Zobacz: https://lurker.land/post/o_dIloVsx
Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Komentarze:

Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd


Data dodania: 2/4/2022, 12:40:35 AM
Autor: verum

Opis snu jednego dzidowca:

"Miałem sen w którym, przeżywałem paraliż senny (taki jakby sen w śnie) obudziłem się u siebie w pokoju, mając świadomość, iż doświadczam paraliżu sennego. Podstawą u mnie, abym wyszedł z tego stanu, jest... abym niemo krzyczał (albo tak jakby to powiedzieć, darł pizdę, ale aby domowników nie obudzić). No to staram się z całej siły krzyczeć niemo, a tu nagle patrzę pod moją sztangę i sprzęt do treningu (który był po przeciwnej stronie pokoju). A tam centralnie pod nim, leży postać jakoby ukryta, ciemniejsza od cienia, emanująca zimnem, kozia głowa, oczy ciemne, a jednocześnie tak wyraziste patrzące prosto na mnie. Smutny był „szatan” płakał, patrząc na mnie. Ja ponownie sparaliżowany, po chwili wstaję, i ten zaczyna znikać, coś do mnie pierdoląc, coś z kategorii „Deus est stultus, Deus est mendax, Deus est Satanas” (tak interesowałem się łaciną, ale to wiele lat temu i jakoś bardzo tego zainteresowania nie rozwinąłem). Ten zanika, a dom zaczyna się trząść i słyszę z każdej strony, jak coś upiornie gwiżdże i skowyt się rozlega. Naczynia, kryształy i pamiątki na półkach i szafkach, zaczęły się kręcić. Grawitacja jakby silniejsza albo ja słabszy. Zaczynam spierdalać, chcę po schodach zejść (bo mam w swoim domostwie na drugim piętrze pokój) patrzę a tam po stopniach, wchodzi znowu jakieś diabelstwo popierdolone jak diabli. Niemal swobodnie ciemna, włochata, kolczasta masa, ubijała się tylko na kształt przybliżony do ludzkiej sylwetki, ciekło z niej czarnym olejem jakimś, pysk psia czaszka, oczy równie ciemne co „szatan” i skurwysyn oblizuje sobie pysk. Ale nie tak, że tylko oblizuje i cześć, liżąc po kłach, rwał sobie język na części, ranił go, a z pyska zaczęła cieknąć jeszcze większa ilość cieczy. Ja wpierdalam się z byka, przez drzwi do pokoju rodziców moich (tylko tam był balkon, wysoko nie jest, jeżeli się po dobudówce przeskoczy) patrzę a tam nagle cisza. Wszystko zamilkło ani jednego cienia. No kurwa zwyczajny pokój moich starych. Ale cel już miałem, otwieram balkon i wychodzę na niego. Tam piękna, przepiękna noc. Gwiazdy tak piękne, że ich blask niemal śpiewał (jestem tym typem człowieka, który słyszy kolory i widzi muzykę). Nagle mimowolnie staję na krawędzi i już mam skakać, a tu diabelskie znowu nasienie Smutny „szatan” chwyta mnie za nogawkę od piżamy. Mamrocze coś tam bez sensu, ja tylko patrzę, że ten płacze i też zaczynam płakać. Zeskakuję z poręczy i... zamiast spadać, zacząłem latać, i odleciałem w kierunku chmur. Nagle zamiast zimnej nocy i wiatru, otoczyło mnie ciepło. Uświadomiłem sobie, że to też jest sen. Ale ja często miewam świadome sny, i ten udało mi się "przejąć" potem poleciałem na trasę (mieszkam niedaleko drogi krajowej) i wkurwiałem tirowców jako coś na wzór Mothmana. Koniec."

#dobranoc #sen #kolorowychsnów #podjebanezjbzd