Lurker.land - tag #deadlyowrzuca

Szybkie ciekawostki na przeróżne tematy

Zobacz: https://lurker.land/post/JI6bst3lw
Data dodania: 1/27/2023, 2:12:23 AM
Autor: deadlyo

Przypadkowe zabawne fakty zaskakują nas w najlepszy możliwy sposób. To niespodziewane i niezwykłe fragmenty wiedzy ze świata nauki, historii i popkultury, które zachwycają i dostarczają nam rozrywki – i każdemu, z kim się nimi dzielimy.

https://gagger.pl/3295/szybkie-ciekawostki-na-przerozne-tematy/

#ciekawostki #nauka #technologia #historia #tworczoscwlasna #deadlyowrzuca #szortydeadlyo


Dziwaczne choroby, w które nie uwierzysz, że są prawdziwe

Zobacz: https://lurker.land/post/_azxMpfv_
Data dodania: 1/26/2023, 12:05:26 AM
Autor: deadlyo

Fioletowy mocz? Skóra jak kora drzewa? Alergia na wodę? Dla pacjentów, którzy je mają, te dziwne choroby i warunki są aż nazbyt realne.

https://gagger.pl/3248/dziwaczne-choroby-w-ktore-nie-uwierzysz-ze-sa-prawdziwe/
#ciekawostki #nauka #biologia #deadlyowrzuca #szortydeadlyo


Najbardziej oszałamiające wodospady na świecie

Zobacz: https://lurker.land/post/aYrE3nMOa
Data dodania: 1/24/2023, 2:36:40 AM
Autor: deadlyo

Zwiedzanie wodospadu jest jednym z najbardziej spektakularnych doświadczeń w historii. Jest to jeden z najbardziej oszałamiających cudów natury, gdy widzi się galony wody niemalże spadające z nieba z pełną mocą.

https://gagger.pl/3223/najbardziej-oszalamiajace-wodospady-na-swiecie/
#ciekawostki #natura #deadlyowrzuca #szortydeadlyo


Niesamowite naturalne formacje skalne

Zobacz: https://lurker.land/post/jkYFtjl5d
Data dodania: 1/21/2023, 11:32:39 AM
Autor: deadlyo

Formacje skalne są tworzone przez żywioły takie jak ciepło, wiatr, deszcz i erozja. To, co natura zrobiła z tymi narzędziami na palecie ziemi, jest zarówno zapierające dech w piersiach, jak i oszałamiające.

Te niesamowite naturalne formacje skalne powstawały powoli przez miliony lat przy użyciu najtwardszych materiałów. Na szczęście dla nas, natura jest cierpliwym artystą.

#ciekawostki #natura #kamienikupa #szortydeadlyo #deadlyowrzuca #gruparatowaniapoziomu

https://gagger.pl/3203/niesamowite-naturalne-formacje-skalne/


Co by było gdyby? Szalone hipotetyczne pytania (i ich odpowiedzi)

Zobacz: https://lurker.land/post/i3FKmHwrb
Data dodania: 11/25/2022, 8:44:49 PM
Autor: deadlyo

Każdy z nas czasami myśli "Co by było gdyby?" Dziś odpowiadam na kilka gdybań i wyjaśniam ich skutki. Oto lista pytań, które nurtują niejedną osobę

https://gagger.pl/co-by-bylo-gdyby-szalone-hipotetyczne-pytania-i-ich-odpowiedzi/kosmos/ #deadlyowrzuca #szortydeadlyo #ciekawostki #nauka


Najmniejsi z gatunku

Zobacz: https://lurker.land/post/cnRKjXBQc
Data dodania: 11/19/2022, 12:14:13 AM
Autor: deadlyo

Czy wiesz jakie zwierzę bądź płaz jest najmniejszy na świecie?

https://gagger.pl/2112/zwierzeta/male-zwierzeta/ #deadlyowrzuca #szortydeadlyo #ciekawostki


Bohaterowie, którzy ocalili świat

Zobacz: https://lurker.land/post/iuBNUoEtp
Data dodania: 11/19/2022, 12:13:21 AM
Autor: deadlyo

Czy to dzięki znalezieniu się we właściwym miejscu we właściwym czasie, czy po prostu zwieńczeniu dzieła życia, tych 5 osób nieodwołalnie zmieniło bieg historii ludzkości, a ich imiona zasługują na to, by żyć wiecznie w salach ludzkiej pamięci.

https://gagger.pl/2495/ciekawostki/ludzie-ktorzy-ocalili-swiat/ #deadlyowrzuca #szortydeadlyo #ciekawostki


Wcale nie takie małe zwierzęta

Zobacz: https://lurker.land/post/UTr2_GRfs
Data dodania: 11/10/2022, 12:00:04 AM
Autor: deadlyo

https://gagger.pl/2098/wcale-nie-takie-male/

Czy widziałeś kiedyś Łosia?
A co jeżeli okaże się, że jest on większy niż sobie w ogóle wyobrażałeś?
Zapraszam na listę dużych zwierząt

#ciekawostki #nauka #deadlyowrzuca #szortydeadlyo


Nietypowe monety z całego świata

Zobacz: https://lurker.land/post/S5UOvYJqR
Data dodania: 11/9/2022, 11:57:34 PM
Autor: deadlyo

https://gagger.pl/2135/nietypowe-monety-z-calego-swiata/

Monety to nie tylko płaskie okrągłe środki płatności, pomysłów jest tyle co głów, które je wymyślają.

#ciekawostki #deadlyowrzuca #szortydeadlyo


Najszybsza gwiazda w naszej galaktyce. Porusza się z prędkością 8% prędkości światła

Zobacz: https://lurker.land/post/3Sy9Qjd92
Data dodania: 11/2/2022, 1:11:56 AM
Autor: deadlyo

W centrum naszej galaktyki znajduje się supermasywna czarna dziura Sagittarius A. W tym środowisku odkryto gwiazdę S4714, która w swojej orbitalnej podróży osiąga prędkość około 8 procent prędkości światła – 24 000 km/s. Ale S4714 to tylko jedna z grupy nowo odkrytych gwiazd, które krążą wokół Sagittarius A, na orbitach bliższych niż jakiekolwiek inne gwiazdy odkryte wcześniej.

https://gagger.pl/1957/najszybsza-gwiazda-w-naszej-galaktyce-porusza-sie-z-predkoscia-8-predkosci-swiatla/ #ciekawostki #nauka #deadlyowrzuca #szortydeadlyo


Zobacz: https://lurker.land/post/PuHjSeo4e
Data dodania: 6/18/2022, 1:35:58 PM
Autor: deadlyo

TOP 5 NAJDROŻSZYCH KAMIENI SZLACHETNYCH ŚWIATA

Kamienie szlachetne to odmiany minerałów i skał, wyjątkowe ze względu na wysoki połysk, czystość, jednorodność i zjawiskowość. Swoją szlachetność zawdzięczają również temu, że są niezwykle rzadko spotykane. Wyróżnia je również duża wytrzymałość i twardość, wynosząca więcej niż 7 w skali Mohsa. Wszystkie kamienie poniżej tego progu nazywane są półszlachetnymi.

A oto i wspomniane kamienie:
5. Painit - 60 tys. dolarów za karat
https://zdjecia.sklepjubilerski.com/uploads/painit-rzadki-mineral-62a8aaee59812.jpg

4. Niebieski granat - 1,5 mln dolarów za karat
Granaty występują w wielu barwach, jednak najrzadziej spotykane są te niebieskie. Niebieskie granaty zostały odkryte całkiem niedawno, bo dopiero w 1990 roku na Madagaskarze. Z czasem znaleziono więcej pokładów minerału na terenach Rosji, Turcji i Stanów Zjednoczonych. Kamień jest ceniony w branży jubilerskiej przede wszystkim ze względu na niezwykłą właściwość - zmienia kolor na fioletowy pod wypływem sztucznego światła. Jest bardzo popularnym kamieniem jubilerskim, w szczególności jako ozdoba pierścionków i wisiorków.
https://jubiler24h.pl/uploads/RTEmagicC_granaty3_02.jpg.jpg

3. Serendibit - 2 mln dolarów za karat
Serendibity cechuje niezwykle skomplikowany skład chemiczny i niska przezroczystość. Swoją nazwę zawdzięcza miejscu odkrycia, gdyż Serendib to w języku arabskim Sri Lanka. Obecnie wydobywany jest na wspomnianej wyspie i w Bimie. W zależności od miejsca wydobycia, kamień może przybierać barwę zielonkawo-błękitną, czarną lub głęboko brunatną. Akualnie istnieją trzy czyste okazy serendibitu, o masie 0,35, 0,55 i 0,56 karata. Jego ciemna, intensywna barwa i niespotykany kształt czyni go jednym z bardziej pożądanych klejnotów w branży jubilerskiej.
https://zdjecia.sklepjubilerski.com/uploads/serendibit-kamien-62a8ab0f936ea.jpg

2. Czerwony diament - 2,5 mln dolarów za karat
Diamenty są powszechnie znanymi kamieniami szlachetnymi. Najczęściej występują w formie przezroczystych kryształów. Diamenty kolorowe, a w szczególności czerwone są niezwykle rzadkie. Pozyskaniem czerwonych diamentów zajmuje się tylko jedna kopalnia - Argyle w Australii. Szacuje się, że na całym świecie występuje tylko ok. 30 diamentów o tej barwie, z czego masa zdecydowanej większości nie przekracza 0,5 karata. Ze względu na niewielki rozmiar kamień jest wykorzystywany w branży jubilerskiej głównie jako ozdoba pierścionków zaręczynowych.
https://zdjecia.sklepjubilerski.com/uploads/czerwony-diament-768x514-62a8ab3169164.jpg

1. Jadeit - 3 mln dolarów za karat
Niekwestionowanym liderem, wśród drogocennych kamieni szlachetnych, jest wydobywany w Birmie kamień szlachetny jadeit. Kamień najczęściej spotykany jest w kolorze jasnozielonym. Ze względu na skład chemiczny jadeity nigdy nie występują w formie całkowicie przezroczystych kryształów. Cena kamienia jest warunkowana właśnie przez tę cechę - im wyższa przezroczystość jadeitu, tym jest cenniejszy. Najdroższą i najbardziej poszukiwaną odmianą jest jadeit cesarski. Jest to spowodowane jego unikatowością, czystością i klarownością szmaragdowej barwy. Co ciekawe jadeit cesarski jest uważany za przedmiot kultu w wielu kulturach. Rekord cenowy wśród wyrobów jubilerskich z jadeitu padł w 1997 roku, gdy zwycięzca aukcji w Hongkongu zapłacił 9,3 mln dolarów za naszyjnik, składający się z 27 jadeitowych kamieni.
https://jubiler24h.pl/uploads/RTEmagicC_Yuennan-Jadeit_-_China_01.jpg.jpg

#deadlyowrzuca #ciekawostki #kamienie


Zobacz: https://lurker.land/post/j2Zyk0s_B
Data dodania: 8/12/2021, 9:06:45 AM
Autor: deadlyo

Historia i ukryta symbolika najbardziej znanych obrazów. Jakie ciekawostki kryją arcydzieła malarstwa?

Znane dzieła sztuki i słynne obrazy słynnych malarzy od wieków pobudzają wyobraźnię, stając się obiektami westchnień miłośników piękna na całym świecie. Zarówno te klasyczne, jak i bardziej awangardowe obrazy sławnych malarzy są wystawiane w najbardziej renomowanych galeriach sztuki, a o ich historiach uczymy się w szkole. Warto jednak przypomnieć sobie najciekawsze fakty na ich temat. Które najsłynniejsze obrazy są szczególnie kontrowersyjne? Jakie ciekawostki stoją za każdym z nich?

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4f/Anonymous_Mona_Lisa.jpg
Jeśli chodzi o najsłynniejsze obrazy, to Mona Lisa autorstwa Leonardo da Vinci, zdecydowanie wiedzie prym. Jego powstanie datuje się na lata ok. 1503–1519. Dzieło uznawane jest za jeden z najważniejszych artefaktów w historii ludzkości, stanowiąc prawdziwą perłę Renesansu.

To obraz olejny, namalowany na desce topolowej. Oryginał można podziwiać w paryskim Luwrze, gdzie od lat fascynuje odwiedzających z całego świata, dla których wizyta w słynnej francuskiej galerii sztuki byłaby niekompletna bez zapoznania się z arcydziełem włoskiego artysty.

Do dziś największą fascynację wzbudza kobieca postać uwieczniona na obrazie. Tajemniczy uśmiech damy stanowi obiekt licznych dociekań i domysłów - powstają książki i filmy na ten temat, z czego najbardziej znaną pozycją w kulturze popularnej jest "Kod da Vinci", którego tematyka skupia się na teorii spiskowej dotyczącej właśnie wspomnianego obrazu.

Kim była naprawdę tajemnicza Mona Lisa? Wszystkie ślady wskazują na to, że była to Lisa Gherardini - żona kupcy Francesca di Bartolomeo di Zanobi del Giocondo, który zlecił wykonanie portretu swojej małżonki.

Bitwa pod Grunwaldem
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/38/Jan_Matejko%2C_Bitwa_pod_Grunwaldem.jpg/1200px-Jan_Matejko%2C_Bitwa_pod_Grunwaldem.jpg
Bitwa pod Grunwaldem to obraz olejny Jana Matejki, który uznawany jest za jeden z najważniejszych symboli polskiego artyzmu. Wyjątkowo okazały, zarówno jeśli chodzi o formę, jak i wymiary (426 × 987 cm), wpisuje się w te dzieła malarskie, które stanowią świadectwo historyczne. Przedstawiony na płótnie walczący tłum tylko z pozoru jest chaotyczny. Znajduje się tam wiele postaci historycznych, które łatwo rozpoznać.

Utalentowany polski artysta, Jan Matejko, tworzył obraz przez kilka lat, a konkretnie od 1872 do 1878 roku. Początkowo dzieło trafiło do pałacu Wielopolskich w Krakowie, a ostatecznie, od roku 1945, znalazło się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, gdzie stanowi bardzo popularny eksponat, podobnie jak inne znane obrazy epoki realizmu.

Wolność wiodąca lud na barykady
https://historia.uwazamrze.pl/media/cache/frontend_article_big/uploads/44cffe5096ad4d0389a2b02c9398d34e/article/5d26feb539bf3.jpg
Kolejny obraz także zaliczany jest do "historycznych", czy też "politycznych". Wolność wiodąca lud na barykady to znany nie tylko miłośnikom sztuki obraz francuskiego malarza, Eugène’a Delacroix. Uwiecznia on w symboliczny sposób wydarzenia rewolucji lipcowej, tłumiącej panowania króla Francji, Karola X.

Wolność została przez artystę uosobiona w ciele kobiety trzymającej w jednej ręce narodową flagę, zaś w drugiej muszkiet z bagnetem.

Nie od dziś obrazy znanych malarzy stają się inspiracją dla twórców kultury popularnej i tak jest w przypadku dzieła Delacroix. Widnieje on bowiem na okładce płyty Viva la Vida or Death and All His Friends brytyjskiej formacji Coldplay.

Dama z łasiczką (gronostajem)
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e1/The_Lady_with_an_Ermine.jpg/1200px-The_Lady_with_an_Ermine.jpg
Po raz kolejny w tym zestawieniu pojawia się dzieło włoskiego artysty Leonardo da Vinci. Nie powinno to nikogo dziwić, bowiem jego prace przez wielu uznawane są za najpopularniejsze obrazy w historii.

Ten piękny XV-wieczny olejny obraz przedstawia Cecylię Gallerani, kochankę księcia Ludwika Sforzy. Kontrowersje wzbudza tym razem nie sam wizerunek pięknej kobiety (tak jak ma to miejsce w przypadku Mona Lisy), ale nazwa samego dzieła, Portret damy z gronostajem nazywany jest Dama z łasiczką lub Dama z gronostajem. O właściwe nazewnictwo spierają się polscy historycy i krytycy sztuki.

Mało osób wie, że to fantastyczne dzieło artystyczne da Vinci znajduje się w Polsce, a konkretnie w zbiorach Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. To jedyny oryginalny obraz włoskiego malarza w naszym kraju.

Krzyk
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/f4/The_Scream.jpg/471px-The_Scream.jpg
Najbardziej znane obrazy ekspresjonizmu? Z pewnością zalicza się do nich Krzyk. Namalowany pod koniec XIX wieku, a konkretnie w roku 1893 przez norweskiego artystę Edvarda Muncha.

Charakterystyczna, wykrzywiona postać podobna do ludzkiej, frontem do oglądającego, wygina się w grymasie charakterystycznym do wydawania krzyku. Na drugim planie most, fiord w pobliżu Oslo, dwa tajemnicze ludzkie kształty oraz morze i niepokojące barwy nieba. Całość robi ogromne wrażenie.

Takie słynne obrazy jak Krzyk, są wieloznaczne i niosą w sobie potencjał interpretacyjny. Dla wielu osób wspomniany obraz stanowi nawiązanie do człowieka współczesnego (lub do ludzkości ogólnie), przeszytego głębokim egzystencjalnym bólem.

Dzieło przywoływano wielokrotnie przy okazji prezentowania innych dzieł literackich, malarskich, teatralnych itd. Często powracają do niego historycy, aktywiści i artyści przypominający o piekle wojny.

Dziewczyna z perłą
https://www.radiopik.pl/public/267/267_162248161610.jpg
Pora jednak powrócić do portretów pięknych i fascynujących postaci kobiecych. Jeśli chodzi o najpiękniejsze obrazy malarskie, nie sposób nie wspomnieć o Dziewczynie z perłą. Obraz nazywany jest też niekiedy Dziewczyna w perłowych kolczykach. Przedstawia ładną kobietę o jasnych włosach, która ma w uchu zawieszony kolczyk z perłą w kształcie łezki.

To dzieło autorstwa holenderskiego malarza Johannesa Vermeera należy do arcydzieł XVII-wiecznego malarstwa. Wywołuje słuszne skojarzenia z najsłynniejszym portretem da Vinci - z tego powodu bywa nazywane holenderską Mona Lisą, czy też Mona Lisą północy. Obecnie obraz znajduje się w muzeum Mauritshuis w Hadze.

Warto wspomnieć też o tym, że jest to kolejny obraz w tym zestawieniu, który w jakiś sposób zainspirował twórców kultury współczesnej. W 2003 roku postał film pełnometrażowy o takim samym tytule ze Scarlett Johansson w roli głównej.

Autoportret (F 627)
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ee/Self-Portrait_%28Van_Gogh_September_1889%29.jpg
Obrazy słynnych malarzy czasem przedstawiają ich samych i tak jest właśnie w przypadku Vincenta van Gogha. Autoportret (F 627) tego holenderskiego malarza ekspresjonisty to dzieło olejne, stworzone we wrześniu roku 1889 podczas pobytu w miejscowości Saint-Rémy, gdzie zresztą powstały trzy ostatnie autoportrety twórcy.

Co sprawia, że obraz ten jest tak wyjątkowy? Poza charakterystyczną dla tego artysty techniką malowania i wyjątkowym warsztatem, także kontekst jego powstania. Otóż został on namalowany w momencie największego załamania van Gogha, po kolejnym ataku choroby. Holender przebywał wówczas w izolacji, a dzieło stanowi swego rodzaju manifest samotności i frustracji.

To właśnie tego typu sławne obrazy stają się znane głównie ze względu na swoją historię. Autoportret (F 627) znajduje się w zbiorach Musée d’Orsay w Paryżu.

Czarny kwadrat na białym tle
https://jaroslawpietrzak.files.wordpress.com/2014/10/1078.jpg
Okazuje się, że popularne obrazy niekoniecznie muszą przedstawiać jakiekolwiek postaci, zwierzęta czy martwą naturę. Co więcej, w niektórych przypadkach kształty i kolory odgrywają mniej ważną rolę od formy i sztuki interpretacji.

Właśnie do takich dzieł należy Czarny kwadrat na białym tle, czyli kontrowersyjny i nie do końca zrozumiały obraz Kazimierza Malewicza, stworzony w 1914 roku. Jaki był zamysł twórcy? Podobno obraz miał przypominać opuszczoną po przedstawieniu kurtynę.

Choć pierwowzór zaginął bez śladu, powstała w 1929 roku druga wersja obrazu - namalował ją sam Malewicz, zamalowując inny obraz. Dzieło to wystawiane jest w Galerii Tretiakowskiej w Moskwie. Całkiem niedawno ekspertom, przy użyciu technik rentgenowskich, i mikroskopu udało się odkryć, jaki konkretnie obraz znajduje się "pod spodem". Jest to kompozycja protosuprematyczna. Okazało się, że to nie jedyna warstwa, bo jeszcze głębiej znajdowała się kompozycja kubofuturystyczna

Rozszyfrowano także napis na "obrazie, który został ponoć umieszczony tam przez samego artystę. Badacze uważają, że zdanie brzmi: "Bitwa murzynów w ciemnej jaskini".

Co chciał przekazać Malewicz, malując takie dzieło? Interpretacji podejmowali się już krytycy nie tylko z Polski. Do dziś obraz pozostaje tajemniczą spuścizną po kontrowersyjnym twórcy i jest zarazem głównym "orężem" dla sceptyków XX-wiecznej i XXI-wiecznej sztuki. Nie ma się co dziwić, bo obrazy malarzy tworzących poza popularnym nurtem od zawsze wzbudzały ogromne emocje.

#deadlyowrzuca #malarstwo #ciekawostki #historia


Zobacz: https://lurker.land/post/oGTTiW03_
Data dodania: 8/11/2021, 12:52:01 PM
Autor: deadlyo

Bombowy kaszalot i chciwi katolicy z Kanady, czyli 5 katastrofalnych rozwiązań w historii

Jak wiadomo piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. Widać to szczególnie w historycznych przykładach, które nie tylko nie rozwiązały problemu, ale go znacznie pogorszyły. Jednym z terminów wartych odnotowania w tej materii jest „efekt Streisand”. To zjawisko, w którym próba ukrycia lub ocenzurowania pewnych informacji prowadzi do zwrócenia na nie tak dużej uwagi, że staje się to przeciwskuteczne.

Jeszcze innym jest „efekt kobry”, wymyślony przez niemieckiego ekonomistę Horsta Sieberta – odnoszący się do niezamierzonych konsekwencji w wyniku dobrych intencji. Termin ten ma swoje korzenie w incydencie, który zaraz omówimy. Poznajcie 5 fatalnych rozwiązań, które poszły nie tak, jak planowano.

#1 Mniej znaczy więcej
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/uAcqTJKJVhnztSHm5UhC5kGvXlPfjNIS.jpg
W czasach Indii Brytyjskich władze zaniepokoiły się dużą liczbą jadowitych węży atakujących mieszkańców Delhi. Za każdą martwą kobrę zaoferowano nagrodę, którą wypłacano po dostarczeniu skóry gada urzędnikom. Wydawało się, że plan zadziałał, bo wkrótce miejscowi tłoczyli się w punktach zrzutu, a magazyny wypełniły się skórami.

Jednak program motywacyjny nie wpłynął zauważalnie na zmniejszenie populacji okularników w mieście. Bez względu na to, ile skór dostarczono władzom, Delhi wydawało się być równie „jadowite”. Urzędnicy w końcu zorientowali się dlaczego. Ponieważ nagroda za wężową skórę była wyższa niż koszt wyhodowania kobry, mieszkańcy zajęli się chowem okularników zarabiając w ten sposób na życie.

Kiedy władze zdały sobie sprawę, jak ich program motywacyjny się potoczył, zrezygnowały z niego i przestały wypłacać pieniądze. To był drugi błąd, bo w tej sytuacji posiadanie kobr okazało się bezcelowe. Ludzie wypuścili węże na wolność – w Delhi. Liczba zwierząt wzrosła do stanu o wiele wyższego niż kiedykolwiek w historii, co stało się dobrym pretekstem do powstania terminu „efekt kobry”.
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/l96rbEaX5vkG8u1yBMR7mZizO8yuMVGe.jpg
Francuskie władze kolonialne miały podobne, choć mniej katastrofalne doświadczenie w Hanoi w Wietnamie, kiedy starały się zachęcić cywilów do kontrolowania inwazji szczurów. Podobnie jak Brytyjczycy, zaoferowano nagrody za szczury, wypłacano je w zamian za ogon gryzonia. Wkrótce urzędnicy spostrzegli istną plagę szczurów błąkających się po mieście bez ogonów. W przeciwieństwie do hindusów, Wietnamczycy zamiast je hodować, łapali szczury, pozbawiali ogonów i wypuszczali z powrotem, by mogły się rozmnażać, dzięki czemu interes wciąż przynosił zyski.

#2 Bombowy wieloryb
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/ZtXdEcR9cBgMWvFo6ycBfYaaktMUVG12.jpg
W listopadzie 1970 roku odpowiedzialny za transport Oregon State Highway Division miał śmierdzący problem. Co zrobić z 14-metrowym, 8-tonowym kaszalotem, którego gnijące cielsko fale wyrzuciły na plażę w pobliżu nadmorskiego miasteczka Florence w hrabstwie Lane?

Można było pozwolić, by natura w swoim tempie rozłożyła wieloryba, jednakże mieszkańcy niechętnie zapatrywali się na takie rozwiązanie, zważywszy na dominujący fetor podwodnej bestii. Wieloryb zatem gnił, a frustracja rosła. Jeden z urzędów ocenił, że zakopanie go nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ w jego cielsku wciąż produkują się gazy, które prędzej czy później wybuchną. Ktoś wpadł na pomysł rozcięcia kaszalota, ale nie było nikogo chętnego do wykonania tej operacji.

Przypomina to kilka współczesnych przypadków z martwymi wielorybami na plażach. Jednym z nich był kaszalot z Nowej Funlandii, który w 2014 roku rozłożył się na kanadyjskim wybrzeżu. W tym wypadku władze postanowiły zaczekać aż ssak sam ulegnie procesowi gnilnemu. Z pewnością znały one konsekwencje historii z Oregonu.

Władze tego stanu w końcu poddały się presji i postanowiły skorzystać wynalazku Alfreda Nobla. Zaproponowano użycie 20 skrzyń dynamitu. Lokalny weteran, który miał doświadczenie z materiałami wybuchowymi ostrzegł, że 20 skrzyń to za dużo. Doradził, by użyć 20 lasek dynamitu, ale został zignorowany przez władze. Urzędnicy mieli nadzieję, że wybuch rozczłonkuje potwora na małe kawałki, które potem pochłoną padlinożercy.

Jeden z urzędników Highway Division dodawał mieszkańcom otuchy: - Jestem przekonany, że to zadziała. Jedyną sprawą, której nie do końca jesteśmy pewni, to jaka powinna być dokładna ilość materiałów wybuchowych, by resztkami wieloryba zajęły się potem mewy, kraby i inne zwierzęta.
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/DHLToYS33WDI8zipVsthN2MMsefGz8kT.jpg
Dynamit zakopano pod wielorybem, od strony lądu, by wszystko poleciało w stronę oceanu. Zebrało się mnóstwo osób, które chciały obejrzeć jedyny w swoim rodzaju spektakl. Dla zachowania bezpieczeństwa wszyscy stali 400 metrów dalej. Gdy 12 listopada 1970 roku o 15:45 zdetonowano dynamit, rozpoczęto wiwatowanie. Okrzyki radości szybko przerodziły się w krzyki przerażenia. Stało się jasne, że władze nie doceniły strefy wybuchu i bezpiecznej odległości.
https://cdn.historycollection.com/wp-content/uploads/2018/02/exploding-beached-whale-detonation.-discovery-channel.gif
400 metrów to jednak było stanowczo za mało, bo wszyscy widzowie w promieniu 800 metrów zostali obsypani deszczem gnijących kawałków wieloryba. Ogromny „blob” tłuszczu zmiażdżył zaparkowany samochód w odległości pół kilometra od strefy zero. Okolica została skażona wielorybim truchłem. Cudem nikt nie został poważnie zraniony przez wielotonowego ssaka, chociaż odnotowano pomniejsze zranienia.

Kiedy opadł kurz i ustał „deszcz” śmierci, przerażeni urzędnicy odkryli, że większość zwłok nawet się nie ruszyła z miejsca. Pod osłoną nocy ekipy sprzątające wróciły na miejsce, by zakopać szczątki i posprzątać okolicę. Od tamtego czasu wiadomo, czego nie robić w przypadku martwego wieloryba.

#3 Chciwy Kościół Kanady
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/U7ojA2DHp9GAUom10tPBn9HgeZCCG3ye.jpg
Przed „Spokojną rewolucją” w Quebecu, czyli okresem zeświecczenia i poważnych zmian społecznych oraz politycznych lat 60. XX wieku, to Kościół katolicki dominował w tym rejonie. Czasy te, zwane w Quebecu „Wielkimi ciemnościami”, cechowało powszechne ubóstwo, z którym postanowiono „coś” zrobić.

W mrocznych dniach Kanady Maurice Duplessis, prawy katolik, został premierem Quebecu. Z miejsca przystąpił do przekazania szkół, domów dziecka i szpitali w ręce różnych katolickich zakonów. Wraz z biskupami katolickimi Duplessis opracował następnie program pomocy federalnej rządu kanadyjskiego dla prowincji. Jego celem było skierowanie jak największej ilości pieniędzy podatników „na tacę” Kościoła katolickiego.
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/MEFPmdMdFXAVd5DIBiJhOAiLFY1OVNGK.jpg
Federalne dotacje zachęcały do budowy szpitali bardziej niż inne programy społeczne. Prowincje otrzymywały wkład wysokości około 1,25 dolara dziennie na każdą sierotę, ale już dwa razy więcej, bo 2,75 na każdego pacjenta psychiatrycznego. Jak nietrudno się domyślić, w ten sposób Duplessis i Kościół katolicki przyczynili się do stworzenia intratnego systemu fałszywego diagnozowania sierot jako umysłowo upośledzonych. Premier podpisał ustawę, która przekształcała domy dziecka w szpitale. To uprawniało kościelnych administratorów do pobierania wyższych stawek od rządu.

Ponad 20 000 zdrowych psychicznie sierot z Quebecu zdiagnozowano jako dzieci z zaburzeniami umysłowymi. Nie chodziło tylko o formalności papierkowe: podopieczni stali się więźniami w źle nadzorowanych ośrodkach psychiatrycznych. Zdrowe sieroty poddawano lobotomii i elektrowstrząsom, co jak wynika z późniejszych badań spowodowało u 78% z nich trudności w dorosłym życiu. Dzieci były narażone na przypadki przemocy psychicznej, fizycznej i seksualnej ze strony duchownych oraz świeckich pracowników. Pozostałe przy życiu „sieroty Duplessisa”, jak się je nazywa, do dziś walczą o odszkodowanie za wyrządzone krzywdy.

#4 Co zakazane, jest pożądane
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/352qhvUaRdlkCl7J9B1cO06CVCCCgpxU.jpg
Aż do XX wieku Amerykanie nie mieli poważnych problemów związanych z przestępczością zorganizowaną. W miastach było mnóstwo gangów, ale działały one na lokalną skalę i składały się z ulicznych rzezimieszków walczących o swoją dzielnicę. Irlandzcy imigranci w szczególności zdominowali przestępczą scenę XIX wieku, co znamy z epickich „Gangów Nowego Jorku” Martina Scorsese.

Wraz z nową falą imigrantów zaroiło się od europejskich bandziorów, między innymi z Włoch – zwłaszcza na północnym wschodzie. Podobnie jak irlandzcy prekursorzy, włoskie gangi były niewielkimi rodzinnymi ferajnami. Ich działania ograniczały się do dzielnic, w których żerowano na włoskich imigrantach wyłudzając od nich haracze, dokonując rozbojów i zmuszając kobiety do prostytucji.

To wszystko uległo dramatycznej zmianie w 1920 r. wraz z wprowadzeniem w Stanach prohibicji, czyli zakazu produkcji, transportu lub sprzedaży alkoholu. Sam akt uznania alkoholu za nielegalny nie zmniejszył popytu na procentowe trunki, a wręcz przeciwnie. To, co przyniosła prohibicja w Stanach, to wypaczenie postaw społecznych i wytworzenie powszechnej tolerancji na przestępstwa – w imię dostarczenia masom upragnionego alkoholu. Chyba jedynym pozytywnym rezultatem prohibicji był dynamiczny rozwój muzyki jazzowej…

Wiodący amerykański przemysł dotychczas działający legalnie został rozwinięty przez przestępców, wraz z ogromnymi, nieopodatkowanymi dochodami. W miejsce praworządnych firm pojawiły się podziemne bimbrownie zarządzane przez zorganizowane grupy przestępcze.

Zyski z alkoholu pozwoliły zwiększyć liczbę innych nielegalnych działań, takich jak wymuszanie haraczy, czerpanie zysków z prostytucji, handlu narkotykami, bronią, itp. Zepsuło to również amerykańską politykę i system wymiaru sprawiedliwości. Ilość i wysokość łapówek na każdym szczeblu – od stójkowego, poprzez detektywa, oficera, urzędnika, sędziego czy polityka, doprowadził do wszechobecnej korupcji.

Policja stanowa pozuje do zdjęcia razem z członkami mafii, 1931 rok
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/LLEnTkV6C3jYPRcsJIQS3LzxLcQ7vvjc.jpg
Zyski ze sprzedaży nielegalnego alkoholu były astronomiczne. Przestępcy działali z cichym przyzwoleniem dużej części społeczeństwa oraz samej władzy, która nie uważała spożywania alkoholu za szczególny grzech. W efekcie włoska przestępczość zorganizowana rozkwitła, a jej zasięg i obroty przeszły najśmielsze wyobrażenia.

Tym, co odróżniało włoskich gangsterów od innych etnicznych przestępców, były doświadczenia mafijne z Europy. Dzięki temu Włosi w USA mogli czerpać z wyrafinowanej tradycji zorganizowanych, hierarchicznych i zdyscyplinowanych organizacji.

W przeciwieństwie do konkurencji, ci gangsterzy mieli nie tylko skuteczny model do replikacji, ale także doświadczonych przestępców, którzy chętnie szli drogą bezprawia w nowych warunkach. W latach świetności sam Al Capone kontrolował i czerpał nielegalne zyski z 10 000 barów w Chicago. Prohibicję zniesiono w 1933 roku, a amerykański przemysł alkoholowy wrócił do legalnej działalności. Mimo że przestępczość spadła, podobnie jak ilość wypijanego alkoholu, to włoska mafia na dobre zadomowiła się w USA. Do dziś ma się dobrze, a jej potęga ugruntowała się właśnie w czasach prohibicji.

#5 Z całej armii ostał się tylko jeden
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/j7f2UCB9t6m7yPbyiujcryGF02HAmH9R.jpg
„Wielka gra” była terminem określającym dziewiętnastowieczną walkę o wpływy w Azji Środkowej między Brytyjczykami a Rosjanami, głównie na terenie Afganistanu, Iranu i Pakistanu oraz Tybetu. Brytyjczycy starali się trzymać Rosjan jak najdalej od ich „klejnotu w koronie” – Indii. Punktem zapalnym stał się Afganistan, który w latach 30. XIX wieku był zbyt przyjazny Rosji.

Brytyjczycy najechali kraj w 1838 r. i obalili rusofilskiego władcę Dosta Mohammada. Zastąpili go szachem Shują, wspieranym przez brytyjskie garnizony w stolicy i najważniejszych miastach. Anglicy rozsiedli się wygodnie, bo wydawało się, że to tylko kwestia czasu, zanim kraj zostanie przyłączony do brytyjskich Indii. Oficerowie sprowadzili rodziny i rozpoczęła się typowo kolonialna aktywność: wyścigi konne, gra w krykieta, tea time.

Jednak Afgańczycy okazali się niemożliwi do kontrolowania przez marionetkowego władcę. Do 1841 r. niezadowoleni partyzanci powstali w buncie przeciwko Brytyjczykom. Wkrótce tereny wiejskie przepadły, a linie dostaw do Indii zostały odcięte. Brytyjska kontrola skurczyła się do garnizonów i została zredukowana do fortyfikacji.

By odejść z twarzą, Brytyjczycy zdjęli z urzędu swojego szacha i zaczęli pertraktować z synem poprzedniego władcy, Akbarem Chanem. W rezultacie zgodzili się wycofać wojska z Afganistanu i przekazać władzę jego ojcu.

Akbar Chan
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/eOvFMHnh3nPji9UPvJs2y2mLmQrYxreD.jpg
6 stycznia 1842 r. brytyjska Armia Indusu licząca 4500 ludzi oraz 12 000 cywilów, głównie żon i dzieci żołnierzy oraz posługaczy, wyruszyła w śnieżnej zamieci z Kabulu w stronę Dżalalabadu. Kilkunastotysięczna kolumna pod wodzą nieudolnego i schorowanego generała Williama Elphinstone’a już po przejściu kilku kilometrów została ostrzelana z okolicznych wzgórz. Pod koniec dnia afgańskie klany grabiły zapasy i zabijały każdego, kogo napotkano.
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/66K0KPHJe723bn0O1lytCT5v7Z8LquhY.jpg
Umęczeni atakami Brytyjczycy chcieli odpocząć nocą, ale ponieważ obiecana eskorta i namioty nie przybyły, wielu z nich zamarzło na śmierć. O świcie rozpoczęły się pierwsze dezercje, ale żołnierze trafiali w ręce wroga i byli mordowani.

Rano Afgańczycy wymusili od Anglików ogromną łapówkę oraz ich poturbowali. Wzięli również zakładników w postaci rodzin i części oficerów. Następnego dnia wznowiono marsz. Gdy resztki kolumny dotarły do wąskiej przełęczy, Afgańczycy otworzyli ogień zabijając 3 000 ludzi, głównie posługaczy obozowych.

Następnego dnia Afgańczycy przyszli po więcej pieniędzy i zakładników w zamian za „obietnice” wstrzymania ataków. 11 stycznia generał Elphinstone i jego zastępca zostali zmuszeni do poddania się w zamian za kolejną obietnicę bezpiecznego przejścia. W kolumnie znajdowało się w tym czasie już tylko 450 żołnierzy i 3 tysiące posługaczy.

W wyniku kolejnych ataków i prób ucieczki z zasadzek, tydzień po wyruszeniu z Kabulu, z ponad 16 tysięcy ludzi, udało się przedrzeć przez przełęcz zaledwie 80 osobom podzielonym na dwie grupy. Przy próbie przekazania broni Afgańczykom (20 muszkietów i amunicji) doszło do walki, w której zginęli prawie wszyscy Brytyjczycy.
https://i1.posty.pl/images/2020/06/normal/hSUMkPGI8X979TErFoMcDlurwuk7f1YU.jpg
Ostatnia, mała grupka 15 jeźdźców, w tym lekarz wojskowy dr Wiliam Brydon, dotarła 25 kilometrów od brytyjskich pozycji w Dżalalabadzie. Zapadła noc i zmęczeni uciekinierzy postanowili przyjąć gościnę afgańskiej rodziny. To był ostatni ze złych pomysłów tej długiej, zabójczej podróży, która przeszła do historii jako Masakra armii Elphinstone’a. Afgańczycy przekazali ich w ręce partyzantów, którzy ich wymordowali.

Tuż przed czasem na herbatę 13 stycznia 1842 roku żołnierze brytyjscy stacjonujący w Dżalalabadzie zauważyli zbliżającego się na horyzoncie rannego jeźdźca. Był to dr Brydon, jedyny ocalały z brytyjskiego odwrotu z Kabulu. Gdy zapytano go, gdzie jest armia, odpowiedział: Ja jestem armia.

Źródło: posty.pl
#ciekawostki #historia #deadlyowrzuca


Zobacz: https://lurker.land/post/SDwKrZ4UO
Data dodania: 1/5/2021, 12:33:04 AM
Autor: deadlyo

#deadlyowrzuca #estetyczneobrazki #zdjecia


Zobacz: https://lurker.land/post/48v2My9ed
Data dodania: 1/5/2021, 12:27:51 AM
Autor: deadlyo

#deadlyowrzuca #estetyczneobrazki #zdjecia

Myrtle Beach, South Carolina, United States


Kiedy władcę ponosi wyobraźnia… Baśniowe zamki Ludwika Szalonego

Zobacz: https://lurker.land/post/-cgpk_PAg
Data dodania: 10/7/2020, 10:38:51 PM
Autor: deadlyo

Pozostawił po sobie legendę obłąkanego monarchy, uważającego się za reinkarnację jednego z rycerzy króla Artura, oraz trzy baśniowe budowle, które do dziś są symbolami jego bujnej wyobraźni i.. szaleństwa. Pikanterii sprawie dodaje zagadkowa śmierć króla. Do dziś nie wiadomo, czy sam odebrał sobie życie, czy padł ofiarą morderstwa…

Nie każdemu pisane jest zostanie wielkim władcą. Tak było w przypadku Ludwika II Wittelsbacha, który w czerwcu 1864 roku jako osiemnastolatek niespodziewanie zasiadł na bawarskim tronie po nagłej śmierci ojca, Maksymiliana II. Radosław Gajda i Natalia Szcześniak opisują:
Stresowały go obowiązki, szczególnie oczekiwania względem spłodzenia dziedzica (ostatecznie zmarł bezpotomnie). Nie lubił tłumów, unikał spotkań, był introwertyczny i ekscentryczny. Za to pałał wielką namiętnością do sztuk pięknych, legend i architektury.

W swoich bajaniach o wielkości Ludwik posunął się do tego, iż zaczął uważać się za spadkobiercę rycerzy Świętego Graala – Lohengrina i Parsifala (według niektórych źródeł wręcz się z nimi utożsamiał). Trudno się dziwić, że w końcu zaskarbił sobie przydomek Szalonego. Zresztą zasłużył na to miano nie tylko z uwagi na poszukiwanie legendarnych przodków, lecz – przede wszystkim – dlatego, że swoją fantazję o baśniowym życiu postanowił wcielić w życie.

Zamek jak malowany
Ludwik marzył o byciu królem z bajki. Problem w tym, że XIX-wieczna Bawaria nie do końca przystawała do jego wyobrażeń. Cóż, ostatecznie jak się nie ma co się lubi, to… się zmienia, co się ma.

Aby przekuć w rzeczywistość choć ułamek swoich fantastycznych wizji, Ludwik zaczął wznosić zamki. I to nie byle jakie, bo iście baśniowe. Plac budowy miał właściwie gotowy – wybrał górujące nad miejscowością Schwangau ruiny zamku Vorderhochenschwangau. Jak relacjonują Gajda i Szcześniak:
Nowy zamek po śmierci króla nazwany Neuschwanstein miał być budowlą na miarę starych siedzib germańskich rycerzy. A przy tym jego dziedziniec stworzono z myślą o scenografii do opery Lohengrin Wagnera. Inne miejsca zamku miały przywoływać na myśl operę Tannhäuser, a całość miała być wygodną i nowoczesną rezydencją.

W czasach Ludwika nieszczególnie zawracano sobie głowę kwestiami konserwacji zabytków, stąd machnięto ręką na wierność rekonstrukcji. Ba, posunięto się o krok dalej – ponieważ władca uznał, że pozostałości po średniowiecznej twierdzy będą tylko przeszkadzać w realizacji jego wybujałych planów, kazał je rozebrać.

Wykonanie wstępnych rysunków zlecono… scenografowi, Christianowi Jankowi. Pod nadzorem architekta Eduarda Riedla stworzył on niezwykły projekt, który już wkrótce miał wpisać się na stałe w górski bawarski krajobraz.

Średniowieczny romantyzm
Zamek godny rycerzy króla Artura musiał przynajmniej częściowo nawiązywać do epoki, w której (podobno) żyli. Stąd Neuschwanstein, choć wybudowany pod koniec XIX wieku, pod wieloma względami jest germańskim zamkiem z wczesnego średniowiecza. Tak opisują go Natalia Szcześniak i Radosław Gajda:

*(…) architekt i scenograf nie wzorowali się na żadnej konkretnej budowli. Kilka detali zaczerpnęli z pobliskiego Wartburga, resztę zaprojektowali, sporo „ulepszając” na podstawie średniowiecznych ilustracji.

Z tej synergii zrodził się zamek, który nie traci żadnej okazji, żeby wyglądać malowniczo. Wieże, wieżyczki, okna stylizowane na romańskie biforia i triforia; balkony, wykusze – wszystkie te elementy wyglądają tak, jakby tylko czekały, aż pojawi się w nich śpiewak operowy i odśpiewa wielką arię.*

Trzeba przyznać, że już na pierwszy rzut oka zamek robi piorunujące wrażenie. A w środku przedstawia się – o ile to możliwe – jeszcze bardziej spektakularnie. Liczne malowidła, rzeźby czy mozaiki uwieczniają na wpół legendarne postaci z dawnych mitów, oper i baśni. Kapiąca złotem sala tronowa nawiązuje do architektury bizantyńskiej. Nad całością góruje kopuła ze złotym słońcem.

Twórcy tej pięknej, choć niezbyt wiernej rekonstrukcji zadbali też o wygody użytkowników budowli. Tak więc w zamku znajduje się nowoczesna (oczywiście na miarę XIX wieku) kuchnia, duże okna, elektryczne dzwonki, telefon oraz ogrzewanie. Szkoda jedynie, że pomysłodawca bajkowej konstrukcji nie doczekał jej ukończenia…

Wersal – wersja druga, poprawiona
Na tym szalony władca nie poprzestał – na wyspie Herrenchiemsee Ludwik, rojący sobie również, że ma coś wspólnego (poza imieniem) z Królem Słońce, Ludwikiem XIV Wielkim, kazał sobie zbudować nową, ulepszoną wersję Wersalu. Ulepszoną, bo… bardziej przestronną. Gajda i Szcześniak opisują:
Najbardziej widowiskowa sala zamku – Galeria Zwierciadlana – jest w tej bawarskiej kopii o 25 metrów dłuższa niż w oryginale. Inne pomieszczenia także odpowiednio przeskalowano. Ludwik II nie zapomniał o ogrodzie. Podobnie jak w Wersalu oparto go na monumentalnej osi biegnącej przez środek pałacu.

I tego projektu nie udało mu się zrealizować do końca. Tak naprawdę swoje wizje zdołał urzeczywistnić tylko raz – pod postacią pałacu Linderhof, wzorowanego na pałacyku Petit Trianon z czasów Ludwika XV (w ogrodach budowli bawarski władca kazał stworzyć podświetlaną kolorowymi lampami zasilanymi elektrycznie grotę z podziemnym jeziorem, po którym mógł pływać łodzią, wyobrażając sobie, że magicznie przeniósł się do świata Wagnerowskiej opery Pierścień Nibelunga).

Na drodze do spełnienia marzeń stanęły mu finanse, a właściwie ich brak. Skarbiec Wittelsbachów świecił pustkami, długi monarchy rosły. A przecież miał jeszcze w planach równie „kreatywną” rekonstrukcję pałacu Falkenstein! W końcu jednak zaniepokojeni obrotem spraw współpracownicy władcy doprowadzili do uznania go za niepoczytalnego.

Nieprzychylni mu ministrowie ze stryjem Luitpoldem na czele pozbawili go tronu, pojmali i umieścili w zamku Berg nad Starnberger See. Kilka dni później Ludwik w towarzystwie swojego osobistego lekarza, Bernharda von Guddena (tego samego, który zdiagnozował u króla szaleństwo) wybrał się na spacer wokół jeziora. Wieczorem 13 czerwca 1886 roku na brzegu znaleziono ciała obydwu mężczyzn.

Do dziś nie ustalono, co tak naprawdę wydarzyło się nad wodą. Niektórzy uważają, że Ludwik popełnił samobójstwo, zdaniem innych on i jego medyk padli ofiarą morderstwa. Kontrowersje budzi też domniemany obłęd monarchy. Współcześni historycy uważają, że jego dziwactwa mogły wynikać ze… stresu i ukrywanego przez lata homoseksualizmu. Choć patrząc na jego bajkowe zamki, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że musiał być choć trochę szalony.

#deadlyowrzuca #historia #ciekawostki


5 przypadków pielęgniarek i pielęgniarzy, którzy zamiast pomagać, nieśli śmierć!

Zobacz: https://lurker.land/post/QV5I2nVcT
Data dodania: 10/2/2020, 2:52:29 PM
Autor: deadlyo


Lata szkoły, nocne zmiany, ciężka praca - to jeden z trudniejszych zawodów na świecie. Zdecydowana większość pielęgniarek i pielęgniarzy to ludzie oddani i pomocni. Zdarzają się jednak wśród nich prawdziwe POTWORY! Sprawdźcie czym zapisała się w historii ta piątka!


1. Daniela Poggiali Jej przydomek to "Anioł śmierci", ta włoska pielęgniarka została oskarżona o zabicie 96 pacjentów w zaledwie dwa lata (2013, 2014), wynik ten sprawia, że jest ona jedną z najgorszych seryjnych morderczyń na świecie. Jakie były jej motywy? No cóż, jeśli uznała, że któryś z pacjentów ją denerwuje, zabijała go. Mordowała głownie ludzi z poważnymi chorobami, przeważnie przez podanie im zbyt dużej ilości leków. Po zabójstwach robiła sobie selfie ze zwłokami ofiar.


2. Charles Cullen Podejrzewany jest o zabicie ponad 300 pacjentów przez 16 lat pracy jako pielęgniarz. Jeśli wszystkie podejrzenia okażą się prawdziwe, oznaczało to będzie, że jest on seryjnym mordercą z największą liczbą uśmierceń na koncie ze wszystkich amerykańskich zabójców. Cullen wstrzykiwał pacjentom śmiertelne dawki digoksyny, co pozwalało mu przez długi czas pozostać niewykrytym. Utrzymuje on, że zabijał z litości, aby ulżyć chorym w cierpieniu. Mimo tego, że przyznał się do winy i współpracował z organami ścigania został skazany na 11-krotne dożywocie bez możliwości na wcześniejsze zwolnienie.


3. Amy Archer-Gilligan Pomiędzy rokiem 1907 a 1917 w jednym z domów opieki w Connecticut doszło aż do 60 śmierci - wtedy zaczęto podejrzewać, że jedna z opiekunek, Amy Archer-Gilligan może mieć coś z nimi wspólnego. Ostatecznie okazało się, że zatruwała ona jedzenie pacjentów arszenikiem. Zabiła ona w ten sposób również pięciu swoich mężów - upewniając się uprzednio, że zapisali oni jej wszystko w swoich testamentach.


4. Genene Jones Większość pielęgniarek i pielęgniarzy morderców miała w zwyczaju zabijać głównie starsze osoby. Genene Jones miała jednak inne… "hobby". Między 1971 a 1984 roku wstrzykiwała ona noworodkom digoksynę, a później próbowała je odratować. Była bowiem uzależniona od wdzięczności rodziców, których potomek został przez nią "wyleczony" - nie mieli oni jednak świadomości, że to właśnie pielęgniarka sprawiała, że dzieci byłe bliskie śmierci. Przez 13 lat przez ten proceder zginęło 60 noworodków.


5. Benjamin Geen W 2004 roku został on zatrzymany za posiadanie śmiertelnych dawek środków zwiotczających mięśnie, zaraz po tym jak w szpitalu, w którym pracował doszło do zadziwiająco dużej ilości zatrzymania krążenia u pacjentów. Okazało się, że Green był podniecony kiedy widział jak lekarze starają się przywrócić akcje serca u pacjentów. Niestety, kilka ofiar jego "zabaw" zmarło.

Źródło: https://straszne-historie.pl/story/11742-mordujace-pielegniarki
#deadlyowrzuca #ciekawostki #medycyna


Polacy w pierwszych na świecie e-zawodach z astronomii i astrofizyki

Zobacz: https://lurker.land/post/TG6ClBfv0
Data dodania: 9/30/2020, 10:40:14 PM
Autor: deadlyo

Tegoroczna Międzynarodowa Olimpiada z Astronomii i Astrofizyki, która miała odbyć się w Kolumbii, została odwołana ze względu na pandemię koronawirusa. Zawody odbywają się jednak w nowej formule. Polska drużyna liczy 5 osób.
Pandemia Covid-19 sprawiła, że odwołano 14. Międzynarodową Olimpiadę z Astronomii i Astrofizyki (IOAA), która miała odbyć się w tym roku w Kolumbii. W jej miejsce zorganizowane zostały zawody on-line (The Global e-Competition on Astronomy and Astrophysics), w których biorą udział drużyny z 40 krajów.

Polskę reprezentują uczestnicy LXIII Olimpiady Astronomicznej organizowanej przez Planetarium Śląskie. W związku z faktem, że z powodu pandemii koronawirusa nie doszło do zawodów centralnych w Chorzowie reprezentację Polski na zawody międzynarodowe wyłoniono na podstawie najlepszych wyników uzyskanych w zawodach okręgowych. Są to:

Mateusz Kapusta – III LO im. Adama Mickiewicza we Wrocławiu,
Jakub Kappes – Publiczne Liceum Ogólnokształcące Politechniki Łódzkiej,
Antoni Skoczypiec– V LO im. Augusta Witkowskiego w Krakowie,
Michał Stefanik– IV LO im. Stanisława Staszica w Sosnowcu,
Kornel Howil – XIII Liceum Ogólnokształcące w Szczecinie

Polska reprezentacja została zgrupowana w hotelu na Stadionie Śląskim, w tymczasowej siedzibie Planetarium. Uczestników międzynarodowych zmagań on-line czekają trzy dni zawodów. Każdego dnia punktualnie o 14:00 otworzy się „okno” dla Europy. Dla pozostałych kontynentów o innych godzinach. Wtedy zawodnikom zostaną przesłane łączami internetowymi zadania w języku angielskim i polskim. Będą oni rozwiązywać zadania z teorii, analizy danych, a także wykonywać zadania obserwacyjne. Tak jak w przypadku IOAA uczestnicy zawodów będą rywalizować ze sobą indywidualnie i drużynowo.

- Jeśli wszystko pójdzie dobrze w przyszłym roku Międzynarodowa Olimpiada z Astronomii i Astrofizyki odbędzie się tak jak zaplanowano i wtedy spotkamy się osobiście. Jeśli nie, nasze drogi się skrzyżują w przyszłości - napisał do uczestników e-zawodów Greg Stachowski, prezydent IOAA.

Polskim zespołem opiekują się Waldemar Ogłoza i Damian Jabłeka z Planetarium Śląskiego, pełniąc jednocześnie rolę liderów i tłumaczy oraz współorganizując całe przedsięwzięcie. Zawody odbywają się pod okiem kamery, a po drugiej stronie sędziowie bacznie śledzą, czy rozwiązania są samodzielne. Wyniki zawodów poznamy już 23 października podczas gali, która również zostanie zorganizowana w Internecie.

Polska jest jednym z krajów - założycieli Międzynarodowej Olimpiady z Astronomii i Astrofizyki. W 2011 roku olimpiada międzynarodowa została zorganizowana w Planetarium Śląskim w Chorzowie.

Źródło: https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/polacy-w-pierwszych-na-swiecie-e-zawodach-z-astronomii-i-astrofizyki

#deadlyowrzuca #ciekawostki #polska


Odkryto drugą płaszczyznę Układu Słonecznego

Zobacz: https://lurker.land/post/dqjwAjgF5
Data dodania: 9/30/2020, 10:37:35 PM
Autor: deadlyo

Badanie ruchów komet wskazuje, że Układ Słoneczny ma drugą płaszczyznę wyrównania. Analityczne badanie orbit komet długookresowych pokazuje, że aphelia komet, punkty, w których znajdują się najdalej od Słońca, mają tendencję do opadania w pobliżu dobrze znanej płaszczyzny ekliptyki, na której znajdują się planety, lub nowo odkrytej „pustej ekliptyki”. Ma to ważne implikacje dla modeli dotyczących tego, jak komety powstawały pierwotnie w Układzie Słonecznym.

W Układzie Słonecznym planety i większość ciał poruszają się mniej więcej w tej samej płaszczyźnie orbitalnej, zwanej ekliptyką, ale są wyjątki, takie jak komety. Komety, zwłaszcza długookresowe, którym wykonanie jednego pełnego obiegu wokół Słońca zajmuje dziesiątki tysięcy lat, nie są ograniczone do obszaru w pobliżu ekliptyki; są postrzegane jako przychodzące i odchodzące w różnych kierunkach.

Modele formowania się Układu Słonecznego sugerują, że nawet długookresowe komety pierwotnie powstały w pobliżu ekliptyki, a później, w wyniku oddziaływań grawitacyjnych, w szczególności z gazowymi olbrzymami, zostały rozproszone na orbity obserwowane obecnie. Ale nawet przy rozpraszaniu, aphelium komety powinno pozostać blisko ekliptyki. Do wyjaśnienia obserwowanych różnic potrzebne są inne siły zewnętrzne. Układ Słoneczny nie istnieje w izolacji; pole grawitacyjne Galaktyki Drogi Mlecznej, w której się znajduje, również wywiera niewielki, ale nie niezauważalny, wpływ. Arika Higuchi, adiunkt na Uniwersytecie Zdrowia Pracy i Środowiska w Japonii, zbadała wpływ grawitacji Galaktyki na komety długookresowe poprzez analityczne badanie równań rządzących ruchem orbitalnym. Pokazała, że gdy weźmie się pod uwagę grawitację Galaktyki, aphelium komet długookresowych ma tendencję do gromadzenia się wokół dwóch płaszczyzn. Najpierw dobrze znana ekliptyka, ale także druga „pusta ekliptyka”. Ekliptyka jest nachylona w stosunku do dysku Drogi Mlecznej o około 60o. Pusta ekliptyka również jest nachylona pod kątem 60o ale w przeciwnym kierunku. Higuchi nazywa to „pustą ekliptyką” w oparciu o nomenklaturę matematyczną, ponieważ początkowo nie zawiera ona żadnych obiektów, a dopiero później jest wypełniona rozproszonymi kometami.

Higuchi potwierdziła swoje przewidywania, porównując je z obliczeniami numerycznymi wykonanymi częściowo na klastrze PC w Center for Computational Astrophysics NAOJ. Porównanie wyników analitycznych i obliczeniowych z danymi dla komet długookresowych skatalogowanych w bazie danych NASA JPL Small Body Database wykazało, że rozkład ma dwa szczyty, w pobliżu ekliptyki i pustej ekliptyki, zgodnie z przewidywaniami. Jest to mocna wskazówka, że modele formowania są poprawne a komety długookresowe uformowały się na ekliptyce. Jednak Higuchi ostrzega: „Ostre szczyty nie znajdują się dokładnie na ekliptyce lub pustych płaszczyznach ekliptyki, ale w ich pobliżu. Badanie rozmieszczenia obserwowanych małych ciał musi obejmować wiele czynników. W przyszłości naszą pracą będzie szczegółowe badanie rozmieszczenia komet długookresowych. Projekt badania całego nieba, zwany LSST (Legacy Survey of Space and Time), dostarczy cennych informacji do tego badania.”

Opracowanie:

Agnieszka Nowak

Źródło: https://www.urania.edu.pl/index.php/wiadomosci/odkryto-druga-plaszczyzne-ukladu-slonecznego

#deadlyowrzuca #ciekawostki #astronomia


Biblioteka Celsusa w Efezie w Turcji

Zobacz: https://lurker.land/post/doDZuzZR9
Data dodania: 9/26/2020, 11:10:24 PM
Autor: deadlyo

Biblioteka Celsus jest jedną z najpiękniejszych budowli w Efezie. Biblioteka Celcjusza została wybudowana w 117 r. n.e. Oto ciekawostki o tej budowli.

Biblioteka Celsusa była monumentalnym grobowcem dla Gajusza Juliusza Celsusa Polemaeanusa, gubernatora prowincji Azji. Grób Celsusa znajdował się pod parterem, po drugiej stronie wejścia, a nad nim znajdował się pomnik Ateny. Ponieważ Atena była boginią mądrości.

Zwoje rękopisów przechowywane były w kredensach we wnękach na ścianach. Za regałami na książki znajdowały się podwójne ściany, aby nie dopuścić do skrajnych temperatur i wilgotności. Pojemność biblioteki wynosiła ponad 12000 zwojów. Była to trzecia najbogatsza biblioteka w starożytności.

Fasada biblioteki jest dwupiętrowa, z kolumnami w stylu korynckim na parterze i trzema wejściami do budynku. Na górnym piętrze znajdują się trzy otwory okienne. Zastosowali oni optyczny trik polegający na tym, że kolumny po bokach fasady są krótsze niż te po środku, co daje złudzenie, że budynek jest większy.

Wnętrze biblioteki i jej zawartość zostały zniszczone w pożarze, który powstał w wyniku trzęsienia ziemi lub inwazji gotyckiej w 262 r. p.n.e., a fasada w wyniku trzęsienia ziemi w X lub XI w. Przez wieki leżała w ruinie, aż do czasu, gdy fasada została odbudowana przez archeologów w latach 1970-1978.

Posągi we wnękach kolumn są dziś kopiami oryginałów. Posągi symbolizują mądrość – Sophia – , wiedzę – Episteme – , inteligencję – Ennoia – i męstwo – Arete. Są to cnoty Celsusa.

Biblioteka została odrestaurowana z pomocą Austriackiego Instytutu Archeologicznego, a oryginały posągów zostały przewiezione do Muzeum Efezjańskiego w Wiedniu w 1910 roku.

Za panowania cesarza Hadriana wybudowano w Wiedniu audytorium, w którym odbywały się wykłady i prezentacje.

Co ciekawe, Celsus cieszył się udaną karierą wojskową i polityczną, ponieważ służył jako dowódca w rzymskiej armii, zanim został wybrany na konsula w Rzymie w 92 r. n.e. Celsus, pochodzący z Sardis, był jednym z pierwszych mężczyzn z greckojęzycznych prowincji wschodnich, który służył jako konsul, najwyżej wybierany urząd w cesarskim Rzymie.

Do czego służyła Biblioteka Celsusów?

Biblioteka została zbudowana w celu przechowywania 12000 zwojów i służyła jako monumentalny grób Celsusa. Celsus jest pochowany w sarkofagu pod biblioteką, w głównym wejściu. Jest to zarówno krypta zawierająca jego sarkofag, jak i pomnik grobowy.

Ile lat ma biblioteka Efezu?

Biblioteka Celsusa w starożytnym Efezie, znajdująca się w zachodniej Turcji, była repozytorium ponad 12000 zwojów i jednym z najbardziej imponujących budynków Cesarstwa Rzymskiego. Zbudowana w II wieku naszej ery, została nazwana na cześć byłego rzymskiego gubernatora miasta.

Z czego znany jest Efez?

Efez był starożytnym miastem portowym, którego dobrze zachowane ruiny znajdują się we współczesnej Turcji. Miasto było kiedyś uważane za najważniejsze miasto greckie i najważniejsze centrum handlowe w regionie Morza Śródziemnego. Na przestrzeni dziejów Efez przetrwał wiele ataków i wielokrotnie przechodził z rąk do rąk w ręce zdobywców.

Kto zbudował miasto Efez?

W IV wieku p.n.e. Lizymach, jeden z dwunastu generałów Aleksandra Wielkiego, założył nowe miasto Efez. Kiedy w 133 r. p.n.e. Azja Mniejsza została włączona do Cesarstwa Rzymskiego, Efez został wyznaczony jako stolica nowej prowincji Azji.

Czy Efez jest wart odwiedzenia?

Jeśli masz okazję go odwiedzić, to zrób to – warto do niego pojechać. Efez jest fascynujący i niesamowity, a także całkiem piękny. Miejsce jest bardzo duże i zajmuje co najmniej kilka godzin, aby je zwiedzić.

Źródło: https://fajnepodroze.pl/biblioteka-celsusa-w-efezie/

#deadlyowrzuca #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia


Dinozaury w nowej odsłonie. Rozwój techniki pozwala na zdumiewająco szczegółowe rekonstrukcje

Zobacz: https://lurker.land/post/6-VGvzmDh
Data dodania: 9/26/2020, 8:37:50 PM
Autor: deadlyo

Dinozaury w nowej odsłonie. Rozwój techniki pozwala na zdumiewająco szczegółowe rekonstrukcje

Wykorzystując nowatorskie techniki naukowe i zalew odkrywanych ostatnio skamielin, paleontolodzy spisują na nowo naszą wiedzę o tych prastarych stworach – od koloru ich skóry i piór po sposób wychowywania młodych, tryb życia i ewolucję.

W chłodne styczniowe popołudnie Susannah Maidment, kuratorka brytyjskiego Muzeum Historii Naturalnej, stoi nad brzegiem jeziora w Londynie, patrząc na stado dinozaurów. Przyszła tu oprowadzić mnie po Crystal Palace Park, który od 1854 r. prezentuje pierwszą na świecie wystawę dinozaurów. Te rzeźby natychmiast zrobiły furorę i zapoczątkowały dinomanię, która jest z nami od tamtej pory. Ponad sto lat przed tym, jak Steven Spielberg olśnił świat Parkiem jurajskim, dinozaury z Crystal Palace przyciągały po 2 mln zwiedzających rocznie przez trzy kolejne dekady, a Charles Dickens wspomniał o jednym z nich w swojej powieści Samotnia.

Aby umożliwić nam dokładne obejrzenie tych pomników sprzed 166 lat, Ellinor Michel i Sarah Jayne Slaughter z zarządu organizacji non profit Friends of Crystal Palace Dinosaurs prowadzą nas przez metalową furtkę na brzeg jeziorka, gdzie zakładamy wodery, żeby się przeprawić. Źle wymierzony krok sprawia, że wpadam do wody i gramolę się na brzeg wysepki, ociekając mazią i pachnąc osadami ze stawu.

– Witamy na Wyspie Dinozaurów – woła Slaughter uśmiechnięta od ucha do ucha.Jasnozielone rzeźby, wciśnięte między paprocie i gąbczaste połacie mchu, są imponujące, a nawet władcze. Dwa iguanodony, roślinożercy z okresu kredy, przypominają ogromne iguany z guzami na pyskach – które, jak obecnie uważają naukowcy, były kolcami na ich kciukach.
Chciałoby się odrzucić to zbiorowisko jako przestarzałe albo mogące stanowić scenografię filmów klasy B, ale Maidment widzi w dinozaurach z Crystal Palace to, czym są naprawdę – efektem najnowszej wiedzy z tamtych czasów opartym na zestawieniu żyjących zwierząt z nielicznymi skamieniałościami dostępnymi wówczas badaczom.

Naukowcy nadal korzystają z tej techniki przy odtwarzaniu fantastycznych stworzeń, wypełniając luki w prastarych skamielinach. Kości nie zachowują śladów policzków na dawnych pyskach, mówi Maidment, kiedy zatrzymujemy się między dwoma posągami.

W ciągu prawie dwóch wieków, które minęły od tamtej pory, naukowcy zdobyli na temat dinozaurów wiedzę znacznie większą niż ta, o której mogli marzyć budowniczowie Crystal Palace Park. Teraz nasze rozumienie tych stworzeń przechodzi kolejną rewolucję i zmusza do przemyślenia ich popularnej wizji. Przez kilka lat naukowcy odkrywali rocznie średnio 50 nowych gatunków dinozaurów. Dawniej takie tempo było nie do pomyślenia.

#deadlyowrzuca #ciekawostki #nauka


Ultrafioletowa zorza polarna zaobserwowana wokół komety.

Zobacz: https://lurker.land/post/RChCah2Pl
Data dodania: 9/26/2020, 4:17:29 PM
Autor: deadlyo

Obserwacje dokonane przez sondę Rosetta ujawniają, że kometa 67P / Churyumov-Gerasimenko posiada własną zorzę polarną, która – w przeciwieństwie do zjawiska występującego na Ziemi – mieni się w niewidzialnym świetle ultrafioletowym.

Wyniki obserwacji opisano w Nature Astronomy. Dzięki odkryciu zorzy wokół komety 67P, dołączyła ona do komety C/Hyakutake, Marsa, Saturna i księżyców Jowisza jako znanych ciał niebieskich, na których występują tego typu zjawiska.

Elektrony w wietrze słonecznym – strumieniu naładowanych cząstek nieustannie wypływającym ze Słońca – oddziałują z gazem otaczającym 67P, tworząc poświatę zorzy – wyjaśnia planetolożka Marina Galand z Imperial College London, która wraz z zespołem prowadziła badania.

https://youtu.be/n5ig2Ajk0-w

Elektrony wiatru słonecznego są przyciągane w kierunku komety przez pole elektryczne otaczające 67P – podobnie jak w przypadku elektronów wpadających do ziemskiej atmosfery, przyciąganych przez nasze bieguny magnetyczne. Na Ziemi elektrony zderzają się z tlenem lub azotem, „barwiąc” niebo na różne kolory.

Ale w przypadku 67P elektrony zderzają się z cząsteczki wody znajdującymi się ogonie komety, czyli osłonie gazowej. Następnie rozbija cząsteczki wody i powoduje, że część powstałych atomów tlenu i wodoru świeci w ultrafiolecie. Podobna interakcja rozbijająca wodę tworzy zorze polarne na księżycach Jowisza – wyjaśnia Science News.

https://youtu.be/FH0j7yOMUvk

Także w przeciwieństwie do Ziemi, 67P nie ma pola magnetycznego, które kierowałoby zbliżające się elektrony wiatru słonecznego w kierunku biegunów i tworzyło zorze polarne z wyraźnymi wzorami na niebie. Dlatego też, gdyby ultrafioletowa zorza polarna 67P była widoczna dla ludzkiego oka, wyglądałaby jak rozproszona aureola wokół komety.

Takie zorze kometarne mogłyby posłużyć do badania zmian wiatru słonecznego – mówi Marina Galand. A badania nad wiatrem słonecznym mogłyby z kolei poprawić prognozowanie pogody kosmicznej, która może mieć niszczycielski wpływ na wysyłane przez nas w przestrzeń kosmiczną satelity i sondy.

#deadlyowrzuca #ciekawostki #astronomia #kosmos


Odkryli Ziemię Pi. Jest niemal tej wielkości, co nasza

Zobacz: https://lurker.land/post/EMdxwrGOg
Data dodania: 9/26/2020, 3:59:07 PM
Autor: deadlyo

Odkrycie każdej nowej egzoplanety przynosi naukowcom dużo radości. Znalezienie takiej, której czas orbitowania wynosi dokładnie 3.14 dni ziemskich to jak wisienka na torcie. Dlatego skalista bryła wielkości naszej własnej planety z niepozornej K2-315b szybko stała się Ziemią π (Pi).

Stosunek obwodu koła (długości okręgu) do długości jego średnicy, nazywany czasem stałą Archimedesa, lub ludolfiną (w zależności od tego, czy doceniamy bardziej dorobek Archimedesa czy Ludolpha van Ceulena), w matematyce określa się jako liczbę π a jej wartość zapisuje w skrócie właśnie jako 3.14.

Pierwsze podejrzenia, że pięciokrotnie mniejszy od naszego Słońca, czerwony karzeł K2-315 ma w swoim pobliżu jakąś planetę sięgają 2017 roku. Podczas drugiej misji Kosmicznego Teleskopu Keplera dokonano obserwacji wspomnianej K2-315 i dostrzeżono spadki świecenia w 20 regularnych interwałach.

Zastosowana tu tzw. technika tranzytu jest jedną ze typowych metody poszukiwania planet pozasłonecznych. Każdy taki spadek jasności świecenia gwiazdy oznacza zazwyczaj, że na linii między obserwatorem a gwiazdą coś przez chwilę przesłania widok. Taki ”tranzyt” planety objawia się właśnie w postaci fluktuacji światła emitowanego przez gwiazdę.

Nie jest to zbyt dokładna metoda, choć dość prosta i pozwala na szukanie planet pozasłonecznych na dużym wycinku nieba. Dość rzec, że potrzeba było trzech lat by wrócić do obserwacji K2-315. Podjął się tego astronom Prajwal Niraula ze swoimi kolegami. Bazując na danych z Keplera dokładniej przyjrzeli się K2-315 z pomocą sieci teleskopów SPECULOOS zaprojektowanych właśnie do poszukiwania planet pozasłoneczych wielkości Ziemi kręcących się wokół czerwonych karłów.

W lutym dostrzegli trzy nowe fluktuacje z dokładnie tym samym interwałem co Kepler, czyli owe 3,14 ziemskiego dnia. Dodatkowo potwierdzili, że za fluktuacją stoi planeta o wielkości równej 95 proc. Ziemi wykonując obraz widma gwiazdy z pomocą instrumentu HIRES działającym w obserwatorium W.M. Kecka na Hawajach. K2-315b jest najpewniej planetą skalistą jak nasza, Wenus, Merkury lub Mars ale pełnego składu nie da się szybko określić. Do tego potrzeba badania spektroskopowego wykorzystującego efekt Dopplera. Chodzi o to, że planeta zostawia ślady w widmie gwiazdy.

Gdy planeta i gwiazda krążą wokół wspólnego środka masy, w konsekwencji zmienia się szybkość radialna gwiazdy. Zgodnie z efektem Dopplera linie widmowe przesuwają się w kierunku fioletu podczas przybliżania się do nas gwiazdy, a w wypadku oddalania się przesuwają się w stronę czerwieni. Te zmiany długości fali można mierzyć przy pomocy narzędzi spektroskopowych. Na podstawie wielkości amplitud zmian prędkości układu można wnioskować o masie obiektów.

Nie ma jednak wątpliwości, że jeżeli nawet K2-315b jest skalista, to z racji bliskości do własnej gwiazdy jest tam zbyt ciepło (w okolicach 177 st. C), by utrzymała się tam woda w postaci płynnej. Na Ziemię π raczej się nie przeniesiemy. Jest to jednak świetny obiekt do dalszych badań, np. składu jej atmosfery. Analiza dotychczas zdobytych informacji na temat tej planety pozasłonecznej znalazła się w czasopiśmie ”The Astronomical Journal”

#deadlyowrzuca #kosmos #astronomia #ciekawostki


Szwedzi budują największy żaglowiec na świecie. Oceanbird pomieści aż 7 tys. pojazdów

Zobacz: https://lurker.land/post/tu3kELNdx
Data dodania: 9/26/2020, 10:04:49 AM
Autor: deadlyo

Inżynierowie ze Szwecji pracują nad wizjonerskim projektem, który może zrewolucjonizować współczesny transport morski i uczynić go bardziej ekologicznym. Wszystko za sprawą powrotu do rozwiązań znanych od około 7000 lat.

Łodzie żaglowe wykorzystywano od tysięcy lat, najstarsze odkrycia archeologiczne wskazują, że ludzkość znała je już w piątym tysiącleciu przed naszą erą. Podobne łodzie przez wieki odgrywały kluczową rolę w odkryciach geograficznych, wojnach i handlu.

Nowa era w transporcie morskim?

Dziś żaglówki są wykorzystywane głównie do rekreacji. Supertankowce i wielkie transportowce napędzane tanim i mającym negatywny wpływ na środowisko paliwem, zastąpiły wiatr. Miało to swoją cenę. Spalanie paliw kopalnych w żegludze odpowiada za emisję do atmosfery nawet 30 procent tlenków azotu, 9 procent tlenków siarki i 3 procent dwutlenku węgla.

W odpowiedzi na rosnące obawy związane z globalnym ociepleniem Międzynarodowa Organizacja Morska (będąca agencją ONZ) zdecydowała, że do końca tej dekady transport odbywający się drogą morską musi ograniczyć emisję szkodliwych substancji o 40 procent.

Rosnąca świadomość ekologiczna sprawia, że wiele firm już zaczęło poszukiwać bardziej ekologicznych sposobów na transport towarów. Wykorzystują w tym celu najnowocześniejsze technologie oraz nowo powstałe materiały. Być może stoimy u progu nowej ery w transporcie morskim.

Oceanbird

Szwedzka firma Wallenius Marine ogłosiła plany budowy nowoczesnego, napędzanego wiatrem statku transportowego, który mógłby przewozić jednocześnie nawet 7000 samochodów i ciężarówek.

Transportowiec nazwano Oceanbird, co na język polski można przetłumaczyć jako „Ptak Oceanu”. Statek będzie posiadał pięć niemal 80-metrowych, chowanych żagli wykonanych z metalu i materiałów kompozytowych. Żagle będą mogły być opuszczane w taki sposób, aby ich wysokość nie przekraczała 20 metrów. Ma to umożliwić przepływanie pod mostami oraz dostosowanie się do zmiennych warunków pogodowych.

https://youtu.be/pZVDs4n_a0M

Okręt będzie miał 200 metrów długości i 40 metrów szerokości. Po zakończeniu budowy będzie on zatem największym żaglowcem na świecie. Oceanbird ma podróżować ze średnią prędkością 10 węzłów (ok. 18-20 km/h). Będzie zatem nieco wolniejszy, niż konwencjonalne transportowce. Jednak wykorzystanie wiatru oznacza, że może on wyeliminować szkodliwe emisje nawet o 90 procent.

Ekologiczna żegluga

- Naszą wizją jest wytyczenie drogi do prawdziwie zrównoważonej ekologicznie żeglugi - przekonywał dyrektor Wallenius Marine Per Tunell, podczas konferencji prasowej. - Oczywiście chcemy też, aby inni do nas dołączali – mówił.

Na pytanie, dlaczego firma była skłonna podzielić się tak wieloma szczegółami na temat budowy statku Tunell odpowiedział, że „w tym przypadku nie chodzi o konkurencję”. - Chodzi raczej o kierunek, który wszyscy musimy obrać. Będąc transparentni w tym procesie, chcemy zainspirować innych do przekraczania granic wyobraźni… Musimy dokonać zmiany i nie może to już dłużej czekać – stwierdził.

Podczas konferencji zauważono, że jak na ironię ekologiczny transportowiec będzie wykorzystywany do przewozu zanieczyszczających powietrze samochodów. - Przemysł samochodowy również przechodzi poważne zmiany i to szybko. Powiedziałbym, że znacznie wyprzedzają one przemysł żeglugowy i jestem przekonany, że samochody przyszłości będą zeroemisyjne. Oceanbird wpisuje się w to, co wielu producentów pojazdów robi już dziś – odpowiedział Tunell.

Wallenius Marine wraz ze szwedzkimi naukowcami zbudowali już niewielki model statku i w ciągu najbliższych kilku miesięcy będą go testować na wodach morskich. Do końca przyszłego roku mają zakończyć się prace projektowe. Pierwszy statek tego typu ma opuścić stocznię przed 2025 rokiem.

#deadlyowrzuca #ciekawostki #ekologia #statki

Źródło: Techxplore, fot. Wallenius Marine


Żywność ekologiczna – czyli jaka?

Zobacz: https://lurker.land/post/eo5sNy8Oi
Data dodania: 9/26/2020, 10:01:12 AM
Autor: deadlyo

Moda na żywność spod znaku „bio”, „organic”, „eko” zatacza coraz szersze kręgi. Kiedyś była ona dostępna tylko w specjalistycznych sklepach. Dziś można ją znaleźć już w prawie każdym większym markecie. Jest jednak znacznie droższa od „zwykłej” żywności. Czy naprawdę warto ją kupować?


Zacznijmy od tego, że określenia „bio” (biologiczny), „organic” (organiczny) i „eko” (ekologiczny), zgodnie z obowiązującym w UE prawem, oznaczają dokładnie to samo, czyli żywność wytworzoną na bazie surowców pochodzących z rolnictwa ekologicznego, produkowaną w kontrolowanych i certyfikowanych gospodarstwach, zakładach i przetwórniach. Tylko takie produkty mogą być oznaczane wspomnianymi określeniami, a także unijnym logo żywności ekologicznej (tzw. eko-liściem).

Zgodnie z prawem, każdy spożywczy produkt ekologiczny musi więc posiadać specjalny certyfikat, będący dowodem jego produkcji w oparciu o ściśle określony reżim jakościowy i sanitarny. System kontroli i certyfikacji żywności ekologicznej w Polsce tworzą: Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS), a także niezależne jednostki certyfikujące (obecnie jest ich 13), upoważnione do przeprowadzania kontroli oraz wydawania i cofania certyfikatów. Dodajmy, że IJHARS nadzoruje też import żywności ekologicznej z krajów trzecich (m.in. poprzez kontrolę graniczną).

Jakie kryteria musi spełniać żywność ekologiczna?
Aby uzyskać eko-certyfikat producenci żywności muszą spełnić wiele szczegółowych kryteriów, które w dużej mierze sprowadzają się do stosowania dość ograniczonego, ściśle określonego wachlarza dozwolonych, naturalnych środków i sposobów produkcji oraz surowców. Są one oczywiście różne w zależności od rodzaju produkcji rolno-spożywczej. O tym, że przestawienie się na produkcję ekologiczną nie jest łatwe, świadczyć może m.in. fakt, że gospodarstwa rolne chcące uzyskać eko-certyfikat muszą najpierw odczekać 2-3 lata w ramach tzw. „konwersji”, która ma przyczynić się m.in. do rozkładu pozostałości stosowanych wcześniej środków agrochemicznych oraz służyć osiągnięciu „równowagi ekologicznej” w gospodarstwie.

„Podstawą nawożenia jest próchnica (humus) uzyskiwana w procesie kompostowania obornika i/lub innych materiałów organicznych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego (obornik, jeśli nie przekompostowany - musi być wstępnie rozłożony)” – czytamy na stronie internetowej jednej z najstarszych jednostek certyfikujących w Polsce.

Eko-ograniczenia dotyczą również hodowli zwierząt. Na przykład w ich żywieniu w gospodarstwach ekologicznych wyklucza się pasze przemysłowe, zawierające różne syntetyczne dodatki.

„Warunki chowu i utrzymania zwierząt muszą być zgodne z ich wymaganiami gatunkowymi, czyli – zapewniać im dobrostan. Regułą jest wychów pastwiskowy latem i dostęp do wybiegów zimą: zwierzęta muszą mieć możliwość ruchu na powietrzu. W budynkach inwentarskich należy im zapewnić dostateczną wielkość stanowiska, stały dostęp do wody i pasz, wystarczającą ilość światła i naturalną ściółkę” – czytamy w wytycznych dla eko-rolników.

To jednak dopiero początek tzw. łańcucha żywnościowego – który prowadzi od pola do stołu. Na etapie przechowywania, transportu i przetwarzania żywności ekologicznej także obowiązują liczne ograniczenia.

„Przetwórstwo oraz dalsze etapy postępowania z eko-produktami mają na celu zachowanie, w jak największym stopniu, pierwotnej jakości ekologicznych płodów rolnych. Dopuszczalne są tradycyjne metody: mechaniczne, fizyczne, fermentacyjne oraz ograniczona liczba sprawdzonych od lat substancji dodatkowych” – zaznaczają eksperci od certyfikacji.

W praktyce oznacza to, że w eko-przetwórstwie nie mogą być stosowane m.in.: syntetyczne dodatki i substancje wspomagające (np. sztuczne barwniki, emulgatory, stabilizatory, konserwanty, przeciwutleniacze, substancje powlekające itd.). Na tym jednak nie koniec obostrzeń.

„Stosowanie w produkcji ekologicznej organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO) jest zabronione. Napromienianie żywności jest zabronione. Pomieszczenia składowe nie mogą być traktowane pestycydami. Wykluczone są toksyczne materiały budowlane, farby, etc.” – wyliczają eksperci z jednostki certyfikującej.

Obostrzenia dotyczą także opakowań produktów oraz informacji używanych w marketingu eko-żywności.

„Wieloskładnikowe produkty przetworzone muszą zawierać co najmniej 95 proc. składników eko-rolniczych, by dany środek spożywczy mógł być oznakowany jako produkt rolnictwa ekologicznego. Jako składniki konwencjonalne (do 5 proc.) mogą być stosowane wyłącznie produkty wymienione w urzędowym wykazie, ustalanym na szczeblu Komisji Europejskiej” – zaznacza jednostka certyfikująca.

Dodajmy jeszcze, że inspektorzy kontrolujący jakość produkcji ekologicznej realizują nie tylko kontrole stałe, regularne i zapowiedziane, lecz także wyrywkowe, w czasie których, poza samą wizytacją, mogą być pobierane do badań m.in. próbki gleby, wybranych produktów, a także środków używanych w produkcji (np. pasz czy nawozów). Badania takich próbek realizowane są w niezależnych, akredytowanych laboratoriach, których w Polsce działa około 40. System kontroli ma gwarantować jakość certyfikowanych produktów ekologicznych oraz przeciwdziałać ich „zafałszowaniom”, przez nieuczciwych lub nieprofesjonalnych producentów.

Czy żywność ekologiczna jest „zdrowsza” od „zwykłej”?
Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. Z jednej strony producenci żywności ekologicznej podkreślają na każdym kroku, że ich wyroby są wolne od „chemii”, a więc pozostałości m.in. pestycydów, nawozów sztucznych i innych syntetycznych środków wykorzystywanych w nowoczesnej, wysokowydajnej produkcji rolnej. Z drugiej strony duża część lekarzy, dietetyków i ekspertów ds. zdrowia publicznego zwraca uwagę na fakt, że brakuje wciąż jednoznacznych, przekonujących i wysokiej jakości dowodów naukowych na to, że pod względem wartości odżywczej żywność ekologiczna istotnie różni się od konwencjonalnej.

„Są badania wskazujące, że niektóre partie żywności ekologicznej, np. owoce i warzywa, maja wyższą zawartość np. polifenoli i antocyjanów (substancji o właściwościach przeciwutleniających) oraz mniejszą zawartość kadmu. Czasami jednak nie stwierdza się istotnych różnic w zawartości pozostałych składników odżywczych w porównaniu z produktami z upraw konwencjonalnych. Zatem certyfikat eko nie daje pewności, że wartość odżywcza lub smak produktu będą lepsze niż takiego samego produktu, ale otrzymanego metodami konwencjonalnymi” – przyznali eksperci Narodowego Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH).

Warto w tym miejscu przypomnieć głośne swego czasu badanie porównawcze dotyczące żywności ekologicznej i konwencjonalnej, przeprowadzone przez naukowców z London School of Hygiene Tropical Medicine, na zlecenie brytyjskiej rządowej agencji Food Standards Agency. Wyniki tego badania zostały opublikowane w renomowanym czasopiśmie naukowym „The American Journal of Clinical Nutrition". Polegało ono na systematycznym przeglądzie tysięcy publikacji naukowych dotyczących wartości odżywczej żywności ekologicznej oraz konwencjonalnej, pochodzących z okresu aż 50 lat. Wnioski z tej analizy były takie, że bardzo niewiele publikacji na ten temat miało wysoką jakość (jedynie 55), a na podstawie tych prac stwierdzono, że żywność ekologiczna nie różni się istotnie pod względem wartości odżywczej, od konwencjonalnej. Główną stwierdzoną różnicą było to, że eko-żywność pochodzenia roślinnego zawierała więcej fosforu, a żywność konwencjonalna więcej azotu.

Skoro jednak żywność ekologiczna nie przewyższa wyraźnie konwencjonalnej pod względem wartości odżywczej, to może przynajmniej jest od niej dużo bardziej bezpieczna, z uwagi na mniejszą zawartość tzw. agrochemii?

„Wyniki badania żywności w Europie opublikowane przez EFSA nie wykazują, w ok. 97-98 proc. pobranych próbek, przekroczeń pozostałości pestycydów w żywności konwencjonalnej. Tam gdzie wykrywane są przekroczenia, żywność jest wycofywana natychmiast z rynku. Nie ma również badań, które by potwierdzały, że stosowanie żywności ekologicznej w porównaniu do żywności konwencjonalnej daje korzyści dla zdrowia” – przyznają eksperci z NIZP-PZH.

Oczywiście, ludzie kupują eko-żywność nie tylko z uwagi na jej wartość odżywczą i walory zdrowotne, lecz także w trosce o środowisko naturalne i dobrostan zwierząt. Ci, którzy jednak wydają duże pieniądze na eko-żywność, licząc przede wszystkim na wymierne korzyści zdrowotne, mogą się czuć powyższym stanowiskiem ekspertów lekko zawiedzeni.

Food Standards Agency przestrzegała jednak po publikacji wyników wspomnianego wcześniej badania przed wyciąganiem z niego zbyt daleko idących wniosków, np. że nie warto jeść żywności ekologicznej. Oczywiście, że warto, jeśli tylko kogoś na to stać. Jednak przedstawiciele FSA, podobnie zresztą jak i eksperci NIZP-PZH podkreślają, że najważniejsze jest nie to, czy spożywamy żywność ekologiczną czy konwencjonalną (która co do zasady także jest bezpieczna dla zdrowia i podlega kontroli różnych inspekcji), lecz to, czy żywimy się w zdrowy, to znaczy zbilansowany i adekwatny dla swojego stanu zdrowia sposób - zgodny z ogólnymi zasadami zdrowego żywienia (np. tzw. piramidą zdrowego żywienia czy zasadami tzw. diety śródziemnomorskiej) lub też ze spersonalizowaną dietą, ustaloną dla nas przez lekarza czy profesjonalnego dietetyka.

„Najważniejsze dla zdrowia jest prawidłowe zbilansowanie i komponowanie różnorodnej diety” – podsumowują specjaliści z NIZP-PZH.

#deadlyowrzuca #zdrowie #nauka #ciekawostki
Źródło: zdrowie.pap.pl, Wiktor Szczepaniak