do tej pory było na odwrót, ale wiecie co? Uważam to za lepsze rozwiązanie niż przeżywać co chwilę załamania i myśleć non stop o śmierci.

Mniej myślę. Jest to zmiana jak najbardziej na plus i sprawia, że te dni nie są taką katorgą, a praca, mimo że zabiera mi nadal większość życia przestała być aż tak męcząca. Robiąc swoje nie wpadam w monotonię, a moje myśli nie latają w jakiś nieodpowiednich tematach, lub nie bujam w obłokach. Skupiam się w 100% na tym co robię w aktualnym momencie. Czas leci mi szybciej i każda minuta nie rozciąga się w nieskończoność.

Przed snem nie mam gonitwy myśli. Zasypiam w miarę szybko i wysypiam się, chociaż śpię więcej i nadal nie jestem w stanie robić nic poza pracą. To jednak udało się nam razem z partnerką rozplanować tak obowiązki i czynności, bym mógł je robić w odpowiednich dla siebie porach i żebym miał dni wolne na relaks psychiczny, którego nie potrzebuje tak jak wcześniej, ale jest mi potrzebny.

Wiecie jaką katorgą było nie móc zasnąć, bo myśli się kłębiły i nie dawały spać? Lub coś cię przebudziło o 3 w nocy, a potem zaczynałeś myśleć na przykład, że wszechświat się rozszerza, a potem w minutę, twój mózg był pobudzony i już nie mogłeś liczyć na to, że zaśniesz.

Terapeuta mi powiedział, że to co opisuje i moje zachowanie pasuje do zespołu Aspargera. I mimo że słyszałem o tym, to nigdy bym nie pomyślał, że to do mnie pasuje.

Tak w ogóle po pół roku dostałem się do terapeuty na NFZ.

#depresja #asperger #przemyslenia


Zobacz: https://lurker.land/post/VS04UR_c_
Data dodania: 2/25/2022, 5:30:48 PM
Autor: widget
www.galeriawidgeta.pl

#psycholog #psychologia #psychoterapia #medycyna #depresja #lekarz
#psychiatra #zdrowie


Zobacz: https://lurker.land/post/oKZR2aJgQ
Data dodania: 2/22/2022, 12:25:09 PM
Autor: przybywam_z_twittera

Wrzucam wykład z moich okolic.
https://www.youtube.com/watch?v=BA5fF72ebyE
#depresja #choroby #polska


Zobacz: https://lurker.land/post/OcKY2Cn7o
Data dodania: 2/16/2022, 7:03:34 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 47

Opowiem wam o mojej pierwszej w życiu książce, którą przeczytałem i jakie oburzenie wywołało to u mojej rodzicielki.

Moje relacje z matką, są dosyć ciężkie i w ogólnym rozrachunku ciężko mi się z nią dogadać i nie mogę z nią przebywać za długo w jednym pomieszczeniu. Powodów tego stanu rzeczy jest masa. Najwięcej jednak składa się na to pierdół, które może nie wydają się jakoś istotne to jednak gdy doda się wszystko do siebie to wyjdzie z tego komedio-dramat, który przeżywałem przez większość mojego życia.

No bo jak można zakwalifikować zmuszenie do chodzenia do kościoła co niedzielę, gdy samemu się siedziało w domu? Co miało na celu oglądanie pogrzebu Jana Pawła II w telewizji mając kilka lat? Co miało na celu trzymanie mnie zamkniętego przy biurku, aż będę miał czerwony pasek na świadectwie? Co miało na celu zamknięcie małego dzieciaka, bo nie umiał zawiązać butów? Co miało na celu, mówienie, że zamknie się mnie jak krowę w szopie i będę trzymany na łańcuchu? Mówienie, że mnie się odda? Straszenie? Ciągłe porównywanie do innych dzieci. Etc. Etc.

Pierdoły, za które ktoś inny by powiedział, żeby wziąć się w garść. Jednak częstotliwość tych pierdół była przeogromna. Mogłem dostać zjeby za odłożenie mleka nie na swoje miejsce w lodówce, a największym hitem, było wytknięcie mojej przegrywowej natury i twarz mojej mamy zalana łzami, bo jej koleżanki to mają już wnuki, a ona nie.

Moja mama była fanatyczną przeciwniczką gier, technologii oraz bajek dla dzieci. Dobrze przewidywała, że nadejdzie czas, iż rodzice będą swoim pociechom włączać tableta, telefon i puszczać inne frizy. Chociaż za moich czasów koledzy grali w cs-a, tibię i gta. W telewizji mówili, że gry powodują przemoc, więc trzeba było to ograniczać jak to tylko możliwe. Moja matka do dziś pluje sobie w brodę, bo kupiła mi z ojcem pegasusa i zagrywałem się w mario. Do dziś tego żałuje, bo to przez to stałem się przegrywem piwniczakiem bez zdolności społecznych, więc skutecznie ograniczała mi dostęp do gier. Limity, szlabany za byle co etc. W każdym razie nie miałem o czym rozmawiać z moimi kolegami w szkole. Bo ja w tym czasie siedziałem zamknięty w pokoju i patrzyłem tępo na książki.

Otóż to! Żeby mama nie dawać mi grać, oglądać bajek, albo musieć się mną zajmować, znalazła idealny sposób, żeby spełnić się jako matka, a dodatkowo żebym nie był narażony na zły wpływ technologii, ogłupiających gier i bajek, więc kazała mi się uczyć, a co jakiś czas przepytywała z tego. Trzeba było umieć 100% jeśli chociaż na jedno pytanie odpowiedziałem źle. To mama się uśmiechała. Mówiła, że muszę jeszcze się pouczyć. Oczywiście nie mogę przyjść za 5, 10 czy 15 minut, bo nie będę umiał na pewno. Mam przyjść za godzinę minimum i nie wolno mi się oddalać od biurka w ogóle.

I cyk pora na M jak Miłość

Ciekaw jestem czy mogę być jej wdzięczny za tę szczodrość i miłość jaką mnie darzyła i nie pozwoliła mi na ogłupiający wpływ telewizji i gier komputerowych sama mając wypaczony mózg telenowelami, a mi każąc się uczyć takich głupot, że nawet teraz nie potrafię znaleźć przykładów. Po prostu miałem zamknąć mordę, siedzieć w pokoju i się uczyć.

I tak pewnej soboty dbając o moje dobro i przyszłość, wiedząc, że czeka mnie sprawdzian z angielskiego, zamknęła mnie w pokoju przy biurku i kazała się uczyć do egzaminu. Mam jej nie wołać, póki się nie nauczę, bo wpierdol. Nie odejdę, póki nie będę umiał wszystkiego, a jak skończę to mam jeszcze 5 przedmiotów do nauki, więc weekend miałem już zaplanowany.

Znając podstawy matematyki, lepiej niż ona, wiedziałem, że nie ma sensu uczenie się. Nie zdążę, a i tak nie czeka mnie za to żadna nagroda, bo dostałem karę za 3 z matematyki, a to oznaczało, że nawet nie pogram wyznaczonej godziny w weekendy i mogę tylko tępo oczekiwać końca weekendu. Na dwór nie wyjdę (na dobrą sprawę, ja się zastanawiam co wtedy robiłem gdy nie musiałem się uczyć, a miałem i tak kary, które były mierzone w miesiącach i sobie przypomniałem: https://lurker.land/post/51jjrGDOl).

W takich warunkach nie miałem nic do roboty. Nie mogłem odejść od stołu, bo mama cały czas kontrolowała i przedłużała mi wtedy karę, więc musiałem siedzieć i przewracać od czasu do czasu kartki w podręczniku, bo mama też kontrolowała czy za długo na jednej stronie nie jestem…

Skąd ten upór u mnie? Nie wiem, ale pomyślcie sobie, mając lat 8-15 ile wy byście wytrzymali bezsensownej nauki i ciągłych obowiązków, pozbawieni wszelkich rozrywek za wszelką głupotę? To był jedyny sposób na bunt, za każdy inny dostawałem wpierdol i kary, a któregoś razu rodzice przesadzili i skończyłem wtedy z depresją.

Jakimś cudem nawinęła mi się wtedy Książka: ,,Przygody Tomka Sawyera”. Wypożyczyłem ją ze szkolnej biblioteki. Nie była to lektura szkolna wtedy, a poprosiłem wtedy jakąś dziewczynę, by mi coś poleciła. Jak potem ogarnąłem, zrobiła to na odwal się. Niby była oczytana i dostała nagrodę za przeczytane książki, ale tak naprawdę po prostu je wypożyczała i odnosiła po tygodniu, a statystyki się zgadzały. Jednak trafiło się jak ślepej kurze ziarno i miałem co czytać.

Zacząłem spokojnie i nim się obejrzałem, zaczęło to lecieć, a zimowe sobotnie popołudnie zaczęło mi lecieć bardzo szybko. Od czasu do czasu mama wpadała zobaczyć czy się uczę, jednak mi nie przeszkadzała, widząc moje zaangażowanie, jednak nie widziała, co czytam. Zorientowała się po trzech godzinach, kiedy byłem tak przejęty książką, że nie usłyszałem jak wchodzi. Podeszła do mnie i w pierwszej chwili się uśmiechnęła.

Pamiętam do dziś ten uśmiech. Taki dumny, widać było na jej twarzy radość, a zaraz potem mina jej zrzedła, zrobiła się czerwona i zabrała mi książkę, coś tam na mnie krzycząc, a ja zostałem wyrwany z tego wspaniałego i wciągającego świata z powrotem do tego pokoju, szarych ścian i otwartego podręcznika od angielskiego. Wyciągnęła mnie wtedy za ucho, zaczęła się drzeć i wyszła z książką, a ja dalej patrzyłem tępo w podręcznik, rozmyślając nad tym, co się wydarzy.

Ogólnie to czułem się wtedy źle. Jakbym zrobił coś niewyobrażalnie podłego i złośliwego. Jakbym kogoś zabił. Takie poczucie winy zostało we mnie wzbudzone i czułem się podle. Jakbym zdradził swoich rodziców, zawiódł na całej linii. Nie miałem takich wyrzutów patrząc tępo i nie robiąc nic jak robiąc cokolwiek. Bo chociaż nie wypełniałem swoich obowiązków to przy okazji nie miałem żadnych przyjemności. Jak na moje dziecięce oko to była sytuacja najbardziej fair. Jednak miałem wyrzuty, że mogłem dobrze spędzić czas, zamiast nie robić nic. Ciężkie to było dla mnie, jednak nie najgorsze przeżycie w domu.

Nie pamiętam przebiegu reszty tego dnia. W ogóle. Pamiętam natomiast, że następnego dnia zapytałem mamy gdzie jest ta książka. Oddała mi ją komentując to jakoś niemiło, a ja doczytałem ostatnie 50 stron i wszystko już wiedziałem. Od tamtej pory regularnie wypożyczałem książki, a mama bardziej się przyglądała czy aby na pewno się uczę czy jednak nie czytam książki, która nie jest w kanonie lektur szkolnych zapowiedzianych na dany rok.

I cyk pora na M jak Miłość.

#zalesie #gorzkiezale #depresja #przegryw


Zobacz: https://lurker.land/post/4fw1OexOy
Data dodania: 2/2/2022, 2:06:44 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 46

Na jednego wygranego przypada milion przegranych, czyli nie czuj się lepszy, albo gorszy.

Jedną z rzeczy, która mnie wkurza w świecie to przesadne skupianie się na drobnostkach, mniejszych problemach i sytuacjach które statystycznie mają małą szansę się wydarzyć, jednak ktoś podporządkowuje swoje życie właśnie tej zasadzie.

Przykład?

W 95% przypadków, pasy ratują życie, jednak zdarzają się przypadki mieszczące w 5% kiedy zamiast ratować to mogą zabić. Mój dawny kolega, nigdy nie zapinał pasów, bo jego wujek wjechał kiedyś w drzewo, nie miał zapiętych pasów i przerzuciło go przez przednią szybę i poobijany przeżył wypadek. Gdyby miał zapięte pasy to najprawdopodobniej byłby zmiażdżony razem z autem, a tak skończyło się na złamaniach.

5% szans na powodzenie, 95% szans na to że się nie uda. Jednak dalej trwał przy swoim i chociaż dawno się z nim nie widziałem to pewnie jeszcze żyje. Co nie znaczy, że dzięki swojemu myśleniu, miał farta, tak samo jak jego wujek.

Innym przykładem są palacze. Każdy z nich zna wujka Heńka, który palił 60 lat i dożył 80-tki. Nie biorą pod uwagę, że Heniek by żył może i jeszcze dłużej, ale fajki to ukróciły.

Wkurza mnie skupianie się na cierpieniu zwierząt, a nikt nie zwraca uwagi na cierpienie ludzi. Weganie są dobrym przykładem. Strasznie się martwią losem zwierząt, podczas gdy miliony giną w wojnach, z głodu, z braku opieki medycznej etc. Chociaż o tym mógłbym oddzielny wpis napisać i notabene skupiam się na jakiejś mniejszości.

Innym złudzeniem i skupianiem się na tym jest mówienie o tym, że każdy może osiągnąć sukces. Każdy z was zna ze słyszenia syna koleżanki waszej starej, który samotnie opiekuje się piątką dzieci, chodzi na dwa etaty, studiuje i jeszcze prowadzi udane życie towarzyskie. Każdy zna ze słyszenia dziadka Wiesia, który ciężką pracą dorobił się czegoś w życiu. Każdy zna wujka Mariusza, który wyjechał i zarabia kokosy.

Każdy zna kogoś, kto rzucił studia i rozwijał swoje pasje w garażu, zapominając wspomnieć że wyglądają one jak nasze mieszkania, rzucili Harvard, a nie politechnike w Pcimiu Dolnym, a ich pasje i utrzymanie finansowali rodzice, którzy mogli sobie na to pozwolić…

Usłyszycie o wspaniałym poświęceniu, pasji i ciężkiej pracy, a potem się okazuje, że to tylko iluzja i tak naprawdę bez pomocy z zewnątrz nie osiągnęliby nic.

Oczywiście są przypadki, gdzie komuś się uda i faktycznie działa jak ten zasłyszany syn z akapitów wyżej, ale zawsze się zapomina o milionach poległych, a to oni są ważni. Dzięki ich błędom i poświęceniu wiadomo jest czego się wystrzegać i co robić. Jednak ludzie wolą patrzeć na tych kilku ludzi sukcesu, zapominając o milionach, którym się nie udało i skończyli fatalnie.

O takich ludziach lepiej nie mówić, psują narrację, że każdy może osiągnąć wszystko, a złudzenie wolności i świadomość, że można polepszyć swój stan daje siłę wielu ludziom, by dalej napędzać system, będąc prostym trybikiem. Raczej mało który z nich zada sobie pytanie czy naprawdę jest taka wolna, a ci którzy spróbują zostaną wpisani do liczby ofiar i strat koniecznych, a na koniec powie się, że za mało się starali i cyk pora na cs’a.

Ilu ludzi znacie, którym się nie powiodło? Którzy mimo starań i ciężkiej pracy, tylko się pogrążyli? Pewnie za mało się starali? Nie wątpię, jednak czy aby na pewno tak było? Czy mieli wpływ na wszystkie wydarzenia? Czy mimo poświęcenia całego swojego czasu byli w stanie odmienić swój los?

Zapomina się o takich czynnikach jak: Geny, biologia, czynniki losowe, polityka etc. Człowiek nie ma na wszystko wpływu, a bardzo dużo zależy od szczęścia. Możecie powiedzieć, że ten syn koleżanki daje radę, ale jednak nie każdy jest w stanie tak się poświęcić, chociażby przez czynniki biologiczne.

Myślicie że to głupie usprawiedliwienia? Mam pewną teorię. Jeśli to czytacie i tylko macie ochotę by powiedzieć weź się w garść i przestań szukać głupich wymówek to mam wrażenie, że nie poznaliście tych przegranych.

Najmocniejszym przegranym, który mi utknął w pamięci, był gość, którego ściągałem z drzewa. Napisałem o nim jeden z moich wpisów.

Facet miał firmę. Sam ją rozwinął, sam ją poprowadził i dorobił się całkiem ładnej sumy, żony, dzieci. Jego partnerka, poprosiła go, żeby załatwił posady jej braciom. Zrobił to. Zbyt ufny to był człowiek i dał im za dużą władzę, a po jakimś czasie wygryźli go z interesu, zabierając mu wszystko, a potem odcinając się od jego rodziny. Męczył się 10 lat z depresją, aż któregoś dnia znalazłem go wiszącego 4 metry nad ziemią i poznałem tę historię. Jedna z wielu.

Mój kolega z klasy, prymus, dzięki któremu cała nasza klasa zdawała, zmarł ojciec w ostatniej klasie technikum. Żeby utrzymać dom i chorą matkę, zrezygnował ze studiów i zaczął pracować. Czasami go widuję jak pracuje jako kurier. Jest sam.

Inny taki chłopak był znęcany przez rodziców i dzisiaj siedzi pod sklepem pijąc najtańsze piwo.

Los ci rozdaje karty, a ty musisz je wykorzystać.

Nawet przegryw nie wylądował w tym z własnej woli. Przegrywy to nie są rozpuszczone dzieciaki, które wszystko dostawały pod nos. Przegrywy to zbite psy, które reagują agresją na każdego kto się zbliży, bo znają tylko to, poniżanie i wyzwiska. Ciężko osobie takiej zrozumieć, że ludzie są z natury dobrzy, bo tak nie jest.

System nasz tak działa. Coś kosztem czegoś. Żeby był wygrany, musi być o wiele więcej przegranych. Żebyś ty mógł zarabiać więcej, ktoś musi zarabiać mniej. Żebyś ty żył w pokoju, ktoś inny idzie na wojnę. Byś ty mógł jeść, ktoś inny musi głodować.

Więc nie gardź ludźmi, tylko dlatego że miałeś szczęście, albo więcej możliwości by swój stan rzeczy zmienić. Nie czuj się lepszy, bo dorastałeś w domu, w którym rodzice cię kochali, a twój kolega musiał spać w budzie z psami.

Bo to cię nie czyni lepszym. Po prostu miałeś więcej szczęścia.

#przegryw #depresja #przemyslenia


Zobacz: https://lurker.land/post/VUCZG_Mx1
Data dodania: 1/31/2022, 1:13:40 AM
Autor: wokulski

Może co niektórych z was wkurwię, może będziecie chcieli mnie pogonić, ale zapytam.
Co mogę zrobić żeby pracować mniej i więcej czerpać z życia?
Nie chcę więcej kasy, wystarczy mi minimalna, ale chcę w końcu pracować na 1/2 albo 3/4 etatu, albo iść do pracy gdzie nie będę pracował fizyczne i nie będę spędzał po niej kilku godzin na zaśnięcie, bo nie mogę spać z bólu. Chcę w końcu móc odpoczywać, mieć czas wolny dla siebie.

Teraz go nie mam, bo ciągle jestem zmęczony i ciągle mam zajęty czas, a nawet jak go mam, to zmęczenie mi odbiera radość z każdej przyjemności.

Chcę myśleć klarownie, chcę móc się skupić, chcę przestać dziadzieć i z każdym dniem przypominać bardziej mojego ojca.

Mam dosyć takiego życia, a jedyne perspektywy to budowa, produkcja i montaż.

Odechciewa mi się żyć, ale jestem tchórzem i raczej się nie zabiję i będę trwał w tej apatii póki coś się nie zmieni, albo umrę.

Tylko że nie potrafię tego zmienić i nie wiem jak…

Brak mi sił chcę konkretów. Chcę żeby ktoś mi powiedział co mam robić, bo ja już nie wiem.

#praca #pytanie #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/17bAzM6oH
Data dodania: 1/28/2022, 2:58:12 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 44

Siedzę sobie na kwarantannie i jest fajnie.

Mimo dwóch lat pandemicznej rzeczywistości ani razu nie poszedłem na kwarantannę. Broniłem się przed tym, jeśli była taka możliwość to omijałem procedury i jakimś cudem przez dwa lata nie udało mi się wylądować na kwarantannie.

Jednak w ostatnim czasie zostałem do tego zmuszony. Miałem wybór i nie był on taki prosty i wybierając zamknięcie w domu, autentycznie czułem wyrzuty sumienia jakbym zrobił coś złego, zwłaszcza że żadnych objawów nie mam i czułem się dobrze. Siedziało mi z tyłu głowy, że mam obowiązki, mniej kasy, a miesiąc był ciężki przez sytuacje losowe. Rodzina mnie potrzebuje etc. Dużo rzeczy zwaliło się na nas w ciągu zaledwie tygodnia, a potem wylądowaliśmy na przymusowej kwarantannie.

Teraz nie żałuję decyzji, chociaż kto wie, może przyjdzie czas, że tak będzie. Odczuwam spokój jakiego nie odczuwałem od kilku lat. Szczerze? Jedyny taki okres, gdzie byłem naprawdę spokojny i czułem się dobrze, był gdy wylądowałem w psychiatryku i w końcu wszystko mogłem mieć w dupie i ktoś inny się mną zajmował, a ja tylko czytałem, rysowałem, układałem puzzle i siedziałem na telefonie. Zero obowiązków, zero zobowiązań. Spokój, cisza.

Na kwarantannie odczuwam to samo. Mogę robić na co mam ochotę i nie przejmuję się niczym. Obowiązkami, pomocą dla rodziny etc. Jestem zamknięty w domu i nie mogę wyjść. Tyle! Razem z dziewczyną siedzimy, gramy, czytamy i czasem mnie najdzie by coś napisać. Zapasy jedzenia mamy i sobie podjadamy co jest w lodówce i co zdążyliśmy kupić zanim daliśmy się zamknąć. Śpimy do południa, chodzimy spać po północy. W końcu po długim czasie mamy czas dla siebie i możemy go spędzać jak chcemy nie obawiając się katastrofy.

Jeśli cokolwiek się wydarzy, albo ma wydarzyć to nie mamy na to wpływu. Po prostu siedzimy sobie wygodnie nie przejmując się tym.

Drugi raz osiągnąłem taki spokój i jestem zadowolony, mimo że ten okres nie będzie trwał wiecznie i czeka mnie powrót do smutnej rzeczywistości, gdzie pracuję tam gdzie się nie spełniam i zużywam wszystkie moje siły. Gdzie kasa szczęścia nie daje, bo zawsze jest jej mało. Gdzie ciągła presja i świadomość, że mam dużo na głowie mnie niszczy. Gdzie doba jest za krótka i zawsze trzeba z czegoś zrezygnować. Czy to z hobby, czy to z rodziny, czy to ze snu.

Czy mam wyrzuty, bo gospodarka pada? Pracowałem jak tylko mogłem przez te dwa lata, a nie mam pieniędzy za trzy miesiące pracy, musiałem brać kredyt i szukać nowej pracy. Musiałem odwiedzić kilka okropnych spelun, zanim trafiłem do w miarę normalnej pracy. I co mam z tego trudu? Nic!

Biorę leki na depresję. Jestem wiecznie zmęczony, podirytowany i zestresowany. Kłócę się częściej z rodziną i czuję jak dziadzieje. Nie mam czasu i siły na rzeczy, które mi sprawiają radość. Stałem się robotem, który ciągle musi wykonywać zadania by przeżyć. Nawet urlopy i dni wolne nie dawały mi satysfakcji, bo w naszym kraju traktuje się to jak przerwa w etacie, żeby iść na drugi. I czasami to nawet się nie ma wyjścia.

Sytuacja ekonomiczna nie pomaga i nawet gdy uda mi się coś odłożyć to mam tylko świadomość, że zaraz to stracę. Nic mnie nie czeka, a 40 lat jeszcze takiej pracy, wcale mnie nie pociesza.

Rzuciłem palenie, ale to nie pomogło, mimo że to było uczucie jakbym wstrzymywał pęcherz cały dzień, tylko po to, żeby poczuć ulgę gdy w końcu go opróżnię to jednak zajmowało mnie to w pewnym stopniu. Teraz nawet nie mam tego. Po prostu bierna egzystencja by dożyć kolejnego dnia, dotrwać do kolejnego wolnego, żeby potem zająć tak sobie grafik, że mogę tylko sobie obiecać, że za miesiąc to jednak się wyśpię, a za miesiąc pada auto, ból zęba, albo dziewczyna ląduje w szpitalu. Obiecuję sobie wtedy, że przynajmniej w połowie marca się wyśpię. Potem pada mi odporność od jedzenia byle czego i małej ilości snu i znowu leżę chory w łóżku i nie jestem w stanie nic zrobić oprócz spania całe dnie, żeby po skończonym l4, które dostanę na max 3 dni, bo przecież oprócz koronki to ludzie na nic nie chorują, więc 39 stopni gorączki, bóle mięśni etc. Nic nie znaczą jeśli test masz negatywny.

Nie zazdroszczę neetowcom, ja siedząc w domu na czyimś utrzymaniu i ciągłym słuchaniu jaki jestem beznadziejny to tylko się dobijałem i miałem ciągłe wyrzuty i mimo że siedziałem na dupie to ten czas nie był relaksujący, ani nie poświęcałem go na swoje hobby. Tęsknie jedynie za brakiem zobowiązań i że mogłem żyć minimalistycznie jedząc w kółko to samo, byle bym miał gdzie spać, co jeść i ewentualnie pograć w tibię na 15 letnim komputerze. Czytać spiracone książki, chodzić na spacery, jeździć na rowerze i nie obiecywać sobie, że to będzie ostatni miesiąc jak muszę zacisnąć pasa, żeby w końcu móc mieć swobodę, odłożyć na wakacje, albo naprawić mój 15 letni komputer, bo zaraz nawet grać nie będę mógł.

Jeśli mam czegoś neetowcom zazdrościć to jedynie tego, że potrafią mieć wyjebane i sobie pasożytują na kimś. Ja czuję z tego powodu wyrzuty, chociaż może oni też. Tylko o tym nie myślą. Tak jak większość społeczeństwa w większości sytuacji. Trzeba dbać o swoją dupę i się nie dawać.

Przestać czuć wyrzuty, bo się nie poszło do pracy, przestać czuć wyrzuty, bo się wzięło chorobowe, przestać czuć wyrzuty, bo ktoś na ciebie liczy, a ty nie dajesz rady.

Mam jeszcze tydzień kwarantanny i będę się lenił jak to tylko możliwe!

#koronawirus #kwarantanna #neet #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/lgFu2y9pJ
Data dodania: 1/24/2022, 7:26:35 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 43

Byłem programowany na niewolnika.

We wszystkim trzeba zachować zawsze równowagę. Cokolwiek by się nie robiło, zawsze to ma zastosowanie. Możesz umrzeć z głodu, a także z przejedzenia. Za mało tlenu cię udusi, za dużo zabije. Gdy będzie ci za zimno zamarzniesz, a gdy za gorąco to się ugotujesz/usmażysz. Przykładów można mnożyć wiele.

Jest rzecz narzucona mi przez otoczenie i która sprawia, że nigdy równowagi nie mogę osiągnąć i zawsze to powoduje u mnie stany depresyjne. Zbyt mało wolnego czasu. Nie dostałem depresjii, impulsu, ani załamania podczas siedzenia na dupie i nic nie robieniu. Największe problemy przeżywałem, kiedy mój czas był zajęty w 100% tak, że wolny czas uniemożliwiał mi odpoczynek psychiczny i zaczynałem działać jak robot, mając przebłyski, że dzieje się coś niedobrego. Krótkie epizody, kiedy miałem w końcu czas na odpoczynek. W końcu miałem głowę wyczyszczoną i mięśnie odpoczęły i nagle kiedy znów mogłem myśleć klarownie to stawało się dla mnie jasne co się wydarzyło przez te kilka dni, tygodni, miesięcy. Nie potrafiłem odpoczywać w ten wolny czas i doprowadzało mnie to do ciężkiej depresji. Gdy w końcu mogłem zająć się sobą, okazywało się, że mnie już nie ma.

Stałem się bezmyślnym robotem, wykonującym te same powtarzalne czynności, każdego dnia ,nigdy nie zastanawiając się nad sensem wykonywanych działań.

Krótka przerwa na regenerację uświadamiała mi mój stan i wpadałem w panikę przed powrotem do błędnego koła, jakim było moje życie, a brak czasu na zatrzymanie się, powodował, że nie potrafiłem nic zmienić, ani nawet pomyśleć jak to zrobić. Mój czas był zajęty w 100% i nie można tu było wcisnąć niczego. Jedynym ratunkiem wydawała się śmierć.

Pamiętacie moje poprzednie historie? Odkąd skończyłem gimnazjum starałem się uciec z domu i udało mi się ograniczyć kontakty z rodzicami do niezbędnego minimum, chociaż by to zrobić musiałem poświęcić mój wolny czas, ferie i połowę wakacji. Zapisałem się do klasy sportowej, zamieszkałem w internacie i siedziałem tam 6 dni w tygodniu. Spędzając łącznie średnio 12 godzin w ciągu dnia w szkole oraz na treningach. Pobudka o 6.00 rano, 7.00 trening, 10.00 szkoła 16.00 trening 18-19 powrót do internatu. W sobotę jeden trening i powrót do domu, żeby wyprać ciuchy i wziąć kieszonkowe na kolejny tydzień. Różnica kolosalna w porównaniu z tym co przeżywałem wcześniej. Wcale mi nie było przykro, że tak mało czasu spędzam w domu, chociaż klasa sportowa wcale nie była lepsza i tam doznałem więcej krzywd niż to było w latach ubiegłych, ale uwolniłem się od rodziców.

Nie chodziło o to, że byłem chudy, wątły czy jaki tam chcecie. Przegryw z aparycją tyczki, który postanowił iść na siłownię. Nie! Miałem 1.9m wzrostu, dobrą budowę ciała i bardzo szybko nadgoniłem moich rówieśników, niektórych nawet prześcignąłem i nawet znalazłem w sobie predyspozycje do przebiegania maratonów. Bo mimo że na krótki dystans, siłowo to nie byłem zbyt dobry to jednak na dłuższą metę byłem w stanie pokonać większość ludzi.

Jednak budowa ciała, predyspozycje i ciężkie treningi nic wam nie pomogą, jeśli macie bałagan w głowie.

Póki nie myślałem to było wszystko dobrze. Póki ignorowałem docinki w moją stronę, było dobrze. Póki poświęcałem swój cały wolny czas, było dobrze. Jednak gdy przychodził moment, kiedy było trzeba się zatrzymać, było fatalnie, a wtedy wszystko runęło i upadało na mnie, a do tego dochodziły tylko nowe problemy, które spiętrzyły się przez 3 lata takiego życia.

Jak ojciec się wyniósł to wróciłem do domu. Nie rozpaczałem w ogóle za tymi trzema latami, które trenowałem. Nigdy nie lubiłem tego sportu, większości tych ludzi, a to co mnie tam spotkało miało też wydźwięk na resztę życia.

Ostatni rok technikum bez treningu był dla mnie całkiem przyjemny. Osiągnąłem balans w moim życiu pomiędzy czasem wolnym i zajętym.

Miałem wystarczająco dużo czasu na odpoczynek, a także na obowiązki. Mimo ciężkich i długich dojazdów to porównywalnie więcej czasu miałem na swoje hobby i rozrywki, których całe moje życie musiałem sobie odmawiać, a raczej odmawiali mi ich inni. Wcześniej rodzice, potem mój tryb życia. Bardzo dużo zagrywałem się wtedy w cs:go, byłem całkiem dobry. Tak mi się wydawało i dużo czasu poświęcałem na treningi, granie i oglądanie profesjonalistów. Miałem marzenie, żeby też kiedyś osiągnąć taki poziom. Głupi byłem. Nigdy nie oszukiwałem, nigdy nie prosiłem, ani nie płaciłem za carrowanie. Poświęcałem czas na treningi aima i pamięci mięśniowej. Uczyłem się nowych taktyk etc. Nauka w szkole szła mi lepiej niż wcześniej, bo i tak paradoksalnie miałem więcej czasu na naukę i nie spałem na lekcjach, maturę też zdałem bez problemu.

Świadomy moich przeżyć z czasów szkolnych, epizodów depresyjnych oraz tego jak żyłem w tym momencie, wiedziałem, że nie dam rady uczyć się i pracować jednocześnie, a takie ultimatum dostałem od rodziców, którzy stwierdzili, że nie będą mnie utrzymywać. Mimo dostania się na studia nie mogłem na nie iść. Wiedziałbym jak to będzie funkcjonować, wiedziałem też, że nie chcę być zdany na rodziców i mieszkać w kraju, w którym sam się nie utrzymam, więc postanowiłem wyjechać za granicę.

Niestety praca uświadomiła mi brutalnie dlaczego nie mógłbym robić tych dwóch rzeczy naraz, a dodatkowo okazało się, że 8 godzin w pracy jest wystarczające by osiągnąć stary stan z technikum, kiedy nic nie szło po mojej myśli i po prostu działałem jak robot. Tak jak to opisałem w pierwszych akapitach.

Zatraciłem się. Straciłem swoje marzenia o studiach, nauce, e-sporcie etc. Cokolwiek nie robiłem nie byłem w stanie się temu poświęcić. Za cokolwiek się nie brałem, nie mogłem temu sprostać. Praca była udręką i nabyłem po niej traumę. Praca i kupowanie rzeczy, które nie były mi do niczego potrzebne. Musiałem mieć auto, musiałem wynajmować dom, musiałem przeżyć kolejny dzień. Ledwo wiązałem koniec z końcem i nie mogłem brać ani dnia wolnego. Ciągle miałem nad sobą wizję katastrofy. Dla wolności, której tak pragnąłem, dla niezależności, której tak chciałem pozwoliłem stać się niewolnikiem i jestem nim do dzisiaj.

Cokolwiek zrobię to długofalowo nie ma znaczenia.

#zalesie #przegryw #depresja


Pandemia lęku

Zobacz: https://lurker.land/post/J5AC3hVVt
Data dodania: 1/19/2022, 6:01:51 AM
Autor: borok

Bardzo ciekawa analiza sytuacji psychologicznej

Zapomnieliśmy, że można mądrze walczyć z nadmiarem stanu bojaźni, pozostawiając jedynie naturalny stres potrzebny dla większej mobilizacji człowieka. Zaczął istnieć jako mocna jednostka cywilizacyjna. Wpadliśmy w pułapkę zastraszenia, która doprowadziła nas do paraliżu życia. Przestaliśmy żyć jeszcze za życia. Dla wielu osób przestały mieć znaczenie uspokajające wskaźniki, jakby lęk przed wirusem stał się obsesyjnym celem. Tymczasem natury się nie oszuka. Ona zawsze się zemści, gdy działa się przeciwko niej. Nie trzeba nowych badań, by doszukać się skutków w postaci załamań, depresji, beznadziei. Nawet jeśli typowo teoretycznie, zniknie COVID-19, jak mają dalej żyć ludzie, którzy przez kilkadziesiąt miesięcy swego życia uczeni byli obsesyjnego uciekania „nie wiadomo gdzie”?

https://dorzeczy.pl/religia/252844/depresja-proby-samobojcze-samobojstwa-ks-wachowiak-epidemia-leku.html

#zdrowie #wiara #religia #depresja

Mam prośbę do moderacji, bo ostatnio wielu sygnalistów czepia się, że nie taguje k0widem... Ten artykuł nie dotyczy koronki, więc nie dajcie se wmówić, że brakuje tych tagów... Dziękuję.


Z powodu samobójstw umiera trzykrotnie więcej żołnierzy w Armii USA niż na COVID-19

Zobacz: https://lurker.land/post/ddbECRgoz
Data dodania: 1/11/2022, 1:12:04 PM
Autor: wolnemedia

Plaga samobójstw wśród żołnierzy Stanów Zjednoczonych. Depresja zabija więcej żołnierzy niż „pandemia”.
https://wolnemedia.net/plaga-samobojstw-wsrod-zolnierzy-stanow-zjednoczonych/
#samobojstwo #usaarmy #usarmy #usa #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/-ipgW5fbf
Data dodania: 1/10/2022, 11:54:38 AM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 42

Co jest nie tak waszymi radami? Dlaczego fora społecznościowe typu wykop są okropnym miejscem do wylewania swoich żali? Dlaczego ludzie z problemami się w nich pogrążają? Dlaczego nie można wyjść z kiepskich sytuacji? Dlaczego filozofia blackpill ciągnie zamiast odpychać?

Dawno temu czytałem dużo wpisów ludzi, którzy tkwili w depresji, albo narzekali na swój przegryw. Utożsamiałem się z nimi oraz widziałem podobieństwa. Zanim sam zacząłem się wypowiadać, minęły lata.

To co było charakterystyczne dla tych wpisów to ciągły marazm, topienie się we wspomnieniach oraz wszechogarniający ból i niemoc. Większość osób, która się udzielała robiła to, ponieważ nie miała nikogo komu mogłaby się zwierzyć, albo została zraniona. Różnie to bywało. Posty i komentarze ciągle kręciły się wokół tego samego, a każdy jeden wstawiał historię podobną do poprzedniej. Nigdy nie nudziło mi się tego czytać. Zawsze było coś, z czym mogłem się zgodzić i podejrzewam, że wielu, których utkwiło w tym błędnym kole, też to widzieli.

Najróżniejsze historie. Setki ludzi i ciągłe odczuwanie bólu, który czułem ja, ty, oni. Nic to nie dawało, ale przynosiło ulgę, bo nie byłem w tym sam. Mimo, że siedziałem sam przed monitorem, albo w ekranie telefonu to czułem więź z tym człowiekiem.

Do zachowań toksycznych i poglądów, które wielu z was się nie podobają przejdę później. Bo ci, którzy przestali komentować te wpisy, albo przestali w ogóle je czytać, wiedzą o czym mówię.

Osoby spoza kręgu ludzi chorych, albo te, które z tego wyszły dawały rady. Idź pobiegaj czy coś, zmień pracę, idź do barbera, zmień dietę etc. Rady same w sobie nie były złe i każdy kto wydostał się z tego, wie że ma to olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie, jednak coś było nie tak z nimi i nie chcieli ich przyjmować, albo podawali kontrargumenty. Idź pobiegaj czy coś stało się formą mema i teraz jest wyśmiewane, jednak geneza tej rady jest trochę głębsza i cały sens się zatracił przez powtarzalność. Chodziło w tym o coś więcej.

Nie liczy się cel wędrówki, a droga ku niemu.

Zaczynam łagodniej, ale gdybym miał opisać wpis tego typu to przerysowałbym go tak:

OP: Jest mi źle i tragicznie! Mam kiepskie życie i nie wiem co zrobić! (opis sytuacji, życia, zdarzenie)
Kom1: Mam tak samo. (Okazanie wsparcia i zrozumienia)
Kom2: Próbowałeś mniej się przejmować? (Kogoś poruszył wpis i próbuje zrobić ,,coś” i nie wie co)
Kom3: Ogarnij się! Inni mają gorzej! (Najgorszy typ, przez który tylko OP się pogrąża)
Kom4: Miałem to samo, musisz zrobić to i to. (Może i miał, ale zapomniał swoje początki i nawet gdy to uwzględni to zapomni o wielu czynnikach, które mu w tym pomogły, a nie są w zasięgu OPA)

Ludzie w depresji zazwyczaj mają wybudowany mur wokół siebie, przez który nie wpuszczają nikogo. Zazwyczaj mają jakąś mała bramę, przez którą można się dostać do środka, ale w wyniku doświadczeń jest tak samo ciężka do sforsowania jak mur. Przykre jest, gdy ktoś wrzuca wpisy obnażające jego słabości, uchyla odrobinę bramę, a potem pojawi się ktoś, kto powie, że inni mają gorzej, przestał obwiniać rodziców, że go bili, bo teraz jest dorosły etc. Brama wtedy jest znów zamykana i nie trafia do niego nic. Chociażbyś przekazał mu coś wartościowego i faktycznie mogącego pomóc, to w jednej chwili wszystko trafia szlag, bo powiesz coś, co go dotknie, a wtedy będzie się bronił. Zamknie bramę i nie wpuści nikogo do środka.

Nie zarzucajcie ludziom w depresji braku empatii, oni mają jej o wiele więcej niż osoby zdrowe, a do tego są bardzo wrażliwi. Wszelkie negatywne komentarze czy to do ludzi w sieci, czy gdybyście znali kogoś takiego w swoim otoczeniu zamkną taką osobę w sobie i nie będzie się czuła przy was swobodnie.

Frustrujące? Na pewno. Sam nie mam cierpliwości mimo tylu lat tkwienia w takim marazmie. Nie komentuje i nawet już nie przeglądam takich postów z prostego powodu: Nie mam do tego cierpliwości by zbawiać wszystkich ludzi z depresją. To co opisuję to porady dla tych, którzy chcą zrozumieć, albo pomóc komuś w takiej sytuacji.

Jeśli nie chcesz pomóc w sposób, w którym naprawdę możesz pomóc to tego nie rób wcale. Przez takie gadanie, pouczanie i atakowanie tych osób stworzyła się jedna z najbardziej toksycznych grup jakie znam i odpowiedzialni za nią są osoby, które tych ludzi najbardziej gnoiły i kazały się im ogarnąć.

Zaraz do tego przejdę, ale żeby lepiej to zrozumieć odniosę się do czegoś innego:

Poszedłem na terapię grupową i dała mi ona naprawdę dużo. Profesjonaliści mający doświadczenie z takimi jak ja, otoczony grupą podobnych. Mój sceptycyzm nie pozwalał mi wierzyć w skuteczność takiej praktyki, kiedy siedzimy sobie razem w kółku i każdy coś mówi. Bite gadanie 5 godzin przez 5 dni, przez kilka miesięcy. Jednak ten okres wspominam wyjątkowo miło i jako ciekawe doświadczenie.

Jedną z rzeczy, które robiła ta terapia to burzyła mury, które mieliśmy. Długi czas się otwieraliśmy, gadaliśmy coraz więcej o nas i o naszych uczuciach. Budowaliśmy grupę ludzi, która sobie nawzajem ufała i czuliśmy się bezpieczni. Nikt nas nie krytykował, nikt dla nas nie był niemiły. Tematy były ciężkie, ale jak jedna osoba się przełamała to potem już leciało. Obnażało się swoje najgorsze demony i mury upadały.

Wtedy był najgorszy okres, bo gdy mury upadły przychodził czas by brutalnie bić po mordach i pokazać co z nami jest nie tak i co z tym zrobić. Wiele osób wymiękło i nie przychodziły nawet kilka dni. Ci, którzy to wszystko przetrwali wyszli zupełnie inni niż gdy tam weszli. Nawet jeśli od nowa zbudowałeś mur to miałeś intruza, który od środka zaczynał ci sabotować jego budowę. Z różnym skutkiem on sobie radził, wszystko zależało od terapeuty, ludzi wokół i ciebie samego.

Nie mam wątpliwości, że gdyby ktoś od razu zastosował terapię szokową to nic by to nie dało, bo póki istnieje mur to nic nie zrobisz.

Mówienie komuś w depresji, że się użala, wzmacnia mur.
Mówienie komuś w depresji, że inni mają gorzej, wzmacnia mur.
Mówienie komuś w depresji, żeby próbował się uśmiechać, wzmacnia mur.

Co w takim razie osłabia mur? Czas, rozmowy bez wyrzutów, zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa i nienachalne próbowanie wyciągnięcia go z marazmu.

Nienachalne to kluczowe słowo! Jak nie ma ochoty, to zmuszaniem wzmacniasz mur.

Denerwujące? Na pewno! Do tego jeszcze wyczują, jak robicie to z przymusu i już was nosi. No tylko złość i agresja wam zostaje. Nie daj boże, żeby spotkało to waszych partnerów, albo najbliższe osoby. Można zgłupieć, a co dopiero mówić o tysiącach takich ludzi.

Jeszcze wyczują, że musicie się z nim jak z jajkiem obchodzić i czują się jeszcze gorzej. Dlatego polecam przekonać takich ludzi na terapię.

Wiecie co nie niszczy murów, ale pozwala dostać się do środka? Odpowiedzi na pytania, które tysiące takich ludzi sobie zadaje. Nie te trudne, jakie ja przeżyłem na terapii. Łatwe odpowiedzi, które nie naruszą konstrukcji muru, a nawet go wzmocnią.

Wiecie co musiałem odkryć na terapii i każdy inny? Obwinialiśmy się za wszystko złe co się wydarzyło, co się dzieje i co będzie się dziać. Branie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Szczególnie to było widać u osób z nerwicą, wtedy terapeuta zaczyna nas uświadamiać, że nie jesteśmy za wszystko odpowiedzialni, ale robił to z rezerwą i delikatnie, aby nie popaść w drugą skrajność i nawet się z tym nie krył. Powolne uświadomienie, że dzieciństwo jednak miało wpływ na nasze życie i nie jesteśmy odpowiedzialni za innych ludzi, a niektóre sytuacje po prostu się dzieją i będą dziać. Oprócz tego uświadamiał nas na co mamy wpływ i co możemy robić.

Ja jeszcze jakimś cudem nie obwiniałem wszystkich wokół i sam brałem na siebie winy. Do terapii to myślałem, że to jest moja wina, że rodzice mnie tłuką, a to wszystko co mnie spotkało to moja wina. Dziś by to nie przeszło jeśli kogoś by stąd zabrać i wpuścić na terapię.

Pogarda, brak taktu i atakowanie ludzi z tym schorzeniem doprowadziło do tego, że zamknęli się na ludzi, którzy chcieli dla nich dobrze i otworzyli się dla kogoś, kto ich w tym stanie utwierdzał. Głaskał po głowie, mówiąc, że to nie ich wina. Tamci ludzie byli tego potwierdzeniem i powstały wtedy ciekawe ideologie, a raczej stały się bardziej popularne u ludzi uważanych za przegranych.

Nastąpiło wtedy skupienie całkowite na winę otoczenia, genów, dzieciństwa i praw rządzących naturą. Pozwoliło to ładnie uporządkować świat i doprowadzić do tego, że świat nadal był kiepski, nadal było źle, ale przynajmniej w tym bezmiarze chaosu, bólu i cierpienia wyłonił się porządek, który pozwolił na zrozumienie tego świata.

Może i nie poprawiło to ich sytuacji, ale zrozumieli dlaczego się tutaj znaleźli oraz mieli winnego. To działa różnie, dla jednych to oznaka by działać, a dla drugich to było usprawiedliwienie, żeby zostać w punkcie, w którym są teraz, bo i tak nie mają na nic wpływu.

Dlaczego więc artykuły i teksty w internecie odnośnie depresji i jak z niej wyjść etc. nie były dobre? Jest kilka odpowiedzi, ale tutaj zastosuję subiektywną opinię, zamiast tłumaczyć ogół.

Wertując takie artykuły szukałem rad, pocieszenia, albo ulgi. Rady były nieosiągalne, zamiast ulgi, narastała frustracja, a w wyniku tych dwóch pocieszenia nie znalazłem. Dlaczego? Ponieważ mimo że w Polsce na jedną kobietę zabija się dziesięciu facetów to wszystkie artykuły były napisane lub poświęcone kobietom. Nie znalazłem nic dla mnie, nie znalazłem opisów pasujących do mnie. Siedzę sam w pustym mieszkaniu, chce się zabić, każdy dzień to katorga i próbuję coś z tym zrobić, a czytam kolejny artykuł, w którym się okazuje, że ktoś faktycznie był w depresji. Faktycznie wyszedł z niej, ale zakrawa na ironię czytać, że były potrzebne tylko chęci, kiedy cały opis temu przeczy. Nie twierdzę, że nie były chore i nie umniejszam kobietom w tym, ale zbyt często przewijało się w tym, że mieli wsparcie, kochającą rodzinę, chłopaka, który o nich dbał i pozwolił leżeć i przeżyć tę chorobę. To jest ważne, jednak co ma zrobić samotny facet, odcięty od rodziny?

Kiedy próbujesz, nawet bierzesz te rady do siebie idź pobiegaj czy coś. Dbasz o siebie, rozwijasz się i ogólnie słuchasz tych rad (robiłem to bardzo długo) a one i tak nie dają efektu to dopada cię frustracja i szukasz rzeczy, które do tego doprowadziły. Dlaczego pomimo tego, że robię wszystko tak jak jest tam napisane, tak jak mi proponują ludzie i staram się jak mogę to czuję się tylko gorzej?

Zazwyczaj jest jedna rzecz, która do tego prowadzi. Mówcie co chcecie o piramidzie Maslowa, jednak jest bardzo ciężko realizować potrzeby wyższej potrzeby, bez zrealizowania tych niższej (albo na odwrót). Piramida bez fundamentów się zawali zawsze. Brak wsparcia i kogoś w prawdziwym życiu kto może ci pomóc jest bardzo uciążliwy i nie potrafię znaleźć przykładów, ani osób, które wyszły z tego pomimo bardzo złych przeżyć same.

Jak ktoś twierdzi, że terapia nic nie daje i są to przyjaciele za pieniądze i będzie to mówił osobom, którzy mają problemy to jesteście ignorantami, albo bardzo złymi ludźmi, lubiącymi sprawiać innym cierpienie. Terapia daje ,,coś” tak jak ,,coś” da ci przeczytanie tego tekstu. Może spojrzysz na osoby z depresją inaczej, może w końcu ich zrozumiesz. Kiedyś napisałem wpis odnośnie samobójstw dla pewnego użytkownika, który zadał mi na ten temat pytanie. Zrozumiał i zmieniłem jego podejście do tego, tak że na ostatnie pytanie mu już nie odpowiedziałem, bo sam do tego doszedł na podstawie mojej odpowiedzi. Terapia będzie naruszać mur i wpuszczać do środka informacje z pozoru błahe i nic nieznaczące. Na każdego działa coś innego i potrzeba wiele sesji, by odkryć co.

Tak, terapeuta to przyjaciel za pieniądze i co z tego? Ty zadajesz się z ludźmi bezinteresownie? Utrzymujesz kontakty, których nie chcesz? Jeśli tak to idź do przyjaciela za pieniądze to ci wytłumaczy, że jednak tak nie jest, albo uświadomi ci, że masz jakąś chorobę psychiczną.

Szkoda, że terapeuta musi istnieć, bo większości ludzi ma brak empatii i zrozumienia na tyle, żeby móc pomóc innym i trzeba chodzić do kogoś, kto rozumie, albo po prostu wie co powiedzieć i jak się zachować i chce ci pomóc. Inkasuje za to pieniądze? I co z tego? Mi było już brak siły na pomaganie wszystkim wokół bezinteresownie, ale gdybym brał za to pieniądze to bardzo bym się w tym spełnił.

To dlaczego filozofia blackpill tak trafia do tych ludzi? Zastanówcie się nad tym na podstawie tego co opisałem do tej pory.

Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem sytuacje i nawet jeśli nie bezpośrednio to pośrednio udzieliłem odpowiedzi na pytania. Nie odpowiadam za ogół, ale chciałbym wiedzieć na ile się zgadzacie z tym co napisałem i na ile jest to prawda. Temat był dłuższy niż myślałem i w zależności od pytań może napiszę jeszcze jeden wpis.

W ogóle pominąłem jeden istotny element, ale to dlatego, że nawet o nim wspominając, mógłbym doprowadzić do całkowitego skupienia na nim i zatracenia całego sensu mojej wypowiedzi.

To wszystko co tutaj opisałem można odnieść nie tylko do depresji, ale także do fanatyków, którzy są za wszelką cenę przy swoich poglądach politycznych,religijnych, osób uzależnionych, etc. Trzeba zdobyć zaufanie, naruszyć mur i wpuszczać intruza. Wbijanie się z taranem nic wam nie da.

Następnym razem zastanówcie się czy warto dawać rady, albo kogoś ,,uświadamiać” bo może nie robicie tego dobrze, a poza tym kosztuje was za dużo wysiłku i po co wam to?

#przegryw #depresja #blackpill #uzaleznienie


Zobacz: https://lurker.land/post/hx-ZSSVRY
Data dodania: 1/6/2022, 11:51:22 AM
Autor: am0k_music

#rozdajo
Dziś premierę ma mój nowy singiel
https://lurker.land/post/NWy5CSrEr

W związku z tym możecie zgarnąć vinyl z moimi autorskimi kompozycjami.
Fotki poniżej.

Aby wziąć udział w zabawie wystarczy zaplusować ten wpis oraz zamieścić pod singlem na YouTube komentarz o treści: Nigdy się nie poddawaj
(Być może przydługawe ale chcę o aby to wybrzmiało i żeby każdy kto jest w #przegryw oraz #depresja i myśli, że to już koniec nigdy nie tracił nadziei, że może być jeszcze pięknie)

Losowanie komentarza (za pomocą odpowiedniego narzędzia - commentpicker) odbędzie się w sobotę (8.01.2022) o godzinie 20:00.


Zobacz: https://lurker.land/post/rbKgJp01O
Data dodania: 1/5/2022, 6:33:22 PM
Autor: am0k_music

Już jutro premiera mojego najnowszego singla.
Zaczynam się stresować jak zostanie przyjęty - ale to już tradycja.

'Runaway', bo taki tytuł nosi jest dla mnie jednym z ważniejszych utworów w życiu.
Jest on odzwierciedleniem mojej osobistej tragedii, która wydarzyła się pół roku temu.
Straciłem coś co było dla mnie najcenniejsze - rodzinę.
Do dziś nie mogę się pozbierać i nie umiem się z tym pogodzić.

W tym momencie walczę przede wszystkim o siebie oraz jak najczęstsze kontakty z moim synem, z którym łączy mnie niesamowita więź.
Jestem w ogromnej #depresja z poważnymi problemami finansowymi a #muzyka to mój wentyl bezpieczeństwa.

Tekst piosenki napisany jest w dość uniwersalny sposób - mimo, że traktuje on o moim życiu na pewno wiele osób będzie mogło odnieść go do własnych doświadczeń.
Gościnnie zaśpiewał wokalista z Chile - Lukky Sparxx.

Nie wiem po co to wszystko piszę (może potrzebuje to po prostu wyrzucić siebie) ale pamiętajcie - co by się nie działo nie wolno się poddawać.

Również jutro startuje #rozdajo z vinylem, na którym znajdują się moje autorskie kompozycje.
Dla szczęśliwca dorzucę też trochę vlepek

--
Jeśli nie chcesz widzieć moich wpisów dodaj #am0k na czrnolisto.

#produkcjamuzyki #tworczoscwlasna #synthwave #przegryw