Portret dłużnika polskiego. Pomianowski: Homo oeconomicus nie istnieje [WYWIAD]

Zobacz: https://lurker.land/post/iW0p4PS72
Data dodania: 7/17/2021, 3:15:12 AM
Autor: cheater

#ciekawostki #dlugi #psychologia #ekonomia #mojeherezje

Fragment na zachętę:

Nie uczymy się na własnych błędach?

Doświadczenia są ważne, ale samo poniesienie konsekwencji własnych czynów to za mało. Kara nie zmieni człowieka, jeśli nie będzie towarzyszyła jej nauka. Wiem o tym, bo przez lata pracowałem też jako psycholog w Zakładzie Karnym we Wronkach, największym w Polsce więzieniu dla recydywistów. Obserwowałem wielu dłużników, którzy z czasem poddawali się życiu, w jakie wpadli. Wegetowali i kombinowali, jak przetrwać.

Ale nikt im nie kazał zaciągać pożyczek i popadać w długi.

Owszem, sporo osób tak właśnie myśli. To efekt wychowania społecznego, jakie odebraliśmy. Zakłada, że człowiek jest istotą racjonalną, która potrafi liczyć oraz szacować ryzyko. Ale badania z zakresu psychologii ekonomicznej wywracają do góry nogami takie myślenie – na czele z klasyczną koncepcją Adama Smitha, dla którego jednostka jest wolna i egoistyczna, i poprzez koncentrację na własnym interesie przyczynia się do polepszenia dobra ogólnego. Homo oeconomicus, człowiek ekonomiczny, jednak nie istnieje. Richard Thaler, współpracownik Daniela Kahnemana, dostał w 2017 r. ekonomicznego Nobla właśnie za to, że podważył racjonalność ludzkich działań. Wykazał, że brakuje nam samokontroli. A nawet jeśli wiemy, że oszczędzanie jest cnotą, to wolimy żyć tu i teraz. Często na kredyt.

Dłużnicy mogą się więc czuć usprawiedliwieni, bo wymówki znajdą w ekonomii behawioralnej?

To nie usprawiedliwienie, lecz sugestia, by szerzej spojrzeć na nasze środowisko życia. A tam gęsto jest od chwilówek przyznawanych na wysoki procent. Ludzie sięgają po nie, mając zwykle świadomość, że cudowne warunki kredytu to lipa. Dlaczego więc to robią? Moralizator powie: z głupoty. Ja – że w 90 proc. biorą je osoby będące już w różnych rejestrach dłużników, które nie mają zdolności kredytowej w bankach. I mając nóż na gardle, biorą je po to, by poczuć choć chwilową ulgę.

Ulgę?

Tak. Odbierają telefony o różnych porach dnia i nocy, że do południa dnia następnego mają zwrócić 500 zł. Sięgają więc po chwilówkę i słyszą dosłownie, jak kamień spada im z serca. By po chwili boleśnie walnąć w stopę. Oni jednak tego nie czują. Tak mocno chcą, by świat na chwilę się od nich odczepił, że pogrążają się jeszcze bardziej. Wśród osób, które zgłosiły się do nas o pomoc, jest wykształcona kobieta, która z powodzeniem zarządzała wielomilionowym budżetem dużej gminy. W pracy – wzorowy urzędnik, w prywatnym życiu – w ciągu 15 lat z pożyczki 30 tys. zł wygenerowała prawie milion długu. Teraz jest w procesie upadłości konsumenckiej. Prawnicy, którzy przygotowywali wniosek, zachodzili w głowę, jak przy tak wielkiej kwocie żaden z wierzycieli nie podał jej do sądu. A ona po prostu zaspokajała najpilniejsze potrzeby, biorąc kolejne szybkie pieniądze. Do czasu, aż wyczerpała wszystkie możliwości.

Ona, doświadczony urzędnik potrafiący liczyć pieniądze?

Psycholog prof. Grzegorz Sędek zrobił fantastyczne badania: odkrył, że wyuczona bezradność jest wybiórcza. Można być genialnym matematykiem i mieć problemy z napisaniem krótkiej pracy z języka polskiego. Przekłada się to na dorosłe życie. Jedni są świetnymi kierowcami, a nie potrafią obsłużyć prostego domowego sprzętu. Wracając do urzędniczki: perfekcyjnie ukrywała problemy. Mieszkała pod jednym dachem z matką, a starsza pani do ostatniej chwili nie miała pojęcia o problemach córki. Na dodatek owa urzędniczka nic z tych pożyczek nie miała. W wykazie dla syndyka, który opracowywał dla niej plan spłaty długu, wpisała jedynie kilkunastoletni samochód.

https://serwisy.gazetaprawna.pl/finanse-osobiste/artykuly/1454079,dlugi-upadlosc-konsumencka-ugoda.html


Komentarze:

Brak komentarzy