Zobacz: https://lurker.land/post/2sCzjbXwp
Data dodania: 10/21/2020, 3:13:04 PM
Autor: boreas_linvail

Witajcie,

Jak wiecie, zjawisko któremu poświęcony jest ten tag nie jest na razie zbyt rozpowszechnione. Niewielu o nim słyszało, a spośród tych którym temat obił się o uszy zdecydowanie zbyt wielu stwierdziło że "to nie dla nich". Dlaczego? Odpowiedzi które słyszę najczęściej są wariacjami na temat różnego rodzaju obaw i zbyt wielu nieudanych prób.

Dlatego dziś w ramach #AstralProjection postaram się pokazać sposoby na pokonanie największej, a zdaniem niektórych jedynej, przeszkody. Moim zdaniem to właśnie o nią rozbili się wszyscy z opisanej powyżej grupy.

Zanim jednak ktokolwiek będzie chciał faktycznie obawy przed Projekcją Astralną pokonać, w prawie będzie żądając argumentów za tym, że w ogóle powinien je pokonywać. Można przecież powiedzieć że strach uratował niezliczone życia, odwodząc od niebezpieczeństwa czy dodając chyżości w ucieczce, siły i determinacji w walce…

A więc czy jest się czego bać? Nie!… I tak.

Ładnie, pięknie. Na dwoje babka wróżyła, hm? To co ten facet tu wypisuje? Już się tłumaczę.
Nie ma się czego bać, ponieważ nic złego się stać nie może.
Tak, tu jest kropka. Tylko i aż tyle.

Każdy z Was miał jednak zapewne nieprzyjemność śnienia koszmarów, a krótka analiza moich niewielu na razie wpisów na Lurkerze zaowocuje informacją, że podpisuję się pod tezą że sny to w zasadzie projekcje astralne… Jakże to więc?

Odpowiedzieć mogę zarówno korzystając z własnych doświadczeń jak i cytatami z literatury przedmiotu.

Moje doświadczenia ze strachem mogę ująć bardzo zwięźle: na początkach moich przygód poza ciałem bałem się. Chwilami naprawdę mocno. Jednak zawsze pomagało odwołanie się do czegoś, w co całkowicie wierzyłem - na przykład najgorsze świadome koszmary natychmiast przerywał znak krzyża. Dziś okazjonalnie pojawiającym się zjawom/upiorom itp. przeciwstawiam jedynie całkowity spokój i zadawane z uśmiechem pytanie: "Mogę w czymś pomóc? :)" W jednej chwili tracą rezon i znikają. Co mają ze sobą wspólnego oba podejścia? Całkowitą pewność. Niezachwianą wiarę. Tak naprawdę różnica polega tylko na tym… Że zorientowałem się, że wystarczy wiara we własne bezpieczeństwo, lub też: wiedza, że jest się całkowicie bezpiecznym. Żaden symbol, autorytet ani obrońca nie jest wymagany.

Ze strony literatury, koszmary to najczęściej nic innego jak wizyty w czystym Astralu (por. np. D. Sugier, "Miłość i Wolność Poza Ciałem", S. Muldoon "Projection of the Astral Body"), w którym mamy prawie nieograniczoną moc kreacji. Kreacji, która następuje nawet bez naszego świadomego udziału. A że miażdżąca większość ludzkości nie ćwiczyła nigdy zachowywania pełnej świadomości przy wizytach w Astralu, a "nasza" część Kreacji jest nastawiona na straszenie nas na tysiące sposobów… To zgadnijcie, czym potrafi być przepełniona nasza podświadomość. I co może przez to zaprojektować, gdy znajdziemy się pół lub ćwierć - przytomni w Astralu.

Uważny czytelnik zauważył jednak pewien szczegół. "Koszmary to najczęściej…". "Najczęściej"? Ależ unik, Panie Linvail. Czyli jednak nie jest to reguła?
Nie. Ów, jak go nazywam, czysty Astral to wciąż tylko część Kreacji. Są doniesienia o ogromnych przestrzeniach wypełnionych bytami o złych zamiarach. Bytami, które nie są naszym wytworem - nie mamy nad nimi władzy jak nad fantomami w czystym Astralu. Pisze o tym choćby R. Monroe w "Podróżach poza Ciałem". Jednak i on, choć przechodził przez takie obszary wielokrotnie, pisze wyraźnie że wystarczy zachować spokój by zostać przez nie całkowicie zignorowanym. Relacjonuje także co działo się, zanim wpadł na powyższe remedium. Gdy stwory obłapiały go ze wszystkich stron… Po prostu się budził
Ja sam nie widziałem jeszcze takiego miejsca. Przeciwnie, widywałem w miażdżącej większości bardzo piękne scenerie. Jednak jeśli kiedyś trafię i tam, planuję spróbować pomóc choć niektórym wyrwać się z tego dziwnego stanu w którym tkwią. Jak mówiłem, wiem że krzywda mi się stać nie może!

Pora na konkrety. Jak zwalczyć ów strach? To kolejny temat z serii "ile ludzi, tyle sposobów". Trzeba więc szukać! Oto, czego polecalbym spróbować w poszukiwaniach.

Medytacja. Przez niesamowitą ilość różnych jej rodzajów, wszystko co mogę o niej powiedzieć to że MOŻE zadziałać. Mam na przykład potwierdzenie działania medytacji w tym zakresie od mojej dobrej znajomej. Medytując nagle poczuła całkowity spokój, i już nie boi się wychodzić z ciała. Do tamtego momentu bardzo Ją to blokowało. Jednak moja Żona nie jest w stanie w ogóle zmusić się do medytacji. Ten sposób to chyba najlepszy przykład tego, jak bardzo indywidualny jest proces pozbywania się strachu przed czymkolwiek.

Drobne kroki. Wspomina o tym także R. Monroe. Jeśli boisz się jakiejś czynności, ćwicz ją w najmniejszych możliwych inkrementacjach. Próbuj wyjść z ciała wiedząc doskonale, że planujesz tylko stanąć obok własnego łóżka, rozejrzeć się przez parę sekund, i natychmiast wrócić. Po kilku razach, gdy nabierzesz pewności, spróbuj przejść się po pokoju. Potem może wyjść za drzwi, i tak dalej - grunt to upewnić się, że zawsze można do ciała łatwo wrócić. Że zawsze jesteśmy bezpieczni.

Zbieranie wiedzy. Czytając biegłych w OOBE autorów, nie natknąłem się jeszcze na pozycję która dowodziałby szkodliwości OOBE lub wynikającego z takich praktyk niebezpieczeństwa. Z mojego pogłębianego wciąż researchu wynika wręcz że wychodzimy z ciała bezwiednie wiele razy dziennie. Ile i jak? To ciekawe zagadnienie, jednak na teraz najważniejszy wniosek jest taki… Jest to temat, od którego nie uciekniecie. Nikt nie ucieknie. Możecie pogłębiać waszą świadomość i kontrolę nad nim, lub każdy przyszły koszmar przeżywać jak ktoś odurzony czymś nieco zbyt mocnym. I pozostać w niepewności, czy ten facet to pisał od rzeczy czy faktycznie mógłbym te strachy posłać w niebyt jednym ruchem brwi?
To pytanie prowadzi nas do kolejnego punktu, którym jest…

Doświadczenie. Jak wspomniałem, sam też bardzo się bałem. Strach odszedł wraz z doświadczeniem. Mimo że brałem udział w scenach rodem z horroru, wciąż tu jestem. Nic mi się nie stało. Jest bardzo prawdopodobne że każdy z Was natknie się kiedyś w Astralu na coś co będzie chciało Was nastraszyć, niezależnie od tego czy będziecie próbwali z ciała wyjść czy nie. I tak samo niezależnie od tego czy mu się to uda, zauważcie. Miało ewidentnie złe intencje. I co? Wskórało coś? A co by wskórało gdyby napotkało tylko spokój, może okraszony uprzejmym pytaniem?

Afirmowanie. "Jestem nieśmiertelny". "Jestem bezpieczny". "W Astralu mam tylko dobre doświadczenia". Kluczem jest unikanie negatywów. "Nic mnie nie przestraszy" zadziała odwrotnie niż byśmy chcieli. Podświadomość nie rozumie słowa "nie". Ona zrozumie "Strach, boję się strachu, strach-strach-strach". Żeby uniknąć strachu, trzeba afirmować wyłącznie odwagę i spokój.

Wizualizacja. Znów mamy mnóstwo propozycji. Można wyobrazić sobie swój strach jako jakiegoś małego skrzata, którego wyciągamy z naszej wewnętrznej maszynerii, pakujemy w worek i rzucamy prosto w słońce. Można wizualizować odwagę jako złote światło, które rozchodzi się od serca po całym ciele… Punkt pozostawiam waszej kreatywności!

Rozpoznanie źródła obaw i podważenie jego autorytetu. Moja główna obawa miała swoje źródło w chrześcijańskim obrazie szatana i demonów. Dobrym przyczółkiem w walce z wywodzącym się stamtąd strachem okazał się każdy punkt, w którym narracja kościoła może zostać znaleziona niepełną, niespójną… Nawet całkowicie wybrakowaną. Jak niby mogą mnie pouczać że mam nie kombinować ze snami, kiedy nawet nie potrafią mi odpowiedzieć, czym w ogóle sen jest i po co Bóg go stworzył? Wierzcie mi, pytałem. A jednak w odpowiedzi głównie próbowali mnie… Przestraszyć
Może wasze źródło obaw to relacja znajomego, któremu pierwsze eksperymenty nie wypaliły? Albo zdanie kogoś kto właściwie nie ma o sprawie pojęcia?…

Modlitwa! Kto się spodziewał? Proponuję w modlitwie do kogokolwiek w kogo wierzycie ująć prośbę z pewnej niecodziennej perspektywy. "Dziękuję Ci, że jestem bezpieczny". Tak jakbyście już otrzymali, o co prosicie.

To są najlepsze, najważniejsze metody jakie znam. Jestem przekonany, że pozbycie się strachu jest w zasięgu każdego… I że jest bardzo ważnym krokiem w rozwoju, niezależnie od celu.

Jak zawsze jestem otwarty na pytania. Pozdrawiam!

B.L.


Komentarze:

Data dodania: 10/21/2020, 3:13:04 PM
Autor: boreas_linvail

Witajcie,

Jak wiecie, zjawisko któremu poświęcony jest ten tag nie jest na razie zbyt rozpowszechnione. Niewielu o nim słyszało, a spośród tych którym temat obił się o uszy zdecydowanie zbyt wielu stwierdziło że "to nie dla nich". Dlaczego? Odpowiedzi które słyszę najczęściej są wariacjami na temat różnego rodzaju obaw i zbyt wielu nieudanych prób.

Dlatego dziś w ramach #AstralProjection postaram się pokazać sposoby na pokonanie największej, a zdaniem niektórych jedynej, przeszkody. Moim zdaniem to właśnie o nią rozbili się wszyscy z opisanej powyżej grupy.

Zanim jednak ktokolwiek będzie chciał faktycznie obawy przed Projekcją Astralną pokonać, w prawie będzie żądając argumentów za tym, że w ogóle powinien je pokonywać. Można przecież powiedzieć że strach uratował niezliczone życia, odwodząc od niebezpieczeństwa czy dodając chyżości w ucieczce, siły i determinacji w walce…

A więc czy jest się czego bać? Nie!… I tak.

Ładnie, pięknie. Na dwoje babka wróżyła, hm? To co ten facet tu wypisuje? Już się tłumaczę.
Nie ma się czego bać, ponieważ nic złego się stać nie może.
Tak, tu jest kropka. Tylko i aż tyle.

Każdy z Was miał jednak zapewne nieprzyjemność śnienia koszmarów, a krótka analiza moich niewielu na razie wpisów na Lurkerze zaowocuje informacją, że podpisuję się pod tezą że sny to w zasadzie projekcje astralne… Jakże to więc?

Odpowiedzieć mogę zarówno korzystając z własnych doświadczeń jak i cytatami z literatury przedmiotu.

Moje doświadczenia ze strachem mogę ująć bardzo zwięźle: na początkach moich przygód poza ciałem bałem się. Chwilami naprawdę mocno. Jednak zawsze pomagało odwołanie się do czegoś, w co całkowicie wierzyłem - na przykład najgorsze świadome koszmary natychmiast przerywał znak krzyża. Dziś okazjonalnie pojawiającym się zjawom/upiorom itp. przeciwstawiam jedynie całkowity spokój i zadawane z uśmiechem pytanie: "Mogę w czymś pomóc? :)" W jednej chwili tracą rezon i znikają. Co mają ze sobą wspólnego oba podejścia? Całkowitą pewność. Niezachwianą wiarę. Tak naprawdę różnica polega tylko na tym… Że zorientowałem się, że wystarczy wiara we własne bezpieczeństwo, lub też: wiedza, że jest się całkowicie bezpiecznym. Żaden symbol, autorytet ani obrońca nie jest wymagany.

Ze strony literatury, koszmary to najczęściej nic innego jak wizyty w czystym Astralu (por. np. D. Sugier, "Miłość i Wolność Poza Ciałem", S. Muldoon "Projection of the Astral Body"), w którym mamy prawie nieograniczoną moc kreacji. Kreacji, która następuje nawet bez naszego świadomego udziału. A że miażdżąca większość ludzkości nie ćwiczyła nigdy zachowywania pełnej świadomości przy wizytach w Astralu, a "nasza" część Kreacji jest nastawiona na straszenie nas na tysiące sposobów… To zgadnijcie, czym potrafi być przepełniona nasza podświadomość. I co może przez to zaprojektować, gdy znajdziemy się pół lub ćwierć - przytomni w Astralu.

Uważny czytelnik zauważył jednak pewien szczegół. "Koszmary to najczęściej…". "Najczęściej"? Ależ unik, Panie Linvail. Czyli jednak nie jest to reguła?
Nie. Ów, jak go nazywam, czysty Astral to wciąż tylko część Kreacji. Są doniesienia o ogromnych przestrzeniach wypełnionych bytami o złych zamiarach. Bytami, które nie są naszym wytworem - nie mamy nad nimi władzy jak nad fantomami w czystym Astralu. Pisze o tym choćby R. Monroe w "Podróżach poza Ciałem". Jednak i on, choć przechodził przez takie obszary wielokrotnie, pisze wyraźnie że wystarczy zachować spokój by zostać przez nie całkowicie zignorowanym. Relacjonuje także co działo się, zanim wpadł na powyższe remedium. Gdy stwory obłapiały go ze wszystkich stron… Po prostu się budził
Ja sam nie widziałem jeszcze takiego miejsca. Przeciwnie, widywałem w miażdżącej większości bardzo piękne scenerie. Jednak jeśli kiedyś trafię i tam, planuję spróbować pomóc choć niektórym wyrwać się z tego dziwnego stanu w którym tkwią. Jak mówiłem, wiem że krzywda mi się stać nie może!

Pora na konkrety. Jak zwalczyć ów strach? To kolejny temat z serii "ile ludzi, tyle sposobów". Trzeba więc szukać! Oto, czego polecalbym spróbować w poszukiwaniach.

Medytacja. Przez niesamowitą ilość różnych jej rodzajów, wszystko co mogę o niej powiedzieć to że MOŻE zadziałać. Mam na przykład potwierdzenie działania medytacji w tym zakresie od mojej dobrej znajomej. Medytując nagle poczuła całkowity spokój, i już nie boi się wychodzić z ciała. Do tamtego momentu bardzo Ją to blokowało. Jednak moja Żona nie jest w stanie w ogóle zmusić się do medytacji. Ten sposób to chyba najlepszy przykład tego, jak bardzo indywidualny jest proces pozbywania się strachu przed czymkolwiek.

Drobne kroki. Wspomina o tym także R. Monroe. Jeśli boisz się jakiejś czynności, ćwicz ją w najmniejszych możliwych inkrementacjach. Próbuj wyjść z ciała wiedząc doskonale, że planujesz tylko stanąć obok własnego łóżka, rozejrzeć się przez parę sekund, i natychmiast wrócić. Po kilku razach, gdy nabierzesz pewności, spróbuj przejść się po pokoju. Potem może wyjść za drzwi, i tak dalej - grunt to upewnić się, że zawsze można do ciała łatwo wrócić. Że zawsze jesteśmy bezpieczni.

Zbieranie wiedzy. Czytając biegłych w OOBE autorów, nie natknąłem się jeszcze na pozycję która dowodziałby szkodliwości OOBE lub wynikającego z takich praktyk niebezpieczeństwa. Z mojego pogłębianego wciąż researchu wynika wręcz że wychodzimy z ciała bezwiednie wiele razy dziennie. Ile i jak? To ciekawe zagadnienie, jednak na teraz najważniejszy wniosek jest taki… Jest to temat, od którego nie uciekniecie. Nikt nie ucieknie. Możecie pogłębiać waszą świadomość i kontrolę nad nim, lub każdy przyszły koszmar przeżywać jak ktoś odurzony czymś nieco zbyt mocnym. I pozostać w niepewności, czy ten facet to pisał od rzeczy czy faktycznie mógłbym te strachy posłać w niebyt jednym ruchem brwi?
To pytanie prowadzi nas do kolejnego punktu, którym jest…

Doświadczenie. Jak wspomniałem, sam też bardzo się bałem. Strach odszedł wraz z doświadczeniem. Mimo że brałem udział w scenach rodem z horroru, wciąż tu jestem. Nic mi się nie stało. Jest bardzo prawdopodobne że każdy z Was natknie się kiedyś w Astralu na coś co będzie chciało Was nastraszyć, niezależnie od tego czy będziecie próbwali z ciała wyjść czy nie. I tak samo niezależnie od tego czy mu się to uda, zauważcie. Miało ewidentnie złe intencje. I co? Wskórało coś? A co by wskórało gdyby napotkało tylko spokój, może okraszony uprzejmym pytaniem?

Afirmowanie. "Jestem nieśmiertelny". "Jestem bezpieczny". "W Astralu mam tylko dobre doświadczenia". Kluczem jest unikanie negatywów. "Nic mnie nie przestraszy" zadziała odwrotnie niż byśmy chcieli. Podświadomość nie rozumie słowa "nie". Ona zrozumie "Strach, boję się strachu, strach-strach-strach". Żeby uniknąć strachu, trzeba afirmować wyłącznie odwagę i spokój.

Wizualizacja. Znów mamy mnóstwo propozycji. Można wyobrazić sobie swój strach jako jakiegoś małego skrzata, którego wyciągamy z naszej wewnętrznej maszynerii, pakujemy w worek i rzucamy prosto w słońce. Można wizualizować odwagę jako złote światło, które rozchodzi się od serca po całym ciele… Punkt pozostawiam waszej kreatywności!

Rozpoznanie źródła obaw i podważenie jego autorytetu. Moja główna obawa miała swoje źródło w chrześcijańskim obrazie szatana i demonów. Dobrym przyczółkiem w walce z wywodzącym się stamtąd strachem okazał się każdy punkt, w którym narracja kościoła może zostać znaleziona niepełną, niespójną… Nawet całkowicie wybrakowaną. Jak niby mogą mnie pouczać że mam nie kombinować ze snami, kiedy nawet nie potrafią mi odpowiedzieć, czym w ogóle sen jest i po co Bóg go stworzył? Wierzcie mi, pytałem. A jednak w odpowiedzi głównie próbowali mnie… Przestraszyć
Może wasze źródło obaw to relacja znajomego, któremu pierwsze eksperymenty nie wypaliły? Albo zdanie kogoś kto właściwie nie ma o sprawie pojęcia?…

Modlitwa! Kto się spodziewał? Proponuję w modlitwie do kogokolwiek w kogo wierzycie ująć prośbę z pewnej niecodziennej perspektywy. "Dziękuję Ci, że jestem bezpieczny". Tak jakbyście już otrzymali, o co prosicie.

To są najlepsze, najważniejsze metody jakie znam. Jestem przekonany, że pozbycie się strachu jest w zasięgu każdego… I że jest bardzo ważnym krokiem w rozwoju, niezależnie od celu.

Jak zawsze jestem otwarty na pytania. Pozdrawiam!

B.L.


Data dodania: 10/21/2020, 3:13:04 PM
Autor: boreas_linvail

Witajcie,

Jak wiecie, zjawisko któremu poświęcony jest ten tag nie jest na razie zbyt rozpowszechnione. Niewielu o nim słyszało, a spośród tych którym temat obił się o uszy zdecydowanie zbyt wielu stwierdziło że "to nie dla nich". Dlaczego? Odpowiedzi które słyszę najczęściej są wariacjami na temat różnego rodzaju obaw i zbyt wielu nieudanych prób.

Dlatego dziś w ramach #AstralProjection postaram się pokazać sposoby na pokonanie największej, a zdaniem niektórych jedynej, przeszkody. Moim zdaniem to właśnie o nią rozbili się wszyscy z opisanej powyżej grupy.

Zanim jednak ktokolwiek będzie chciał faktycznie obawy przed Projekcją Astralną pokonać, w prawie będzie żądając argumentów za tym, że w ogóle powinien je pokonywać. Można przecież powiedzieć że strach uratował niezliczone życia, odwodząc od niebezpieczeństwa czy dodając chyżości w ucieczce, siły i determinacji w walce…

A więc czy jest się czego bać? Nie!… I tak.

Ładnie, pięknie. Na dwoje babka wróżyła, hm? To co ten facet tu wypisuje? Już się tłumaczę.
Nie ma się czego bać, ponieważ nic złego się stać nie może.
Tak, tu jest kropka. Tylko i aż tyle.

Każdy z Was miał jednak zapewne nieprzyjemność śnienia koszmarów, a krótka analiza moich niewielu na razie wpisów na Lurkerze zaowocuje informacją, że podpisuję się pod tezą że sny to w zasadzie projekcje astralne… Jakże to więc?

Odpowiedzieć mogę zarówno korzystając z własnych doświadczeń jak i cytatami z literatury przedmiotu.

Moje doświadczenia ze strachem mogę ująć bardzo zwięźle: na początkach moich przygód poza ciałem bałem się. Chwilami naprawdę mocno. Jednak zawsze pomagało odwołanie się do czegoś, w co całkowicie wierzyłem - na przykład najgorsze świadome koszmary natychmiast przerywał znak krzyża. Dziś okazjonalnie pojawiającym się zjawom/upiorom itp. przeciwstawiam jedynie całkowity spokój i zadawane z uśmiechem pytanie: "Mogę w czymś pomóc? :)" W jednej chwili tracą rezon i znikają. Co mają ze sobą wspólnego oba podejścia? Całkowitą pewność. Niezachwianą wiarę. Tak naprawdę różnica polega tylko na tym… Że zorientowałem się, że wystarczy wiara we własne bezpieczeństwo, lub też: wiedza, że jest się całkowicie bezpiecznym. Żaden symbol, autorytet ani obrońca nie jest wymagany.

Ze strony literatury, koszmary to najczęściej nic innego jak wizyty w czystym Astralu (por. np. D. Sugier, "Miłość i Wolność Poza Ciałem", S. Muldoon "Projection of the Astral Body"), w którym mamy prawie nieograniczoną moc kreacji. Kreacji, która następuje nawet bez naszego świadomego udziału. A że miażdżąca większość ludzkości nie ćwiczyła nigdy zachowywania pełnej świadomości przy wizytach w Astralu, a "nasza" część Kreacji jest nastawiona na straszenie nas na tysiące sposobów… To zgadnijcie, czym potrafi być przepełniona nasza podświadomość. I co może przez to zaprojektować, gdy znajdziemy się pół lub ćwierć - przytomni w Astralu.

Uważny czytelnik zauważył jednak pewien szczegół. "Koszmary to najczęściej…". "Najczęściej"? Ależ unik, Panie Linvail. Czyli jednak nie jest to reguła?
Nie. Ów, jak go nazywam, czysty Astral to wciąż tylko część Kreacji. Są doniesienia o ogromnych przestrzeniach wypełnionych bytami o złych zamiarach. Bytami, które nie są naszym wytworem - nie mamy nad nimi władzy jak nad fantomami w czystym Astralu. Pisze o tym choćby R. Monroe w "Podróżach poza Ciałem". Jednak i on, choć przechodził przez takie obszary wielokrotnie, pisze wyraźnie że wystarczy zachować spokój by zostać przez nie całkowicie zignorowanym. Relacjonuje także co działo się, zanim wpadł na powyższe remedium. Gdy stwory obłapiały go ze wszystkich stron… Po prostu się budził
Ja sam nie widziałem jeszcze takiego miejsca. Przeciwnie, widywałem w miażdżącej większości bardzo piękne scenerie. Jednak jeśli kiedyś trafię i tam, planuję spróbować pomóc choć niektórym wyrwać się z tego dziwnego stanu w którym tkwią. Jak mówiłem, wiem że krzywda mi się stać nie może!

Pora na konkrety. Jak zwalczyć ów strach? To kolejny temat z serii "ile ludzi, tyle sposobów". Trzeba więc szukać! Oto, czego polecalbym spróbować w poszukiwaniach.

Medytacja. Przez niesamowitą ilość różnych jej rodzajów, wszystko co mogę o niej powiedzieć to że MOŻE zadziałać. Mam na przykład potwierdzenie działania medytacji w tym zakresie od mojej dobrej znajomej. Medytując nagle poczuła całkowity spokój, i już nie boi się wychodzić z ciała. Do tamtego momentu bardzo Ją to blokowało. Jednak moja Żona nie jest w stanie w ogóle zmusić się do medytacji. Ten sposób to chyba najlepszy przykład tego, jak bardzo indywidualny jest proces pozbywania się strachu przed czymkolwiek.

Drobne kroki. Wspomina o tym także R. Monroe. Jeśli boisz się jakiejś czynności, ćwicz ją w najmniejszych możliwych inkrementacjach. Próbuj wyjść z ciała wiedząc doskonale, że planujesz tylko stanąć obok własnego łóżka, rozejrzeć się przez parę sekund, i natychmiast wrócić. Po kilku razach, gdy nabierzesz pewności, spróbuj przejść się po pokoju. Potem może wyjść za drzwi, i tak dalej - grunt to upewnić się, że zawsze można do ciała łatwo wrócić. Że zawsze jesteśmy bezpieczni.

Zbieranie wiedzy. Czytając biegłych w OOBE autorów, nie natknąłem się jeszcze na pozycję która dowodziałby szkodliwości OOBE lub wynikającego z takich praktyk niebezpieczeństwa. Z mojego pogłębianego wciąż researchu wynika wręcz że wychodzimy z ciała bezwiednie wiele razy dziennie. Ile i jak? To ciekawe zagadnienie, jednak na teraz najważniejszy wniosek jest taki… Jest to temat, od którego nie uciekniecie. Nikt nie ucieknie. Możecie pogłębiać waszą świadomość i kontrolę nad nim, lub każdy przyszły koszmar przeżywać jak ktoś odurzony czymś nieco zbyt mocnym. I pozostać w niepewności, czy ten facet to pisał od rzeczy czy faktycznie mógłbym te strachy posłać w niebyt jednym ruchem brwi?
To pytanie prowadzi nas do kolejnego punktu, którym jest…

Doświadczenie. Jak wspomniałem, sam też bardzo się bałem. Strach odszedł wraz z doświadczeniem. Mimo że brałem udział w scenach rodem z horroru, wciąż tu jestem. Nic mi się nie stało. Jest bardzo prawdopodobne że każdy z Was natknie się kiedyś w Astralu na coś co będzie chciało Was nastraszyć, niezależnie od tego czy będziecie próbwali z ciała wyjść czy nie. I tak samo niezależnie od tego czy mu się to uda, zauważcie. Miało ewidentnie złe intencje. I co? Wskórało coś? A co by wskórało gdyby napotkało tylko spokój, może okraszony uprzejmym pytaniem?

Afirmowanie. "Jestem nieśmiertelny". "Jestem bezpieczny". "W Astralu mam tylko dobre doświadczenia". Kluczem jest unikanie negatywów. "Nic mnie nie przestraszy" zadziała odwrotnie niż byśmy chcieli. Podświadomość nie rozumie słowa "nie". Ona zrozumie "Strach, boję się strachu, strach-strach-strach". Żeby uniknąć strachu, trzeba afirmować wyłącznie odwagę i spokój.

Wizualizacja. Znów mamy mnóstwo propozycji. Można wyobrazić sobie swój strach jako jakiegoś małego skrzata, którego wyciągamy z naszej wewnętrznej maszynerii, pakujemy w worek i rzucamy prosto w słońce. Można wizualizować odwagę jako złote światło, które rozchodzi się od serca po całym ciele… Punkt pozostawiam waszej kreatywności!

Rozpoznanie źródła obaw i podważenie jego autorytetu. Moja główna obawa miała swoje źródło w chrześcijańskim obrazie szatana i demonów. Dobrym przyczółkiem w walce z wywodzącym się stamtąd strachem okazał się każdy punkt, w którym narracja kościoła może zostać znaleziona niepełną, niespójną… Nawet całkowicie wybrakowaną. Jak niby mogą mnie pouczać że mam nie kombinować ze snami, kiedy nawet nie potrafią mi odpowiedzieć, czym w ogóle sen jest i po co Bóg go stworzył? Wierzcie mi, pytałem. A jednak w odpowiedzi głównie próbowali mnie… Przestraszyć
Może wasze źródło obaw to relacja znajomego, któremu pierwsze eksperymenty nie wypaliły? Albo zdanie kogoś kto właściwie nie ma o sprawie pojęcia?…

Modlitwa! Kto się spodziewał? Proponuję w modlitwie do kogokolwiek w kogo wierzycie ująć prośbę z pewnej niecodziennej perspektywy. "Dziękuję Ci, że jestem bezpieczny". Tak jakbyście już otrzymali, o co prosicie.

To są najlepsze, najważniejsze metody jakie znam. Jestem przekonany, że pozbycie się strachu jest w zasięgu każdego… I że jest bardzo ważnym krokiem w rozwoju, niezależnie od celu.

Jak zawsze jestem otwarty na pytania. Pozdrawiam!

B.L.


Data dodania: 10/21/2020, 3:13:04 PM
Autor: boreas_linvail

Witajcie,

Jak wiecie, zjawisko któremu poświęcony jest ten tag nie jest na razie zbyt rozpowszechnione. Niewielu o nim słyszało, a spośród tych którym temat obił się o uszy zdecydowanie zbyt wielu stwierdziło że "to nie dla nich". Dlaczego? Odpowiedzi które słyszę najczęściej są wariacjami na temat różnego rodzaju obaw i zbyt wielu nieudanych prób.

Dlatego dziś w ramach #AstralProjection postaram się pokazać sposoby na pokonanie największej, a zdaniem niektórych jedynej, przeszkody. Moim zdaniem to właśnie o nią rozbili się wszyscy z opisanej powyżej grupy.

Zanim jednak ktokolwiek będzie chciał faktycznie obawy przed Projekcją Astralną pokonać, w prawie będzie żądając argumentów za tym, że w ogóle powinien je pokonywać. Można przecież powiedzieć że strach uratował niezliczone życia, odwodząc od niebezpieczeństwa czy dodając chyżości w ucieczce, siły i determinacji w walce…

A więc czy jest się czego bać? Nie!… I tak.

Ładnie, pięknie. Na dwoje babka wróżyła, hm? To co ten facet tu wypisuje? Już się tłumaczę.
Nie ma się czego bać, ponieważ nic złego się stać nie może.
Tak, tu jest kropka. Tylko i aż tyle.

Każdy z Was miał jednak zapewne nieprzyjemność śnienia koszmarów, a krótka analiza moich niewielu na razie wpisów na Lurkerze zaowocuje informacją, że podpisuję się pod tezą że sny to w zasadzie projekcje astralne… Jakże to więc?

Odpowiedzieć mogę zarówno korzystając z własnych doświadczeń jak i cytatami z literatury przedmiotu.

Moje doświadczenia ze strachem mogę ująć bardzo zwięźle: na początkach moich przygód poza ciałem bałem się. Chwilami naprawdę mocno. Jednak zawsze pomagało odwołanie się do czegoś, w co całkowicie wierzyłem - na przykład najgorsze świadome koszmary natychmiast przerywał znak krzyża. Dziś okazjonalnie pojawiającym się zjawom/upiorom itp. przeciwstawiam jedynie całkowity spokój i zadawane z uśmiechem pytanie: "Mogę w czymś pomóc? :)" W jednej chwili tracą rezon i znikają. Co mają ze sobą wspólnego oba podejścia? Całkowitą pewność. Niezachwianą wiarę. Tak naprawdę różnica polega tylko na tym… Że zorientowałem się, że wystarczy wiara we własne bezpieczeństwo, lub też: wiedza, że jest się całkowicie bezpiecznym. Żaden symbol, autorytet ani obrońca nie jest wymagany.

Ze strony literatury, koszmary to najczęściej nic innego jak wizyty w czystym Astralu (por. np. D. Sugier, "Miłość i Wolność Poza Ciałem", S. Muldoon "Projection of the Astral Body"), w którym mamy prawie nieograniczoną moc kreacji. Kreacji, która następuje nawet bez naszego świadomego udziału. A że miażdżąca większość ludzkości nie ćwiczyła nigdy zachowywania pełnej świadomości przy wizytach w Astralu, a "nasza" część Kreacji jest nastawiona na straszenie nas na tysiące sposobów… To zgadnijcie, czym potrafi być przepełniona nasza podświadomość. I co może przez to zaprojektować, gdy znajdziemy się pół lub ćwierć - przytomni w Astralu.

Uważny czytelnik zauważył jednak pewien szczegół. "Koszmary to najczęściej…". "Najczęściej"? Ależ unik, Panie Linvail. Czyli jednak nie jest to reguła?
Nie. Ów, jak go nazywam, czysty Astral to wciąż tylko część Kreacji. Są doniesienia o ogromnych przestrzeniach wypełnionych bytami o złych zamiarach. Bytami, które nie są naszym wytworem - nie mamy nad nimi władzy jak nad fantomami w czystym Astralu. Pisze o tym choćby R. Monroe w "Podróżach poza Ciałem". Jednak i on, choć przechodził przez takie obszary wielokrotnie, pisze wyraźnie że wystarczy zachować spokój by zostać przez nie całkowicie zignorowanym. Relacjonuje także co działo się, zanim wpadł na powyższe remedium. Gdy stwory obłapiały go ze wszystkich stron… Po prostu się budził
Ja sam nie widziałem jeszcze takiego miejsca. Przeciwnie, widywałem w miażdżącej większości bardzo piękne scenerie. Jednak jeśli kiedyś trafię i tam, planuję spróbować pomóc choć niektórym wyrwać się z tego dziwnego stanu w którym tkwią. Jak mówiłem, wiem że krzywda mi się stać nie może!

Pora na konkrety. Jak zwalczyć ów strach? To kolejny temat z serii "ile ludzi, tyle sposobów". Trzeba więc szukać! Oto, czego polecalbym spróbować w poszukiwaniach.

Medytacja. Przez niesamowitą ilość różnych jej rodzajów, wszystko co mogę o niej powiedzieć to że MOŻE zadziałać. Mam na przykład potwierdzenie działania medytacji w tym zakresie od mojej dobrej znajomej. Medytując nagle poczuła całkowity spokój, i już nie boi się wychodzić z ciała. Do tamtego momentu bardzo Ją to blokowało. Jednak moja Żona nie jest w stanie w ogóle zmusić się do medytacji. Ten sposób to chyba najlepszy przykład tego, jak bardzo indywidualny jest proces pozbywania się strachu przed czymkolwiek.

Drobne kroki. Wspomina o tym także R. Monroe. Jeśli boisz się jakiejś czynności, ćwicz ją w najmniejszych możliwych inkrementacjach. Próbuj wyjść z ciała wiedząc doskonale, że planujesz tylko stanąć obok własnego łóżka, rozejrzeć się przez parę sekund, i natychmiast wrócić. Po kilku razach, gdy nabierzesz pewności, spróbuj przejść się po pokoju. Potem może wyjść za drzwi, i tak dalej - grunt to upewnić się, że zawsze można do ciała łatwo wrócić. Że zawsze jesteśmy bezpieczni.

Zbieranie wiedzy. Czytając biegłych w OOBE autorów, nie natknąłem się jeszcze na pozycję która dowodziałby szkodliwości OOBE lub wynikającego z takich praktyk niebezpieczeństwa. Z mojego pogłębianego wciąż researchu wynika wręcz że wychodzimy z ciała bezwiednie wiele razy dziennie. Ile i jak? To ciekawe zagadnienie, jednak na teraz najważniejszy wniosek jest taki… Jest to temat, od którego nie uciekniecie. Nikt nie ucieknie. Możecie pogłębiać waszą świadomość i kontrolę nad nim, lub każdy przyszły koszmar przeżywać jak ktoś odurzony czymś nieco zbyt mocnym. I pozostać w niepewności, czy ten facet to pisał od rzeczy czy faktycznie mógłbym te strachy posłać w niebyt jednym ruchem brwi?
To pytanie prowadzi nas do kolejnego punktu, którym jest…

Doświadczenie. Jak wspomniałem, sam też bardzo się bałem. Strach odszedł wraz z doświadczeniem. Mimo że brałem udział w scenach rodem z horroru, wciąż tu jestem. Nic mi się nie stało. Jest bardzo prawdopodobne że każdy z Was natknie się kiedyś w Astralu na coś co będzie chciało Was nastraszyć, niezależnie od tego czy będziecie próbwali z ciała wyjść czy nie. I tak samo niezależnie od tego czy mu się to uda, zauważcie. Miało ewidentnie złe intencje. I co? Wskórało coś? A co by wskórało gdyby napotkało tylko spokój, może okraszony uprzejmym pytaniem?

Afirmowanie. "Jestem nieśmiertelny". "Jestem bezpieczny". "W Astralu mam tylko dobre doświadczenia". Kluczem jest unikanie negatywów. "Nic mnie nie przestraszy" zadziała odwrotnie niż byśmy chcieli. Podświadomość nie rozumie słowa "nie". Ona zrozumie "Strach, boję się strachu, strach-strach-strach". Żeby uniknąć strachu, trzeba afirmować wyłącznie odwagę i spokój.

Wizualizacja. Znów mamy mnóstwo propozycji. Można wyobrazić sobie swój strach jako jakiegoś małego skrzata, którego wyciągamy z naszej wewnętrznej maszynerii, pakujemy w worek i rzucamy prosto w słońce. Można wizualizować odwagę jako złote światło, które rozchodzi się od serca po całym ciele… Punkt pozostawiam waszej kreatywności!

Rozpoznanie źródła obaw i podważenie jego autorytetu. Moja główna obawa miała swoje źródło w chrześcijańskim obrazie szatana i demonów. Dobrym przyczółkiem w walce z wywodzącym się stamtąd strachem okazał się każdy punkt, w którym narracja kościoła może zostać znaleziona niepełną, niespójną… Nawet całkowicie wybrakowaną. Jak niby mogą mnie pouczać że mam nie kombinować ze snami, kiedy nawet nie potrafią mi odpowiedzieć, czym w ogóle sen jest i po co Bóg go stworzył? Wierzcie mi, pytałem. A jednak w odpowiedzi głównie próbowali mnie… Przestraszyć
Może wasze źródło obaw to relacja znajomego, któremu pierwsze eksperymenty nie wypaliły? Albo zdanie kogoś kto właściwie nie ma o sprawie pojęcia?…

Modlitwa! Kto się spodziewał? Proponuję w modlitwie do kogokolwiek w kogo wierzycie ująć prośbę z pewnej niecodziennej perspektywy. "Dziękuję Ci, że jestem bezpieczny". Tak jakbyście już otrzymali, o co prosicie.

To są najlepsze, najważniejsze metody jakie znam. Jestem przekonany, że pozbycie się strachu jest w zasięgu każdego… I że jest bardzo ważnym krokiem w rozwoju, niezależnie od celu.

Jak zawsze jestem otwarty na pytania. Pozdrawiam!

B.L.


Data dodania: 10/21/2020, 3:13:04 PM
Autor: boreas_linvail

Witajcie,

Jak wiecie, zjawisko któremu poświęcony jest ten tag nie jest na razie zbyt rozpowszechnione. Niewielu o nim słyszało, a spośród tych którym temat obił się o uszy zdecydowanie zbyt wielu stwierdziło że "to nie dla nich". Dlaczego? Odpowiedzi które słyszę najczęściej są wariacjami na temat różnego rodzaju obaw i zbyt wielu nieudanych prób.

Dlatego dziś w ramach #AstralProjection postaram się pokazać sposoby na pokonanie największej, a zdaniem niektórych jedynej, przeszkody. Moim zdaniem to właśnie o nią rozbili się wszyscy z opisanej powyżej grupy.

Zanim jednak ktokolwiek będzie chciał faktycznie obawy przed Projekcją Astralną pokonać, w prawie będzie żądając argumentów za tym, że w ogóle powinien je pokonywać. Można przecież powiedzieć że strach uratował niezliczone życia, odwodząc od niebezpieczeństwa czy dodając chyżości w ucieczce, siły i determinacji w walce…

A więc czy jest się czego bać? Nie!… I tak.

Ładnie, pięknie. Na dwoje babka wróżyła, hm? To co ten facet tu wypisuje? Już się tłumaczę.
Nie ma się czego bać, ponieważ nic złego się stać nie może.
Tak, tu jest kropka. Tylko i aż tyle.

Każdy z Was miał jednak zapewne nieprzyjemność śnienia koszmarów, a krótka analiza moich niewielu na razie wpisów na Lurkerze zaowocuje informacją, że podpisuję się pod tezą że sny to w zasadzie projekcje astralne… Jakże to więc?

Odpowiedzieć mogę zarówno korzystając z własnych doświadczeń jak i cytatami z literatury przedmiotu.

Moje doświadczenia ze strachem mogę ująć bardzo zwięźle: na początkach moich przygód poza ciałem bałem się. Chwilami naprawdę mocno. Jednak zawsze pomagało odwołanie się do czegoś, w co całkowicie wierzyłem - na przykład najgorsze świadome koszmary natychmiast przerywał znak krzyża. Dziś okazjonalnie pojawiającym się zjawom/upiorom itp. przeciwstawiam jedynie całkowity spokój i zadawane z uśmiechem pytanie: "Mogę w czymś pomóc? :)" W jednej chwili tracą rezon i znikają. Co mają ze sobą wspólnego oba podejścia? Całkowitą pewność. Niezachwianą wiarę. Tak naprawdę różnica polega tylko na tym… Że zorientowałem się, że wystarczy wiara we własne bezpieczeństwo, lub też: wiedza, że jest się całkowicie bezpiecznym. Żaden symbol, autorytet ani obrońca nie jest wymagany.

Ze strony literatury, koszmary to najczęściej nic innego jak wizyty w czystym Astralu (por. np. D. Sugier, "Miłość i Wolność Poza Ciałem", S. Muldoon "Projection of the Astral Body"), w którym mamy prawie nieograniczoną moc kreacji. Kreacji, która następuje nawet bez naszego świadomego udziału. A że miażdżąca większość ludzkości nie ćwiczyła nigdy zachowywania pełnej świadomości przy wizytach w Astralu, a "nasza" część Kreacji jest nastawiona na straszenie nas na tysiące sposobów… To zgadnijcie, czym potrafi być przepełniona nasza podświadomość. I co może przez to zaprojektować, gdy znajdziemy się pół lub ćwierć - przytomni w Astralu.

Uważny czytelnik zauważył jednak pewien szczegół. "Koszmary to najczęściej…". "Najczęściej"? Ależ unik, Panie Linvail. Czyli jednak nie jest to reguła?
Nie. Ów, jak go nazywam, czysty Astral to wciąż tylko część Kreacji. Są doniesienia o ogromnych przestrzeniach wypełnionych bytami o złych zamiarach. Bytami, które nie są naszym wytworem - nie mamy nad nimi władzy jak nad fantomami w czystym Astralu. Pisze o tym choćby R. Monroe w "Podróżach poza Ciałem". Jednak i on, choć przechodził przez takie obszary wielokrotnie, pisze wyraźnie że wystarczy zachować spokój by zostać przez nie całkowicie zignorowanym. Relacjonuje także co działo się, zanim wpadł na powyższe remedium. Gdy stwory obłapiały go ze wszystkich stron… Po prostu się budził
Ja sam nie widziałem jeszcze takiego miejsca. Przeciwnie, widywałem w miażdżącej większości bardzo piękne scenerie. Jednak jeśli kiedyś trafię i tam, planuję spróbować pomóc choć niektórym wyrwać się z tego dziwnego stanu w którym tkwią. Jak mówiłem, wiem że krzywda mi się stać nie może!

Pora na konkrety. Jak zwalczyć ów strach? To kolejny temat z serii "ile ludzi, tyle sposobów". Trzeba więc szukać! Oto, czego polecalbym spróbować w poszukiwaniach.

Medytacja. Przez niesamowitą ilość różnych jej rodzajów, wszystko co mogę o niej powiedzieć to że MOŻE zadziałać. Mam na przykład potwierdzenie działania medytacji w tym zakresie od mojej dobrej znajomej. Medytując nagle poczuła całkowity spokój, i już nie boi się wychodzić z ciała. Do tamtego momentu bardzo Ją to blokowało. Jednak moja Żona nie jest w stanie w ogóle zmusić się do medytacji. Ten sposób to chyba najlepszy przykład tego, jak bardzo indywidualny jest proces pozbywania się strachu przed czymkolwiek.

Drobne kroki. Wspomina o tym także R. Monroe. Jeśli boisz się jakiejś czynności, ćwicz ją w najmniejszych możliwych inkrementacjach. Próbuj wyjść z ciała wiedząc doskonale, że planujesz tylko stanąć obok własnego łóżka, rozejrzeć się przez parę sekund, i natychmiast wrócić. Po kilku razach, gdy nabierzesz pewności, spróbuj przejść się po pokoju. Potem może wyjść za drzwi, i tak dalej - grunt to upewnić się, że zawsze można do ciała łatwo wrócić. Że zawsze jesteśmy bezpieczni.

Zbieranie wiedzy. Czytając biegłych w OOBE autorów, nie natknąłem się jeszcze na pozycję która dowodziałby szkodliwości OOBE lub wynikającego z takich praktyk niebezpieczeństwa. Z mojego pogłębianego wciąż researchu wynika wręcz że wychodzimy z ciała bezwiednie wiele razy dziennie. Ile i jak? To ciekawe zagadnienie, jednak na teraz najważniejszy wniosek jest taki… Jest to temat, od którego nie uciekniecie. Nikt nie ucieknie. Możecie pogłębiać waszą świadomość i kontrolę nad nim, lub każdy przyszły koszmar przeżywać jak ktoś odurzony czymś nieco zbyt mocnym. I pozostać w niepewności, czy ten facet to pisał od rzeczy czy faktycznie mógłbym te strachy posłać w niebyt jednym ruchem brwi?
To pytanie prowadzi nas do kolejnego punktu, którym jest…

Doświadczenie. Jak wspomniałem, sam też bardzo się bałem. Strach odszedł wraz z doświadczeniem. Mimo że brałem udział w scenach rodem z horroru, wciąż tu jestem. Nic mi się nie stało. Jest bardzo prawdopodobne że każdy z Was natknie się kiedyś w Astralu na coś co będzie chciało Was nastraszyć, niezależnie od tego czy będziecie próbwali z ciała wyjść czy nie. I tak samo niezależnie od tego czy mu się to uda, zauważcie. Miało ewidentnie złe intencje. I co? Wskórało coś? A co by wskórało gdyby napotkało tylko spokój, może okraszony uprzejmym pytaniem?

Afirmowanie. "Jestem nieśmiertelny". "Jestem bezpieczny". "W Astralu mam tylko dobre doświadczenia". Kluczem jest unikanie negatywów. "Nic mnie nie przestraszy" zadziała odwrotnie niż byśmy chcieli. Podświadomość nie rozumie słowa "nie". Ona zrozumie "Strach, boję się strachu, strach-strach-strach". Żeby uniknąć strachu, trzeba afirmować wyłącznie odwagę i spokój.

Wizualizacja. Znów mamy mnóstwo propozycji. Można wyobrazić sobie swój strach jako jakiegoś małego skrzata, którego wyciągamy z naszej wewnętrznej maszynerii, pakujemy w worek i rzucamy prosto w słońce. Można wizualizować odwagę jako złote światło, które rozchodzi się od serca po całym ciele… Punkt pozostawiam waszej kreatywności!

Rozpoznanie źródła obaw i podważenie jego autorytetu. Moja główna obawa miała swoje źródło w chrześcijańskim obrazie szatana i demonów. Dobrym przyczółkiem w walce z wywodzącym się stamtąd strachem okazał się każdy punkt, w którym narracja kościoła może zostać znaleziona niepełną, niespójną… Nawet całkowicie wybrakowaną. Jak niby mogą mnie pouczać że mam nie kombinować ze snami, kiedy nawet nie potrafią mi odpowiedzieć, czym w ogóle sen jest i po co Bóg go stworzył? Wierzcie mi, pytałem. A jednak w odpowiedzi głównie próbowali mnie… Przestraszyć
Może wasze źródło obaw to relacja znajomego, któremu pierwsze eksperymenty nie wypaliły? Albo zdanie kogoś kto właściwie nie ma o sprawie pojęcia?…

Modlitwa! Kto się spodziewał? Proponuję w modlitwie do kogokolwiek w kogo wierzycie ująć prośbę z pewnej niecodziennej perspektywy. "Dziękuję Ci, że jestem bezpieczny". Tak jakbyście już otrzymali, o co prosicie.

To są najlepsze, najważniejsze metody jakie znam. Jestem przekonany, że pozbycie się strachu jest w zasięgu każdego… I że jest bardzo ważnym krokiem w rozwoju, niezależnie od celu.

Jak zawsze jestem otwarty na pytania. Pozdrawiam!

B.L.