Zobacz: https://lurker.land/post/TFPoWdVT3
Data dodania: 11/29/2021, 7:29:36 PM
Autor: wokulski

Nie palę już prawie 11 dni. Brakuje mi tego, ale dałem sobie postanowienie, że wytrzymam conajmniej do stycznia podczas gdy inni będą nieudolnie rzucać znowu palenie jako postanowienie na nowy rok.

Ja zapalę.

Albo tak się oszukuję, żeby dać sobie czas, albo naprawdę to zrobię. W każdym razie każdemu mówię, że rzucam do stycznia, a potem zobaczę. W ten sposób mam mobilizację, że wytrzymam chociaż ten miesiąc i byłby wstyd jakbym do tego wrócił, bo miałbym tak słabą wolę…

Poza tym przypomniałem sobie i dziewczyna też, dlaczego ostatnim razem rzucanie mi nie wyszło. Nie dlatego, że nie dawałem rady, albo stało się coś stresującego. To był mój wybór. Pisząc rachunek zysków i strat wyszło mi, że palenie daje mi więcej korzyści niż wad.

Każdy po tym patrzy na mnie jak na idiotę jednak wy trochę w tej społeczności mnie znacie i myślę, że jesteście w stanie mnie zrozumieć.

Dymek to forma resetu dla mojego wiecznie zestresowanego mózgu. Przerwa w pracy. Zajęcie czymś moich myśli, które zawsze lądują w nieciekawych miejscach. Papieros w ręku, wyciszenie i zajęcie myśli. Chyba tylko przy papierosie jestem w stanie docenić co mnie otacza, bo tak mój mózg jest bombardowany pierdołami bez znaczenia, a dym osłabia mój umysł i skupiam się na tym co jest tu i teraz.

Zresztą jak masz depresję. Nic ci nie pomaga, a jak zaczynasz palić paczkę dziennie i nagle zaczynasz funkcjonować to swoje zdrowie i pieniądze uważa się za małą cenę. To co wydałem na leki i lekarza było na tym samym poziomie.

Ostatnio jednak przestały mi pomagać i jedyne co z nich zostało to przerwa w pracy i bardziej paliłem po to, żeby zająć czas.

Czułem się jakbym miał ADHD i jakakolwiek wolna chwila pomiędzy jedną czynnością, a drugą wymagała zajęcia tego czasu.

Subiektywnie, więc uznałem, że przestały mi pomagać, jednak jak miałem to sprawdzić i jak sprawdzić czy to na pewno to?

Ogólnie też dużo w tej kwestii miał wpływ mój lekarz, który stwierdził, że łatwo wpadam w uzależnienia i ciągle chce coś innego.

Bo albo gram, albo szukam innych używek.

Dziewczyna stwierdziła, że gada głupoty i po półtora roku abstynencji, wróciłem do grania w tibię, bo to była jedyna gierka, która dawała mi radość i miałem z nią dobre wspomnienia. Dobrym jest też zamiennikiem dla fajek, bo gdy gram to zajmuje myśli i ręcę, a przy okazji odpalam sobie podcasty w tle, żeby sobie ich posłuchać, więc czas nie jest aż tak zmarnowany jak się wydaje. 5 lat temu w poprzedniej pracy lubiłem słuchać audiobooków w trakcie pracy i nikt nie miał z tym problemu, że ciągle je miałem na uszach. Nie nadążałem wtedy z tytułami. Jednak odkąd w Polsce pracuję, to już nikt słuchawek nie pozwala mieć, a czułbym się dziwnie puszczając audiobooka z głośnika. Muzyki w ogóle nie słucham.

W każdym razie nie wierzę, że miałbym problem z uzależnieniami. Jednak jak mam to udowodnić sobie, albo lekarzowi, który z jakiegoś powodu twierdzi, że to jest mój problem? Może wyciągnę któryś z moich wpisów z smiecizglowy i mu pokażę ten o tym że uzależnienie to skutek, a nie przyczyna problemów?

I że siedząc w patologii, samemu gry to były jedyny sposób na wyrwanie się z chujowej sytuacji? Odkąd jednak mam w miarę normalne życie, dziewczynę itp jakoś sobie radzę i nie zaniedbuję niczego, co jest mi powierzone. Nigdy nie poszedłem do pracy, bo na przykład mi się nie chciało, albo miałem ochotę pograć. Nigdy nie zaniedbałem obowiązków, zawsze wstawałem gdy była taka potrzeba i robiłem to co miałem do zrobienia. Podług wielu ludzi to uważam się za w miarę systematycznego człowieka i staram się taki być.

Jak powiedziałem że do stycznia nie zapalę, to nikt tego nawet nie podał w wątpliwość tylko przyjął to jak prawdę objawioną, bo zawsze dotrzymuję słowa.

Jak ważyłem 120kg, stwierdziłem że przebiegnę maraton i prędzej mnie karetka stamtąd zabierze niż zejdę z toru to ludzie wokół mnie przekonywali mnie, że to żaden wstyd nie skończyć maratonu i w razie czego żebym przerwał.
Padłbym a bym go nie przerwał. Przebiegłem go oczywiście. Byłem 900 z 1000. Dostałem medal za udział i jest on dla mnie ważny i ważniejszy od innych, które miałem. Mimo że trzy lata trenowałem wyczynowo inny sport. Codziennie robiąc po dwa treningi dziennie i mam gdzieś w szafie medale z Mistrzostw Polski to leżą i się kurzą, a większą wartość ma dla mnie medal za udział w maratonie

I w sumie to nie miało być takie długie, a jedynie chciałem poinformować, że jest dzień 11 (prawie) i mam się dobrze, a wyszedł znowu jakiś wywód, który nie nadaje się na epizod, a szkoda mi go zostawić gdzieś w odmętach profilu, więc:

#smiecizglowy
#depresja #chwalesie #wygryw #palenie #papierosy


Komentarze:

Data dodania: 11/29/2021, 7:29:36 PM
Autor: wokulski

Nie palę już prawie 11 dni. Brakuje mi tego, ale dałem sobie postanowienie, że wytrzymam conajmniej do stycznia podczas gdy inni będą nieudolnie rzucać znowu palenie jako postanowienie na nowy rok.

Ja zapalę.

Albo tak się oszukuję, żeby dać sobie czas, albo naprawdę to zrobię. W każdym razie każdemu mówię, że rzucam do stycznia, a potem zobaczę. W ten sposób mam mobilizację, że wytrzymam chociaż ten miesiąc i byłby wstyd jakbym do tego wrócił, bo miałbym tak słabą wolę…

Poza tym przypomniałem sobie i dziewczyna też, dlaczego ostatnim razem rzucanie mi nie wyszło. Nie dlatego, że nie dawałem rady, albo stało się coś stresującego. To był mój wybór. Pisząc rachunek zysków i strat wyszło mi, że palenie daje mi więcej korzyści niż wad.

Każdy po tym patrzy na mnie jak na idiotę jednak wy trochę w tej społeczności mnie znacie i myślę, że jesteście w stanie mnie zrozumieć.

Dymek to forma resetu dla mojego wiecznie zestresowanego mózgu. Przerwa w pracy. Zajęcie czymś moich myśli, które zawsze lądują w nieciekawych miejscach. Papieros w ręku, wyciszenie i zajęcie myśli. Chyba tylko przy papierosie jestem w stanie docenić co mnie otacza, bo tak mój mózg jest bombardowany pierdołami bez znaczenia, a dym osłabia mój umysł i skupiam się na tym co jest tu i teraz.

Zresztą jak masz depresję. Nic ci nie pomaga, a jak zaczynasz palić paczkę dziennie i nagle zaczynasz funkcjonować to swoje zdrowie i pieniądze uważa się za małą cenę. To co wydałem na leki i lekarza było na tym samym poziomie.

Ostatnio jednak przestały mi pomagać i jedyne co z nich zostało to przerwa w pracy i bardziej paliłem po to, żeby zająć czas.

Czułem się jakbym miał ADHD i jakakolwiek wolna chwila pomiędzy jedną czynnością, a drugą wymagała zajęcia tego czasu.

Subiektywnie, więc uznałem, że przestały mi pomagać, jednak jak miałem to sprawdzić i jak sprawdzić czy to na pewno to?

Ogólnie też dużo w tej kwestii miał wpływ mój lekarz, który stwierdził, że łatwo wpadam w uzależnienia i ciągle chce coś innego.

Bo albo gram, albo szukam innych używek.

Dziewczyna stwierdziła, że gada głupoty i po półtora roku abstynencji, wróciłem do grania w tibię, bo to była jedyna gierka, która dawała mi radość i miałem z nią dobre wspomnienia. Dobrym jest też zamiennikiem dla fajek, bo gdy gram to zajmuje myśli i ręcę, a przy okazji odpalam sobie podcasty w tle, żeby sobie ich posłuchać, więc czas nie jest aż tak zmarnowany jak się wydaje. 5 lat temu w poprzedniej pracy lubiłem słuchać audiobooków w trakcie pracy i nikt nie miał z tym problemu, że ciągle je miałem na uszach. Nie nadążałem wtedy z tytułami. Jednak odkąd w Polsce pracuję, to już nikt słuchawek nie pozwala mieć, a czułbym się dziwnie puszczając audiobooka z głośnika. Muzyki w ogóle nie słucham.

W każdym razie nie wierzę, że miałbym problem z uzależnieniami. Jednak jak mam to udowodnić sobie, albo lekarzowi, który z jakiegoś powodu twierdzi, że to jest mój problem? Może wyciągnę któryś z moich wpisów z smiecizglowy i mu pokażę ten o tym że uzależnienie to skutek, a nie przyczyna problemów?

I że siedząc w patologii, samemu gry to były jedyny sposób na wyrwanie się z chujowej sytuacji? Odkąd jednak mam w miarę normalne życie, dziewczynę itp jakoś sobie radzę i nie zaniedbuję niczego, co jest mi powierzone. Nigdy nie poszedłem do pracy, bo na przykład mi się nie chciało, albo miałem ochotę pograć. Nigdy nie zaniedbałem obowiązków, zawsze wstawałem gdy była taka potrzeba i robiłem to co miałem do zrobienia. Podług wielu ludzi to uważam się za w miarę systematycznego człowieka i staram się taki być.

Jak powiedziałem że do stycznia nie zapalę, to nikt tego nawet nie podał w wątpliwość tylko przyjął to jak prawdę objawioną, bo zawsze dotrzymuję słowa.

Jak ważyłem 120kg, stwierdziłem że przebiegnę maraton i prędzej mnie karetka stamtąd zabierze niż zejdę z toru to ludzie wokół mnie przekonywali mnie, że to żaden wstyd nie skończyć maratonu i w razie czego żebym przerwał.
Padłbym a bym go nie przerwał. Przebiegłem go oczywiście. Byłem 900 z 1000. Dostałem medal za udział i jest on dla mnie ważny i ważniejszy od innych, które miałem. Mimo że trzy lata trenowałem wyczynowo inny sport. Codziennie robiąc po dwa treningi dziennie i mam gdzieś w szafie medale z Mistrzostw Polski to leżą i się kurzą, a większą wartość ma dla mnie medal za udział w maratonie

I w sumie to nie miało być takie długie, a jedynie chciałem poinformować, że jest dzień 11 (prawie) i mam się dobrze, a wyszedł znowu jakiś wywód, który nie nadaje się na epizod, a szkoda mi go zostawić gdzieś w odmętach profilu, więc:

#smiecizglowy
#depresja #chwalesie #wygryw #palenie #papierosy


Data dodania: 11/29/2021, 7:29:36 PM
Autor: wokulski

Nie palę już prawie 11 dni. Brakuje mi tego, ale dałem sobie postanowienie, że wytrzymam conajmniej do stycznia podczas gdy inni będą nieudolnie rzucać znowu palenie jako postanowienie na nowy rok.

Ja zapalę.

Albo tak się oszukuję, żeby dać sobie czas, albo naprawdę to zrobię. W każdym razie każdemu mówię, że rzucam do stycznia, a potem zobaczę. W ten sposób mam mobilizację, że wytrzymam chociaż ten miesiąc i byłby wstyd jakbym do tego wrócił, bo miałbym tak słabą wolę…

Poza tym przypomniałem sobie i dziewczyna też, dlaczego ostatnim razem rzucanie mi nie wyszło. Nie dlatego, że nie dawałem rady, albo stało się coś stresującego. To był mój wybór. Pisząc rachunek zysków i strat wyszło mi, że palenie daje mi więcej korzyści niż wad.

Każdy po tym patrzy na mnie jak na idiotę jednak wy trochę w tej społeczności mnie znacie i myślę, że jesteście w stanie mnie zrozumieć.

Dymek to forma resetu dla mojego wiecznie zestresowanego mózgu. Przerwa w pracy. Zajęcie czymś moich myśli, które zawsze lądują w nieciekawych miejscach. Papieros w ręku, wyciszenie i zajęcie myśli. Chyba tylko przy papierosie jestem w stanie docenić co mnie otacza, bo tak mój mózg jest bombardowany pierdołami bez znaczenia, a dym osłabia mój umysł i skupiam się na tym co jest tu i teraz.

Zresztą jak masz depresję. Nic ci nie pomaga, a jak zaczynasz palić paczkę dziennie i nagle zaczynasz funkcjonować to swoje zdrowie i pieniądze uważa się za małą cenę. To co wydałem na leki i lekarza było na tym samym poziomie.

Ostatnio jednak przestały mi pomagać i jedyne co z nich zostało to przerwa w pracy i bardziej paliłem po to, żeby zająć czas.

Czułem się jakbym miał ADHD i jakakolwiek wolna chwila pomiędzy jedną czynnością, a drugą wymagała zajęcia tego czasu.

Subiektywnie, więc uznałem, że przestały mi pomagać, jednak jak miałem to sprawdzić i jak sprawdzić czy to na pewno to?

Ogólnie też dużo w tej kwestii miał wpływ mój lekarz, który stwierdził, że łatwo wpadam w uzależnienia i ciągle chce coś innego.

Bo albo gram, albo szukam innych używek.

Dziewczyna stwierdziła, że gada głupoty i po półtora roku abstynencji, wróciłem do grania w tibię, bo to była jedyna gierka, która dawała mi radość i miałem z nią dobre wspomnienia. Dobrym jest też zamiennikiem dla fajek, bo gdy gram to zajmuje myśli i ręcę, a przy okazji odpalam sobie podcasty w tle, żeby sobie ich posłuchać, więc czas nie jest aż tak zmarnowany jak się wydaje. 5 lat temu w poprzedniej pracy lubiłem słuchać audiobooków w trakcie pracy i nikt nie miał z tym problemu, że ciągle je miałem na uszach. Nie nadążałem wtedy z tytułami. Jednak odkąd w Polsce pracuję, to już nikt słuchawek nie pozwala mieć, a czułbym się dziwnie puszczając audiobooka z głośnika. Muzyki w ogóle nie słucham.

W każdym razie nie wierzę, że miałbym problem z uzależnieniami. Jednak jak mam to udowodnić sobie, albo lekarzowi, który z jakiegoś powodu twierdzi, że to jest mój problem? Może wyciągnę któryś z moich wpisów z smiecizglowy i mu pokażę ten o tym że uzależnienie to skutek, a nie przyczyna problemów?

I że siedząc w patologii, samemu gry to były jedyny sposób na wyrwanie się z chujowej sytuacji? Odkąd jednak mam w miarę normalne życie, dziewczynę itp jakoś sobie radzę i nie zaniedbuję niczego, co jest mi powierzone. Nigdy nie poszedłem do pracy, bo na przykład mi się nie chciało, albo miałem ochotę pograć. Nigdy nie zaniedbałem obowiązków, zawsze wstawałem gdy była taka potrzeba i robiłem to co miałem do zrobienia. Podług wielu ludzi to uważam się za w miarę systematycznego człowieka i staram się taki być.

Jak powiedziałem że do stycznia nie zapalę, to nikt tego nawet nie podał w wątpliwość tylko przyjął to jak prawdę objawioną, bo zawsze dotrzymuję słowa.

Jak ważyłem 120kg, stwierdziłem że przebiegnę maraton i prędzej mnie karetka stamtąd zabierze niż zejdę z toru to ludzie wokół mnie przekonywali mnie, że to żaden wstyd nie skończyć maratonu i w razie czego żebym przerwał.
Padłbym a bym go nie przerwał. Przebiegłem go oczywiście. Byłem 900 z 1000. Dostałem medal za udział i jest on dla mnie ważny i ważniejszy od innych, które miałem. Mimo że trzy lata trenowałem wyczynowo inny sport. Codziennie robiąc po dwa treningi dziennie i mam gdzieś w szafie medale z Mistrzostw Polski to leżą i się kurzą, a większą wartość ma dla mnie medal za udział w maratonie

I w sumie to nie miało być takie długie, a jedynie chciałem poinformować, że jest dzień 11 (prawie) i mam się dobrze, a wyszedł znowu jakiś wywód, który nie nadaje się na epizod, a szkoda mi go zostawić gdzieś w odmętach profilu, więc:

#smiecizglowy
#depresja #chwalesie #wygryw #palenie #papierosy


Data dodania: 11/29/2021, 7:29:36 PM
Autor: wokulski

Nie palę już prawie 11 dni. Brakuje mi tego, ale dałem sobie postanowienie, że wytrzymam conajmniej do stycznia podczas gdy inni będą nieudolnie rzucać znowu palenie jako postanowienie na nowy rok.

Ja zapalę.

Albo tak się oszukuję, żeby dać sobie czas, albo naprawdę to zrobię. W każdym razie każdemu mówię, że rzucam do stycznia, a potem zobaczę. W ten sposób mam mobilizację, że wytrzymam chociaż ten miesiąc i byłby wstyd jakbym do tego wrócił, bo miałbym tak słabą wolę…

Poza tym przypomniałem sobie i dziewczyna też, dlaczego ostatnim razem rzucanie mi nie wyszło. Nie dlatego, że nie dawałem rady, albo stało się coś stresującego. To był mój wybór. Pisząc rachunek zysków i strat wyszło mi, że palenie daje mi więcej korzyści niż wad.

Każdy po tym patrzy na mnie jak na idiotę jednak wy trochę w tej społeczności mnie znacie i myślę, że jesteście w stanie mnie zrozumieć.

Dymek to forma resetu dla mojego wiecznie zestresowanego mózgu. Przerwa w pracy. Zajęcie czymś moich myśli, które zawsze lądują w nieciekawych miejscach. Papieros w ręku, wyciszenie i zajęcie myśli. Chyba tylko przy papierosie jestem w stanie docenić co mnie otacza, bo tak mój mózg jest bombardowany pierdołami bez znaczenia, a dym osłabia mój umysł i skupiam się na tym co jest tu i teraz.

Zresztą jak masz depresję. Nic ci nie pomaga, a jak zaczynasz palić paczkę dziennie i nagle zaczynasz funkcjonować to swoje zdrowie i pieniądze uważa się za małą cenę. To co wydałem na leki i lekarza było na tym samym poziomie.

Ostatnio jednak przestały mi pomagać i jedyne co z nich zostało to przerwa w pracy i bardziej paliłem po to, żeby zająć czas.

Czułem się jakbym miał ADHD i jakakolwiek wolna chwila pomiędzy jedną czynnością, a drugą wymagała zajęcia tego czasu.

Subiektywnie, więc uznałem, że przestały mi pomagać, jednak jak miałem to sprawdzić i jak sprawdzić czy to na pewno to?

Ogólnie też dużo w tej kwestii miał wpływ mój lekarz, który stwierdził, że łatwo wpadam w uzależnienia i ciągle chce coś innego.

Bo albo gram, albo szukam innych używek.

Dziewczyna stwierdziła, że gada głupoty i po półtora roku abstynencji, wróciłem do grania w tibię, bo to była jedyna gierka, która dawała mi radość i miałem z nią dobre wspomnienia. Dobrym jest też zamiennikiem dla fajek, bo gdy gram to zajmuje myśli i ręcę, a przy okazji odpalam sobie podcasty w tle, żeby sobie ich posłuchać, więc czas nie jest aż tak zmarnowany jak się wydaje. 5 lat temu w poprzedniej pracy lubiłem słuchać audiobooków w trakcie pracy i nikt nie miał z tym problemu, że ciągle je miałem na uszach. Nie nadążałem wtedy z tytułami. Jednak odkąd w Polsce pracuję, to już nikt słuchawek nie pozwala mieć, a czułbym się dziwnie puszczając audiobooka z głośnika. Muzyki w ogóle nie słucham.

W każdym razie nie wierzę, że miałbym problem z uzależnieniami. Jednak jak mam to udowodnić sobie, albo lekarzowi, który z jakiegoś powodu twierdzi, że to jest mój problem? Może wyciągnę któryś z moich wpisów z smiecizglowy i mu pokażę ten o tym że uzależnienie to skutek, a nie przyczyna problemów?

I że siedząc w patologii, samemu gry to były jedyny sposób na wyrwanie się z chujowej sytuacji? Odkąd jednak mam w miarę normalne życie, dziewczynę itp jakoś sobie radzę i nie zaniedbuję niczego, co jest mi powierzone. Nigdy nie poszedłem do pracy, bo na przykład mi się nie chciało, albo miałem ochotę pograć. Nigdy nie zaniedbałem obowiązków, zawsze wstawałem gdy była taka potrzeba i robiłem to co miałem do zrobienia. Podług wielu ludzi to uważam się za w miarę systematycznego człowieka i staram się taki być.

Jak powiedziałem że do stycznia nie zapalę, to nikt tego nawet nie podał w wątpliwość tylko przyjął to jak prawdę objawioną, bo zawsze dotrzymuję słowa.

Jak ważyłem 120kg, stwierdziłem że przebiegnę maraton i prędzej mnie karetka stamtąd zabierze niż zejdę z toru to ludzie wokół mnie przekonywali mnie, że to żaden wstyd nie skończyć maratonu i w razie czego żebym przerwał.
Padłbym a bym go nie przerwał. Przebiegłem go oczywiście. Byłem 900 z 1000. Dostałem medal za udział i jest on dla mnie ważny i ważniejszy od innych, które miałem. Mimo że trzy lata trenowałem wyczynowo inny sport. Codziennie robiąc po dwa treningi dziennie i mam gdzieś w szafie medale z Mistrzostw Polski to leżą i się kurzą, a większą wartość ma dla mnie medal za udział w maratonie

I w sumie to nie miało być takie długie, a jedynie chciałem poinformować, że jest dzień 11 (prawie) i mam się dobrze, a wyszedł znowu jakiś wywód, który nie nadaje się na epizod, a szkoda mi go zostawić gdzieś w odmętach profilu, więc:

#smiecizglowy
#depresja #chwalesie #wygryw #palenie #papierosy


Data dodania: 11/29/2021, 7:29:36 PM
Autor: wokulski

Nie palę już prawie 11 dni. Brakuje mi tego, ale dałem sobie postanowienie, że wytrzymam conajmniej do stycznia podczas gdy inni będą nieudolnie rzucać znowu palenie jako postanowienie na nowy rok.

Ja zapalę.

Albo tak się oszukuję, żeby dać sobie czas, albo naprawdę to zrobię. W każdym razie każdemu mówię, że rzucam do stycznia, a potem zobaczę. W ten sposób mam mobilizację, że wytrzymam chociaż ten miesiąc i byłby wstyd jakbym do tego wrócił, bo miałbym tak słabą wolę…

Poza tym przypomniałem sobie i dziewczyna też, dlaczego ostatnim razem rzucanie mi nie wyszło. Nie dlatego, że nie dawałem rady, albo stało się coś stresującego. To był mój wybór. Pisząc rachunek zysków i strat wyszło mi, że palenie daje mi więcej korzyści niż wad.

Każdy po tym patrzy na mnie jak na idiotę jednak wy trochę w tej społeczności mnie znacie i myślę, że jesteście w stanie mnie zrozumieć.

Dymek to forma resetu dla mojego wiecznie zestresowanego mózgu. Przerwa w pracy. Zajęcie czymś moich myśli, które zawsze lądują w nieciekawych miejscach. Papieros w ręku, wyciszenie i zajęcie myśli. Chyba tylko przy papierosie jestem w stanie docenić co mnie otacza, bo tak mój mózg jest bombardowany pierdołami bez znaczenia, a dym osłabia mój umysł i skupiam się na tym co jest tu i teraz.

Zresztą jak masz depresję. Nic ci nie pomaga, a jak zaczynasz palić paczkę dziennie i nagle zaczynasz funkcjonować to swoje zdrowie i pieniądze uważa się za małą cenę. To co wydałem na leki i lekarza było na tym samym poziomie.

Ostatnio jednak przestały mi pomagać i jedyne co z nich zostało to przerwa w pracy i bardziej paliłem po to, żeby zająć czas.

Czułem się jakbym miał ADHD i jakakolwiek wolna chwila pomiędzy jedną czynnością, a drugą wymagała zajęcia tego czasu.

Subiektywnie, więc uznałem, że przestały mi pomagać, jednak jak miałem to sprawdzić i jak sprawdzić czy to na pewno to?

Ogólnie też dużo w tej kwestii miał wpływ mój lekarz, który stwierdził, że łatwo wpadam w uzależnienia i ciągle chce coś innego.

Bo albo gram, albo szukam innych używek.

Dziewczyna stwierdziła, że gada głupoty i po półtora roku abstynencji, wróciłem do grania w tibię, bo to była jedyna gierka, która dawała mi radość i miałem z nią dobre wspomnienia. Dobrym jest też zamiennikiem dla fajek, bo gdy gram to zajmuje myśli i ręcę, a przy okazji odpalam sobie podcasty w tle, żeby sobie ich posłuchać, więc czas nie jest aż tak zmarnowany jak się wydaje. 5 lat temu w poprzedniej pracy lubiłem słuchać audiobooków w trakcie pracy i nikt nie miał z tym problemu, że ciągle je miałem na uszach. Nie nadążałem wtedy z tytułami. Jednak odkąd w Polsce pracuję, to już nikt słuchawek nie pozwala mieć, a czułbym się dziwnie puszczając audiobooka z głośnika. Muzyki w ogóle nie słucham.

W każdym razie nie wierzę, że miałbym problem z uzależnieniami. Jednak jak mam to udowodnić sobie, albo lekarzowi, który z jakiegoś powodu twierdzi, że to jest mój problem? Może wyciągnę któryś z moich wpisów z smiecizglowy i mu pokażę ten o tym że uzależnienie to skutek, a nie przyczyna problemów?

I że siedząc w patologii, samemu gry to były jedyny sposób na wyrwanie się z chujowej sytuacji? Odkąd jednak mam w miarę normalne życie, dziewczynę itp jakoś sobie radzę i nie zaniedbuję niczego, co jest mi powierzone. Nigdy nie poszedłem do pracy, bo na przykład mi się nie chciało, albo miałem ochotę pograć. Nigdy nie zaniedbałem obowiązków, zawsze wstawałem gdy była taka potrzeba i robiłem to co miałem do zrobienia. Podług wielu ludzi to uważam się za w miarę systematycznego człowieka i staram się taki być.

Jak powiedziałem że do stycznia nie zapalę, to nikt tego nawet nie podał w wątpliwość tylko przyjął to jak prawdę objawioną, bo zawsze dotrzymuję słowa.

Jak ważyłem 120kg, stwierdziłem że przebiegnę maraton i prędzej mnie karetka stamtąd zabierze niż zejdę z toru to ludzie wokół mnie przekonywali mnie, że to żaden wstyd nie skończyć maratonu i w razie czego żebym przerwał.
Padłbym a bym go nie przerwał. Przebiegłem go oczywiście. Byłem 900 z 1000. Dostałem medal za udział i jest on dla mnie ważny i ważniejszy od innych, które miałem. Mimo że trzy lata trenowałem wyczynowo inny sport. Codziennie robiąc po dwa treningi dziennie i mam gdzieś w szafie medale z Mistrzostw Polski to leżą i się kurzą, a większą wartość ma dla mnie medal za udział w maratonie

I w sumie to nie miało być takie długie, a jedynie chciałem poinformować, że jest dzień 11 (prawie) i mam się dobrze, a wyszedł znowu jakiś wywód, który nie nadaje się na epizod, a szkoda mi go zostawić gdzieś w odmętach profilu, więc:

#smiecizglowy
#depresja #chwalesie #wygryw #palenie #papierosy